Aktualności arrow Pionierzy misji arrow Siostry misyjne w Etiopii              
Advertisement
sie 10 2007
Siostry misyjne w Etiopii PDF Drukuj Email
Dodał: Zdzisław Grad   
10.08.2007.

 

Rozmowa z Siostra misjonarka Anną Trzepacz, SSpS z Etiopii

W jaki sposób Służebnice Ducha Świętego znalazły się w Etiopii?


Do Etiopii przyjechałyśmy osiem lat temu na zaproszenie miejscowego biskupa, który zwrócił się z prośbą do naszego Zgromadzenia o podjęcie pracy w klinice, przedszkolu, przy parafii.

Pierwszą placówką była Alem Tena. Nazwa ta znaczy „świat zdrowia”, ale absolutnie nie pokrywa się z rzeczywistością - w okolicy jest mnóstwo chorych. Po dwóch latach założyłyśmy drugą placówkę w Waragu. W lipcu tego roku nasze siostry zamieszkały także w Badesa, miejscowości położonej na południowy wschód od Addis Abeby, dosyć daleko od poprzednich placówek, bo około siedmiu godzin jazdy samochodem. Są też trzy siostry pracujące w nuncjaturze apostolskiej, ale tam jesteśmy na kontrakcie i w tym roku naszą pracę przejmie inne zgromadzenie. W Alem Tenie żyją cztery siostry - Argentynka, Indonezyjka, Indyjka i Polka, w Waragu dwie - z Indii i Niemiec. Mamy też trzy nowe misjonarki przybyłe z Filipin oraz ze Słowacji, które przygotowują się do pracy, ucząc się języka.

Co należy do Twoich obowiązków na misji?


Z zawodu jestem pielęgniarką, więc pracuję w klinice pełniącej funkcję przychodni i szpitala. Bardzo często muszę też być lekarzem, położną, osobą pouczającą o podstawowych zasadach higieny i pielęgnacji. Do Etiopii nie można wjechać jako misjonarz czy misjonarka. Mnie przyjęto w charakterze pielęgniarki, inną siostrę jako nauczycielkę, księdza jako nauczyciela, pracownika socjalnego czy biurowego. Musimy pracować zgodnie ze swoją profesją i co roku odnawiać pozwolenie na jej wykonywanie. Z rządu przyjeżdżają kontrolerzy i po ich wizytacji pozwolenie jest przedłużane bądź też nie.

Dlaczego nie ma czegoś takiego jak status misjonarza?


Rząd zawsze, nawet w czasach komunizmu, był pod wpływem Kościoła ortodoksyjnego, o którym powiem później. Oni wychodzą z założenia, że w Etiopii chrześcijaninem jest już każdy (nie licząc muzułmanów) i nie trzeba ich nawracać na katolicyzm.

Wiem jednak, że praca w lecznictwie to zaledwie jedna z wielu spraw, którymi się tam zajmujesz...

W związku z brakiem możliwości głoszenia Ewangelii wprost, musiałyśmy znaleźć inny sposób, by przekazywać Pana Boga tamtejszym ludziom. Żyjemy z nimi, uczymy zasad zdrowego żywienia, hodowli kurczaków, pszczół - to niektóre przykłady.

Choroby w Etiopii są związane przede wszystkim z brudem. Ludzie pytali o czystą wodę, wykopałyśmy więc studnię głębinową. Podobnie z hodowlą drobiu: żadna z nas nigdy tego w życiu nie robiła! Jadąc na misje, nie myślałam, że się będę zajmować chorobami kurczaków czy ulami! Radzimy sobie różnie: wysyłamy ludzi na trzymiesięczne kursy, po których już sami się tym zajmują. Na szczęście mamy sponsora, który opłaca ich zatrudnienie.

Pamiętam wizytę pewnego młodego, amerykańskiego biskupa, który po obejrzeniu naszego szpitala i gospodarstwa skrytykował naszą misję, podając przykład apostolskiej gorliwości św. Franciszka Ksawerego, który głosił, chrzcił, pouczał, nawracał... W Etiopii nie ma jednak możliwości być takim misjonarzem czy misjonarką.

Jak to się stało, że ortodoksyjny Kościół etiopski oddzielił się od Kościoła katolickiego?

Jest to historia z mniej więcej III w. naszej ery, z czasów sporów o unię hipostatyczną. Po I Soborze w Nicei w 325 r. patriarchowie egipscy, mający duży wpływ na Kościół etiopski, błędnie przekazali mu ostateczną prawdę, czym jest naprawdę unia hipostatyczna i jakie jest zdanie Kościoła katolickiego w tej sprawie. Etiopczycy nigdy nie mieli swego patriarchy - obecny został wybrany dopiero w siedemdziesiątych latach poprzedniego stulecia. Kościół lokalny całe wieki był utrzymywany w niewiedzy, ale tak naprawdę pomiędzy nimi a nami istnieje niewielka różnica i wystarczyłoby trochę wysiłku ekumenicznego, aby Kościół etiopski stał się Kościołem katolickim. Jednak dialogu ekumenicznego brak. Widzimy to chociażby na własnym podwórku: gdy już dobrze dogadujemy się z jednym księdzem, to następuje zmiana i dialog trzeba zaczynać od początku.

Jak wygląda sytuacja na Waszej misji, jeśli chodzi o wyznania?

Nasza misja istnieje od ośmiu lat i żyje w niej 30 katolików - pięć rodzin pomagających przy kościele. Sporo ludzi przychodzi z wiosek. Przygotowują się, przyglądają, ale nie są pewni, czy zostaną katolikami. Niektórzy myślą, że jako katolicy dostaną u nas pracę - takie interesowne podejście do religii jest skutkiem ubóstwa. Niektóre misje zatrudniają tylko swoich wyznawców, ale my tego unikamy.

Pamiętamy smutny przypadek dziewczyny, która chciała być przedszkolanką. Chcąc zostać katoliczką, przychodziła do naszego kościoła, przyjęła Komunię świętą. Siostry wysłały ją do szkoły, wróciła po trzech miesiącach. Była nosicielką wirusa HIV, zachorowała i już umierająca, poprosiła kapłana z Kościoła ortodoksyjnego o chrzest. Obecnie zatrudniamy protestanta, muzułmanina, chrześcijanina ortodoksyjnego, katolika. Oczywiście, modlimy się przed pracą, zachęcamy do udziału w nabożeństwach, ale nic na siłę, aby oni nie czuli się zobowiązani. Inaczej działają misje protestanckie - zatrudniają tylko swoich wyznawców lub kandydatów. Nasz biskup też na początku nie mógł nas zrozumieć. My jednak uparcie broniłyśmy naszej postawy i nie zmieniłyśmy poglądu na tę sprawę. Biskup musiał więc nas zostawić!

Czy Etiopia jest krajem misyjnym?

Jak najbardziej, choć szczyci się, że krajem chrześcijańskim stała się na długo przed przyjęciem chrztu przez niejeden kraj w Europie, bo w II wieku; 40% etiopskich chrześcijan stanowią członkowie Kościoła ortodoksyjnego. Niektórzy uważają, że nie ma sensu i potrzeby, aby przechodzili na katolicyzm. Inni popełniali błąd, nie uznając chrztu w tym Kościele. Ludzie, którzy do nas przychodzą, nasi obecni katolicy, to są byli chrześcijanie ortodoksyjni. Jednak wciąż panuje niezadowolenie, dlaczego my zabieramy chrześcijan, którzy już są wyznawcami Jezusa, tego samego Boga.

Często oni sami mówią: idźcie do muzułmanów, do animistów! Niektóre zgromadzenia są za tym i wspierają tradycyjny Kościół etiopski. Jednak nuncjusz apostolski nie popiera takiej postawy i wspiera misje. To jest olbrzymi dylemat! Z drugiej bowiem strony widać olbrzymią potęgę islamu. Muzułmanie mają obecnie takie postanowienie: wybudować co 7 km meczet. I rzeczywiście! Gdy się jedzie z Addis Abeby do Alem Teny (to około 2 godzin jazdy), można sprawdzić na liczniku samochodowym: co odcinek – świątynia muzułmańska.

Wyznawcy Allacha finansują też np. szkoły dla pielęgniarek. W ciągu trzech lat jedna z nich wykształciła około dwóch tysięcy pielęgniarek. Oczywiście każda z nich musiała zostać muzułmanką. Ludzie bez pracy, umierający z głodu dokonają takiego wyboru.

Jacy są Etiopczycy jako ludzie, jako naród, czym się charakteryzują?

Zacznę od ich korzeni, które tłumaczą jedną z cech Etiopczyków - dumę. Szczycą się swoją historią liczącą 3 tysiące lat! - to prawie tyle, co historia narodu wybranego. Oni sami mają wiele pięknych legend, łączących Etiopię z Żydami. Jedna z nich opowiada o królowej Sabie, która odwiedzając króla Salomona, zaszła z nim w ciążę i po powrocie do Etiopii urodziła syna. Został on pierwszym władcą Egiptu po królu Salomonie, a jego dynastia przetrwała do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Oni potrafią wszystko udokumentować, opowiedzieć o każdym władcy, potomkach Saby i Salomona! Wierzą, że ich syn w wieku 30 lat pojechał do Izraela odwiedzić kraj swego ojca i wykradł Arkę Przymierza.

Według nich jest ona przechowywana w jednym z kościołów. Oczywiście, nikt nie może jej zobaczyć. Jest to przywilej jednego mnicha ortodoksyjnego, który zawsze przed śmiercią przekazuje kolejnemu mnichowi obowiązek jej pilnowania. Dla obcokrajowców to legenda, dla Etiopczyków - fakt historyczny. Na północy Etiopii jest dużo takich starożytnych kościołów, wykutych jakby w skale. Uczeni do dziś zastanawiają się, jak było możliwe ich zbudowanie: w środku góry stoi kościół! Legenda tłumaczy, że w dzień pracowali ludzie, a w nocy aniołowie.

Etiopczycy są bardzo pobożnym narodem. Zarówno muzułmanie, jak i chrześcijanie. Początkowo, gdy się ich jeszcze nie zna, wydawać się może, że ich wiara opiera się tylko na praktykach zewnętrznych, a życie idzie swoją drogą. Pomimo pobożnych zwyczajów, są problemy moralne. Pełno jest rozbitych rodzin, rozwiązłości, pijaństwa, prostytucji związanej z ubóstwem kobiety, zarabiającej w ten sposób na chleb dla rodziny. Z tego wynika też AIDS. Etiopia jest drugim krajem afrykańskim pod względem liczby zachorowań. Taka jest smutna prawda, ale nie można uogólniać. Spotkałam tam bowiem wielu wspaniałych, uczciwych ludzi. Jacy są?...

Z jednej strony bardzo trudni, dumni i twardzi, z drugiej - niezmiernie cenią pokorę i uprzejmość. Mówienie do nich podniesionym głosem nic nie da, wręcz odwrotnie. Według nich cechami człowieka mądrego są: stateczność, cierpliwość, pokora. Jest tam ogromny szacunek dla starszych. Nikt ich nie pozdrowi bez głębokiego pokłonu. Nigdy nie podaje się też jednej tylko ręki, bo to bardzo niegrzecznie. Zawsze należy podać obydwie i całym ciałem przekazać gest pozdrowienia lub przynajmniej usiłować to zrobić. Podobnie, gdy się przyjmuje lub podaje jakiś przedmiot, należy użyć obu rąk. Również pocałunek jest wyrazem szacunku - w policzki, w szyję, trzy razy w ramiona. (...)

Jak wygląda sytuacja materialna ludzi?

W Etiopii każdego dnia widzi się ubóstwo i to ubóstwo w tak szerokim tego słowa znaczeniu, że się po prostu w głowie nie mieści! Kiedy człowiek na to patrzy, naprawdę istnieje pokusa, aby zadać sobie pytanie: gdzie jest Pan Bóg, dlaczego nędza dotyka tych ludzi, dlaczego przez całe pokolenia tak żyją?! Jakby rodzi się przekonanie, że tak było, jest i będzie w tym kraju ubóstwa. Faktycznie, każdego dnia trzeba się uczyć i codziennie powtarzać sobie: Pan Bóg jest! Działa w tym wszystkim i to, co widzą moje oczy, to nie wszystko. W cierpieniu tych ludzi, tego narodu jest głęboki sens. W cierpieniu pojedynczego człowieka jest sens, który nam może trudno zrozumieć, wytłumaczyć nawet sobie samemu, nie mówiąc o tych, którzy bezpośrednio tego doświadczają.

A sytuacja dzieci?

Chłopcy mają jeszcze jakąś szansę, natomiast dziewczynki w Etiopii tak naprawdę są do rodzenia dzieci, do gotowania, prania. Np. w Alem Tenie mamy jedną szkołę podstawową z oddziałem obejmującym naukę od pierwszej do ósmej klasy, a w nim 80-90 dzieci! Można sobie więc wyobrazić, czego te dzieci się nauczą. Nie ma podręczników, nauczyciel najczęściej tylko z wykształceniem podstawowym! Rzadko się spotyka kogoś lepiej wykształconego, chyba że w większych miejscowościach, a tych w Etiopii nie ma wiele. Przedszkole jest tylko jedno! 120 dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Szkoła średnia w dużych miastach. Aby się do niej dostać, trzeba mieć pieniądze na utrzymanie, a mało kogo stać na czesne.

Chłopcy mają większe szanse nawet w szkole pielęgniarskiej. Kiedyś pojechałam na spotkanie dla pracowników służby zdrowia i byłam jedyną kobietą pomiędzy setką mężczyzn, chociaż mówi się, że konstytucja Etiopii jest jedną z najbardziej demokratycznych na świecie.

Dzieci są bardzo zdolne i jest ich dużo, dlatego zawsze błąka się myśl: jeśli to umrze, będzie następne. Pijaństwo w rodzinach, brak środków do życia, naturalna selekcja. Kto silny, ten przeżywa; kto słaby, umiera jako dziecko. Ponieważ 40 proc. ludności to muzułmanie (40 proc. ortodoksi), panuje wielożeństwo i rodziny mają po 10-12 dzieci. (...)

Czego nauczyła Cię Etiopia?

Na pewno nauczyła mnie wiele o mnie samej. Dużo nowych sytuacji, inna kultura, inne zachowania. W kontekście tego wszystkiego człowiek na nowo odkrywa siebie. Zauważa reakcje, których nigdy by się po sobie nie spodziewał. Pojawia się inny sposób myślenia, większa otwartość, tolerancja, cierpliwość, będąca jakże wielkim polem do pracy nad sobą! Etiopia nauczyła mnie, a raczej potwierdziła przekonanie, że dobro jest wszędzie. Pan Bóg jest wszędzie i działa wszędzie w sobie tylko znany sposób.

W kulturze etiopskiej jest bardzo dużo dobra: silne więzi rodzinne, ogromne wsparcie między członkami rodzin, zwłaszcza w trudnych sytuacjach - choroby czy śmierci. Także pomoc i solidarność, z jakimi spieszą w tej biedzie, ubóstwie i bólu! Umiejętność dzielenia się. Nie przechowują pokarmu. Chociaż nie ma czasem kruszyny chleba na następny dzień i nigdy nie wiedzą, czy będę mieli co jeść nazajutrz, zawsze potrafią się podzielić! Jeśli wejdzie się do domu, pierwszą rzeczą, jaką się proponuje - oczywiście po wszystkich pozdrowieniach - jest posiłek, coś do picia. Nieprzyjęcie tego poczęstunku odebrane będzie za brak szacunku wobec gospodarzy, natomiast skorzystanie z niego - za zaszczyt wobec nich.

Nie szkodzi, że po zakupie kawy czy herbaty dla gościa nie mają potem na chleb - on musi być ugoszczony. Etiopia nauczyła mnie tego, że w człowieku są możliwości nieodkryte przez niego samego. Jeśli żyjemy we własnym kraju, wykonujemy jakąś pracę, jesteśmy w czymś dobrzy, nie dostrzegamy w sobie innych darów, które dopiero np. w sytuacji etiopskiej, często ekstremalnej, odkrywa potrzeba chwili. Wierzę, że to działanie Boga, który przez nas uobecnia się pośród ludzi tam żyjących.

s. Dominika Jasińska SSpS
za: MISIN

 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
22 Września 2017
Piątek
Imieniny obchodzą:
Joachim, Joachima,
Maurycy, Prosimir,
Tomasz
Do końca roku zostało 101 dni.