sie 13 2007
Jak misjonowałem z Matka Bożą
Dodał: Zdzisław Grad   
13.08.2007.

 

Jesteśmy już w miesiącu maju, miesiącu maryjnym. Również obecnie przezywamy Rok poświęcony Różańcowi. Chętnie podzielę się z Państwem tym wszystkim, jak głosiłem cześć Maryi na misjach, nad wodami Pangalany, na Madagaskarze i w jaki sposób Maryja pomagała mi zdobywać dusze dla Chrystusa.

Miałem wewnętrzne przekonanie, ze w nabożeństwie do Matki Jezusa jest ukryta tajemnica wielu sukcesów duszpasterskich i ewangelizacyjnych. Nie ukrywam, ze te wiarę wyniosłem z osobistego doświadczenia, ale w dużej mierze ze świadectwa Ojca Świętego i Jego Maryjnego oddania. Zycie wielu świętych również potwierdza te prawde, ze podejmując się roznego rodzaju dziela, z pomoca Maryji, mamy wieksze błogosławieństwo.

Zaraz na początku tworzenia wielkiego dystryktu Pangalany, zawierzyłem wszystko Maryji. Jej poswiecilem to dzielo, ten dystrykt, wowczas jeszcze na 90% niechrześcijański. Byłem na początku drogi. Moja metoda była prosta, uczyłem ludzi modlitwy, modlitwy z Maryja i na różańcu. W czasie 8 lat mojego pierwszego pobytu na Madagaskarze, rozdałem kilka tysięcy różańców. Ciekawe, ze ci prosci ludzie nie mieli zachamowan, aby używać Różańce również w formie medalików. Doszło do tego, ze jeśli na targach rożnych wiosek czy miasta były osoby z różańcami na szyi, to było wiadomym ze one pochodzą z dystryktu Pangalany. Tak mówili niektórzy złośliwi, żartując sobie ze mnie.

Małymi krokami uczyłem ludzi odmawiać różaniec, ta modlitwa dawała im poczucie bezpieczeństwa, poczucie jedności z Bogiem i jego ochrony przed wieloma nieszczęściami. W kolejnych miesiącach i latach byłem swiadkiem setki wydarzen, w których ukazywala się ogromna moc modlitwy różańcowej nad osobami zranionymi kultami pogańskimi. Moc wstawiennictwa Maryji. To jakby ona sama chciala potwierdzic, ze jest kims żywym, ze jest potężnych niebios Królową i Matka ewangelizacji.
Jak już mówiłem wiele razy, moja wizyta we wioskach była rzadką, co 3 czy 4 miesiace. Nie mogłem być wszędzie. Miedzy czasie, kiedy byłem nieobecny, nowi chrześcijanie gorliwie codziennie odmawiali różaniec. Jakże często do takiej modlitwy spontanicznej, wieczorem, gdzieś w chatce malgaskiej czy pod palmą, dołączali się ciekawscy, niechrześcijanie. I wówczas zaczęły sie dziać rzeczy dziwne, bowiem podczas modlitwy różańcowej, wiele razy, osoby, ktore praktykowaly czary czy okultyzm-zaczely krzyczec, plakac, tracic przytomność. Te osoby doznawały spontanicznie uzdrowienia i uwolnienia ze zranień duchowych.

W ten sposób rozaniec ewangelizowal, a dokładniej Matka Niebieska brala w opieke swoje dzieci. Zwykle bywalo tak, ze każdej nowo uzdrowionej osobie musialem dac rozaniec. Ludzie pragnęli tego, był symbolem i znakiem zbawienia.

We wiosce Andara jednego dnia, piękną lekcje mariologii otrzymala grupa osob przynależących do sekty chrześcijańskiej. Zwyczajem naszym, kiedy modliliśmy się o uzdrowienia osob, to zwykle odbywalo sie to w jakiejs chatce malgaskiej. Wówczas, aby nadac miejscu bardziej charakter sakralny, to wykładaliśmy obrazki czy obraz Maryji albo figure. Jedna z kobiet, ktora praktykowala ryt Tromba, ledwie weszla do chatki, gdzie ja oczekiwaliśmy i jak tylko ujrzala Obraz Matki Bozej,to od razu rzucilo ja na ziemie i stracila przytomność, pozniej placz i wrzask.

Z naszej strony nie padło żadne słowo, żadne wezwania modlitewne. Sam widok obrazu Matki Jezusa sprawił taki uzdrawiający efekt. Było to nie do pojęcia dla członków sekty, i zadawali sobie pytanie: Kimże jest ta Niewiasta z korona gwiazd dwunastu? Jakze często, kiedy modliliśmy się o uzdrowienie osob, wystarczylo zaczac piesn maryjna i proces uwolnienia następował błyskawicznie. Takich świadectw o mocy wstawiennictwa Maryji mógłbym złożyć setki.

W pobożności malgaskiej ważnym jest świętowanie wydarzenia. Zacząłem myśleć nad tym, jak stworzyć wydarzenia religijne, które przyciągnęłyby uwagę niechrześcijan oraz wprowadziły głębiej w przeżycie wiary naszych świeżo ochrzczonych czy przygotowujących się do chrztu.

Okazja nadala się wyjatkowa,bowiem w tym czasie przypadal Rok Maryjny przed Wielkim Jubileuszem. Postanowiłem, ze figura Matki Bozej zacznie wędrować po calym dystrykcie, po wszystkich wioskach. Odbyla się pelegrenacja Figury Matki Bozej. Z wioski do wioski, przechodząc przez 70 roznych wiosek Maryja w ten sposób odwiedzala swoich wiernych. Forma jak zastosowaliśmy była nowością dla ludzi w regionie Pangalany. Spontanicznie zmuszała do zaangażowania się, do przyznania się do wiary, do świadectwa. Następowały znane szczególnie nam polakom, przywitania, czuwania, modlitwy, pozegnania. Forma prosta, ale dlatego ze zewnętrzna i widzialna, to w naturalny sposób reklamowała naszą katolicką obecność w niechrześcijańskiej Pangalanie, pomnażając liczbę nowych chrześcijan.

Dla prostych ludzi były to wydarzenia wyjatkowe.
Po jakims czasie sami ludzi poprosili mnie, abym zbudowal Grote Matki Bozej. Na początku z krolami wioski Ambohitsara musiałem wynegocjować odpowiedni teren. W danej wiosce nic bez wiedzy króla nie moglo sie dziac.Odbylo sie specjalne zebranie, nie bylo latwo,bowiem wielu pogan sprzeciwialo się by oddac teren. W koncu dano mi teren,który służył za zagrode dla wolow. Nie bylem do końca zadowolony, chciałem inny tuz nad brzegiem.

Ale z czasem okazalo się, ze opatrzność i w tym była.
Po oczyszeniu terenu, posadzeniu kilkudziesięciu palm kokosowych i daktylowych, sosenek, świerków i krzewów ozdobnych, teren dzisiaj wygląda szczególnie uroczo. Na szczycie wzgórza zbudowaliśmy skromna grote i od tej pory co roku w miesiącu maju, a później sierpniu, w święto Matki Bozej Krolowej-zaczelismy organizować pielgrzymki do tego miejsca.

Nie mieliśmy jeszcze miejsc świętych, modlitwa i wiarą tworzyliśmy nowe sanktuarium. Byłem przekonany, ze Bog przychylnie odpowie na nasze wołanie. Tak oto mielismy symboliczne miejsce, gdzie co roku gromadził się tłum chrześcijan z całego dystryktu pragnąc oddac czesc Maryi.. Kiedy odjeżdżałem do Rzymu na studia, to w ostatnim roku przyszlo 6 tysiecy osob. To bardzo duzo jak na nasze możliwości.

Tej maryjnej pielgrzymce chciałem nadac charakter radości i rodzinności. Przybywaly cale rodziny, proszac o szczegolne błogosławieństwo. Przede wszystkim zapraszaliśmy tych, którzy juz mieli sakrament małżeństwa, aby swoje jubileusze obchodzili podczas wielkiego zgromadzenia wiernych. Naszym problemem było to, ze niewielu na początku chcialo zawierac sakramentalne związki. Zapraszaliśmy wszystkich do naszej lokalnej Kany Galilejskiej,aby uswiecili swoja miłość. Maryja jako Matka Pieknej Miłości potrafiła przemówić do serc ludzkich. W niedługim czasie mieliśmy 1-sze miejsce w liczbie zawartych małżeństw na skale diecezji. A byliśmy dopiero na początku drogi…

Punktem kulminacyjnym każdej pielgrzymki była uroczysta procesja z figura Matki Bozej po wodzie, na miejsce gdzie stała Nowa Grota. Jako ze dysponowałem wielka łodzią motorowa, i dwoma mniejszymi, to mogłem to praktycznie zrealizowac. Z czasem upiększaliśmy nasza procesje. W nastepnych latach dochodzily male tradycyjne rybackie łódeczki, które towarzyszyly tej głównej Lodzi motorowej na której była Figura. W ten sposob ze spiewami na ustach posuwaliśmy się wzdłuż rzeki do miejsca gdzie stala grota.

Tam odbywala się uroczysta eucharystia z licznymi tancami i obrzedami. W nocy natomiast mielismy kolejna procesje, ale inna droga, ze swiecami. Nasza procesja wyglądała okazale - 6 tysięcy ludzi ze śpiewem na ustach w środku nocy... To musiało zwrócić uwagę wielu niechrześcijan. Malgasze lubią celebracje, wyczuwają bardziej niż my, Europejczycy, sens święta i celebracji. To ich sposób doświadczania wiary.

Napisałem do Polski i poprosiłem o namalowanie na plotnie drugiego obrazu, obrazu Matki Bozej-Krolowej Pangalany. Poslalem kilka zdjęć twarzy kobiet malgaskich na wzór, aby to byla w pelni Matka Boza Malgaska, nie europejska. Obraz ten uroczyście zawiesiliśmy w naszej świątyni na centralnym miejscu. Od tej pory kościół jest pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Pangalany, Patronki Rodzin,w Ambohitsara, gdzie z jednej strony jest grota Maryjna, a z drugiej Kościół poswiecony jej imieniu.

Na koniec ostatnie świadectwo. Moja wielka motorowa lodz, długości 13 metrow, jako prawie maly stateczek, na burcie miała wymalowany wielki napis: Maryja-Krolowa Pangalany. Tak ja nazwalem. Za każdym razem kiedy wypływałem na wody Pangalany, ta lodz śpiewała radosnie; Czesc Maryi, czesc i uchwala, Pannie świętej czesc.....

o.Zdzislaw Grad, Madagaskar