Aktualności arrow Refleksje Misyjne arrow Czy istnieje afrykańska filozofia ?              
Advertisement
sie 09 2007
Czy istnieje afrykańska filozofia ? PDF Drukuj Email
Dodał: Zdzisław Grad   
09.08.2007.

 


Tak postawione pytanie może się wydawać prowokujące, bo już samo pytanie wydaje się podważać istnienie tego o co pyta. Niemniej jednak pytania takiego nie można uniknąć i to nie dlatego, że neguje się istnienie filozofii afrykańskiej, ale raczej dlatego, że pojęcie filozofii użyte w tym pytaniu wydaje się nie być jednoznaczne, a nawet może być czasami mylące. Filozofia bowiem jest wytworem Grecji i cywilizacji śródziemnomorskiej i stamtąd została przeniesiona czy implantowana w innych europejskich krajach i w całej cywilizacji zachodniej.

Afryka natomiast (szczególnie Czarna Afryka, podsaharyjska) nie zna pojęcia “filozofia”. Takie pojęcie w rozumieniu greckim czy zachodnim jest jej obce, chociaż niewątpliwie jest w Afrykańskich społeczeństwach coś co można by nazwać umiłowaniem mądrości (w języku swahili – najbardziej rozpowszechnionym na tym terenie- upendo wa hekima). Można więc powiedzieć, że w tym sensie istnieje rzeczywiście “filozofia afrykańska”, chociaż nie jest to filozofia w rozumieniu greckim czy zachodnim, czyli teoretyczna i ultymatywna nauka-wiedza o rzeczywistości. Może najlepiej będzie to zobaczyć na przykładzie Afrykańskiego rozumienia upendo wa hekima w świetle platońskiej teorii wiedzy.
W świetle platońskiej filozofii poznania

Platon dzieli wiedzę na kilka stopni, czy szczebli:
niższy stopień to - doxa – opinia – umiejętność praktyczna
wyższy to - episteme - wiedza – mądrość
Doxa jest wiedzą codzienną, praktyczną, wykorzystywaną do przystosowywania się do zmieniających się warunków środowiska i do ta nie jest bezużyteczna, ale jest to tylko namiastka urządzania sobie życia codziennego. Wiedza prawdziwej wiedzy. Jest ona dobra i odpowiednia dla życia w świecie cieni, na co zostaliśmy skazani, ale nie wystarczająca dla poznania prawdy najwyższej, przeznaczonej dla wtajemniczonych, “ascetycznych filozofów”.

Episteme jest wiedzą teoretyczną, wiedzą wyższego rzędu, związaną z poznaniem archetypów i oryginałów istniejących w świecie platońskich ideii. Tu właśnie plasowała się folozofia, jako ideał wiedzy prawie mistycznej, jako poznanie tego co ukryte przed codziennym doświadczeniem. Episteme jest pozaniem rzeczy ostatecznych, najwyższym stopniem w platońskiej drodze powrotu do “utraconego raju”, najwyższym stopniem w dialektycznym wstępowniu – wyzwalaniu się duszy z ciała.

Już ten podział wystarczy, aby porównać poznanie w sensie europejskim z poznaniem w sensie afrykańskim. O ile bowiem w cywilizacji zachodniej doxa rozwinęła się w kierunku poznania praktycznego i technologicznego, dając początek doskonałemu (?) rozwojowi cywilizacyjnemu, o tyle w Afryce doxa była zawsze związana i do dzisiaj wydaje się być związna z uprawą ziemi, z podstawowymi czynnościami życia codziennego (jak budowa domu, polowanie czy założenie rodziny) i nigdy nie została rozwinięta w technologię. Jak przed wiekami tak i dzisiaj buduje się domy z gliny lub niewypalonej cegły, jak przed wiekami, tak i dzisiaj uprawia się ziemię motyką lub nawet kawałkiem patyka. Natura jest niesłychanie bogata i sprzyjająca człowiekowi i niepotrzebne było i jest, doskonalenie technologii dla życia codziennego i przetrwania.

Zachodni rozwój nauk szczegółowych i przyrodniczych można zawdzięczać nie tylko ciekawości człowieka, ale i konieczności doskonalenia narzędzi i technik służących przetrwaniu. Nauki przyrodnicze i szczegółowe w hierarchii platońskiej możnaby więc uplasować gdzieś na styku, przejściu od doxa do episteme, pomiędzy - psitis a - dianoia. Byłyby one więc tylko uogólnieniem, teoretyzacją wiedzy praktycznej. Wtedy filozofia w rozumieniu greckim byłaby najwyższym stopniem wiedzy (noesis) odpowiadającym już nie tylko na pytanie jak ale i na pytanie głębsze i ultymatywne dlaczego.

Jak wobec tego kształtuje się ten wyższy stopień wiedzy w cywilizacji afrykańskiej? Czy mamy tu do czynienia z episteme albo pośrednimi stopniami pistis i dianoia? Wydaje się, że brak technologicznych konieczności nie sprzyjał rozwojowi wiedzy naukowej - teoretycznej i przyrodniczej.

Może to być wytłumaczone i tym, że afrykańska cywilizacja zbudowana jest raczej nie na krytycznym, dyskursywnym poznaniu, ale na autorytatywnym przekazie wiedzy od starszych (wazee), którzy mając bezpośredni kontakt z duchami przodków (mizimu) nie potrzebowali uzasadniania teoretycznego swojej wiedzy. Oni po prostu wiedzieli i przekazywali tę wiedzę bez krytycznego i teoretycznego uzasadniania. Nie można jednak odmówić istnienia w społeczeństwach afrykańskich noesis - noesis, a więc ultymatywnej wiedzy na temat podstaw, principiów i zasad, poznania archetypów i tego co dla normalnego, przeciętnego człowieka jest zakryte, a więc pewnej mądrości (hekima). Oczywiście, że wiedza ta nie jest typu intelektualnego i syllogistyczno-dedukcyjnego, ale raczej typu mądrościowego (czasem nawet dogmatycznego). Oczywiście, że jest głęboko związana z religią i mitologią, ale to wcale nie znaczy, że jest nic nie warta, czy nieuzasadniona.

Warto w tym miejscu przypomnieć idee Mircea Eliade na temat mitu jako paradygmatycznego modelu rzeczywistości: “Once told, that is, revealed, the myth becomes apodictic truth; it establishes a truth that is absolute.” Mitologia nie jest więc zmyśleniem, czy legendą, jest raczej innym, paradygmatycznym przedstawieniem prawdy, jest prawdą historyczną i absolutną. Niemozna też deprecjonować tego rodzaju poznania i wiedzy i przeciwstawiać go zachodniemu modelowi naukowego poznania. Jak pisze w jednym ze swych artykułów Ivan Karp (znawca kultury i myśli afrykańskiej ze Smithsonian Institution’s National Museum of Natural History):

“Are African system of thought scientific, and what does it mean to say so? A very distinguished physicists and philosopher of science, Michel Polanyi, once compared witchcraft beliefs among Azande of the Sudan to modern science and arrived at this surprising conclusion: ‘The process of selecting facts for our attention is indeed the same in science as among the Azande.’ The process by which the cause for some misfortune is identified among the Azande has its Western parallels in the discovery of causes in science laboratories.”

Analizując plaońską ideę wiedzy doskonałej - noesis, trudno w niej (na dobrą sprawę) doszukać się określenia noesis jako wiedzy jedynie dyskursywnej i “intelektualnie czystej”. Jest ona raczej pewnego rodzaju poznaniem mistycznym czy nawet mitologicznym, jest pełną, ostateczną reminiscencją tego co znaliśmy w świecie czystych form. Czy nie można by więc powiedzieć tego samego w odniesieniu do poznania mądrościowego Afryki, gdzie ten ultymatywny rodzaj wiedzy jest dostępny raczej na zasadzie wtajemniczenia (przez różnego rodzaju obrzędy inicjacyjne) niż na drodze dyskursywnego dociekania prawdy? Nawet bowiem współczesne rozumienie poznania nie tylko dopuszcza ale wprost definiuje wiedzę, jako “zespół uznanych i przyjętych na zasadzie wiary prawd”.

W jednym ze współczesnych podręczników epistemoogii znalazłem i takie stwierdzenie:

According to most epistemologists, knowledge entails beliefs, so that I cannot know that such and such is the case unless I believe that such and such is the case. Others think this entailment thesis can be rendered more accurately if we substitute for belief some closely related attitude. For instance, several philosophers, would prefer to say that knowledge entails psychological certainty (Prichard, 1950; Ayer, 1965) or conviction (Lehrer, 1974) or acceptance (Lehrer, 1989).

W takim wypadku prawdy uznawane i przyjmowane przez Afrykańczyków są pewnego rodzaju wiedzą a nawet filozofią. Oczywiście z zastrzeżeniem, że to pojęcie należy rozumieć inaczej niż w kulturze europejskiej. Mamy tu bowiem i beliefs, mamy psychological certainty, mamy conviction i acceptance. Naturalnie, należałoby pytać, jakie są źródła i metody zdobywania i weryfikowania takiej wiedzy, ale są to sprawy wymagające bardzo dogłębnych studiów i nie stać mnie na razie na takie analizy.

Na przykładzie Afrykańskiej wizji przyrody

Jako pewnego rodzaju egzemplifikację można by zanalizować status quo “Afrykańskiej filozofii przyrody”, czy raczej Afrykańskiej wizji świata. Jest rzeczą raczej powszechnie znaną, że początki filozofii sięgaja swymi korzeniami do religijnych wierzeń i mitogolocznych prób wyjaśnienia czy usprawiedliwienia świata. Na sześć wieków przed Chrystusem grupa Jońskich myślicieli podjęła próbę nie religijnego i nie mitologicznego objaśnienia świata. Korzystali oni z wieków doświadczeń, wierzeń, tradycji religijnych i wiedzy nie tylko samej Grecji, ale także Izraela, Egiptu, Mezopotamii czy nawet dalekiego wschodu (Indii i Chin). Jak można zauważyć po skutkach trwających do dzisiaj, próba ta się powiodła i obecny rozwój nie tylko filozofii ale i nauk przyrodniczych tej, właśnie odwadze Jońskich myślicieli zawdzięcza swoje narodziny i początek.

Można sobie zadać pytanie: czy gdzie indziej, w innych (niż śródziemnomorska) kulturach takie próby były, a może nadal są podejmowane? Czy filozofia jest tylko dziedziną wiedzy właściwą europejskiej (śródziemnomorskiej) kulturze, czy może gdzie indziej można znaleźć również filozoficzne systemy, czy teorie próbujące wyjaśnić, czy dać odpowiedż na egzystencjalne pytania człowieka? Dlaczego istnieje cokolwiek? Skąd jesteśmy?

Kim jesteśmy? Jakie jest nasze przeznaczenie? Jaka jest natura świata? Jaki jest ten świat który nas otacza? Jakie jest nasze w nim miejsce, zadanie i rola? Te i tym podobne pytania są przecież obecne nie tylko w początkach greckiej filozofii, czy europejskiej cywilizacji, ale także w innych kulturach i kręgach cywilizacyjnych. Oczywiście, że próby odpowiedzi na nie mogą przyjmować różne -niekoniecznie naukowe, czy filozoficzne (w znaczeniu europejskim) - postaci. Oddzielona od śródziemnomorkiej kultury Saharą, Czarna Afryka próbuje pokazać, że i w jej wierzeniach, tradycjach i wiedzy jest obecna filozoficzna myśl, również kosmologiczna i kosmogoniczna.

Trudność jednak leży w "ekstrakcji", wydobyciu i wyartukułowaniu tej myśli. Polega ona na tym, że filozoficzna myśl Afrykańska jest całkowicie zanurzona w religii. Jak pisze w jednej ze swoich książek, współczesny myśliciel afrykański, John S. Mbiti:

"Religion is the strongest element in traditional [African] background, and exerts probably the greatest influence upon the thinking and living of the people concerned. (...) Philosophical systems of African peoples have not yet been formulated, but some of the areas where they may be found are in the religion, proverbs, oral traditions, ethics and morals of the society."

Formowanie się tej afrykańskiej myśli filozoficznej dokonuje się ponadto w konfrontacji z europejską i wogóle zachodnią filozofią. Ucząc od ponad pięciu lat w Afryce filozofii, mam okazję przyglądać się temu procesowi, znacznie już zresztą zaawansowanemu. Nie bez zdziwienia i zaskoczenia stwierdzam, że o ile Afrykańscy studenci bez większych trudności asymilują i uczą się pojęć i systemów filozoficznych zachodu, o tyle dla Europejczyka jest rzeczą raczej trudną "nauczenie się", asymilacja, czy wogóle zrozumienie myśli religijno-filozoficznej Afrykańskiego buszu.

Jest bowiem tak, że zgodnie z filozoficzną tradycją Zachodu podzieliliśmy nasze życie i wiedzę na wiele odrębnych dziedzin i to co intelektualne nie może mieszać się z etycznymi, czy estetycznymi, a na pewno już nie z religijnymi wartościami. Taki podział zaowocował separacją nie tylko dziedzin wiedzy, ale i metod używanych w badaniach. Chcielibyśmy więc i w tym wypadku wyekstrachować "czystą myśl filozoficzną" z jej religijnego, socjologicznego i aksjologicznego milieu. Okazuje się że zabieg taki nie przynosi pożądanych skutków i jako rezultat mamy kilka poszarpanych, niekompletnych i absolutnie nieadekwatnych wiadomości, które wogóle nie przystają do naszego rozumienia filozofii, ani nie oddają oryginalnej myśli Czarnej Afryki.

W Afrykańskiej kulturze i cywilizacji nie ma podziału na "sacrum" i "profanum", na wiedzę i wiarę, na intelekt i uczucia, na udowodnione i doznane. Tradycyjne religie przenikają wszystkie dziedziny życia Afrykańczyka, całe jego środowisko jest religijne a czas ma znaczenie nadprzyrodzone. My nie żyjemy w czasie, ale jest on przez nas stwarzany. Nie ma w mniemaniu Afrykańczyka podziału na duchowe i materialne sfery życia. Wszystko jest przesiąknięte religijnością i duchem. Ze zdziwieniem obserwowałem studentów dwóch instytutów filozoficzno teologicznych w Zairze i w Tanzanii, z jaką łatwością i zrozumieniem przyswajali sobie idee jońskiej filozofii przyrody, którą możnaby ująć w holistycznym modelu kosmologicznym. Dla moich studentów nie nastręczało najmniejszych trudności zaakceptowanie teorii, zgodnie z którą świat jest organiczną, żyjącą całością, przesyconą duchem, kierowaną przez LOGOS.

Dla Afrykańczyka normalne jest rozumienie świata jako pełnego naturalnych, czasem nawet animistycznych i tajemniczych sił. To my albo wzdragamy się przed takim obrazem świata uznając go za prymitywny i absolutnie niezrozumiały (bo nieinteletualizowalny), albo w najlepszym wypadku -filozofii chrześcijańskiej- dzielimy nadal po platońsku świat na dwie sfery czy dwa światy: ten nasz fizyczny i realny oraz tamten, duchowy, dla nas nierealny i "zaświatowy". Dla Afrykańczyka taki podział jest absolutnie niezrozumiały i bezsensowny.

Nasze dwa światy w myśli i rozumieniu Afryki dokładnie się przenikają i uzupełniają. Bóg nie jest obecny gdzieś tam, w lepszym, mesjańskim świecie, nie jest też Bytem Absolutnym, czy “Bogiem filozofów” lub kartezjańskim Deus ex machina. On jest, po prostu obecny, On przenika wszystko i co do Jego istnienia nikt nie podnosi najmniejszych wątpliwości i nie potrzebuje dowodów. Samo istnienie świata, przyrody, życie i jego tajemnicza siła są najlepszym i jedynym dowodem na istnienie Boga. Podobne spostrzeżenia dotyczyły wyjaśniania panteistycznych teorii Plotyna, czy Spinozy, augustiańskeij idei immanencji Boga w świecie, a nawet heglowskiej folozofii Abolutu, "który się myśli myśląc". Idee te są z łatwością aceptowane i rozumiane przez moich afrykańskich studentów.

W jednej z prac semianryjnych znalazłem takie stwierdzenie: "Idea stworzenia natury (obutundwa), jest dla szczepu Haya czymś logicznie naturalnym. Wszechświat (ensi) i wszystkie byty w nim zawarte (ebitondwa byoona) zostały stworzone, powołane do istnienia przez Najwyższy Byt (Katonda lub Shewahanga), który jest uznawany za Ojca i Rodziciela (Originator) wszystkiego co istnieje." Nie może być inaczej, bo inne tłumaczenie jest absurdalnie niedorzeczne i świadczy o ślepocie obserwującego przyrodę. Ktoś, kto próbuje wywieść życie, myśl, ducha, świadomość, rozum i całe bogactwo świata, drogą ewolucji z martwej materii jest niezrozumiany i posądzany o chorobę umysłową. Nawet bowiem pojęcie martwej, nieożywionej materii nie ma żadnego sensu.

Świat jest jednolitą organiczną, żyjącą całością, pełną sił i mocy, uhierarchizowaną właśnie w zależności od posiadanej siły (omwoyo). Człowiek (omuntu) jest na szczycie tej drabiny, jest kontrolerem natury właśnie ze względu na ilość i jakość używanej, czy zawartej w nim siły (mocy, ducha). Ale i inne byty natury nie są pozbawione owej mocy (omwoyo - wcale niekoniecznie magicznej), gdyż każdemu z nich została przydzielona przez Stwórcę jakaś jej porcja. Inaczej po prostu nie mógłby istnieć. Placide Tempels, belgijski misjonarz w Congo, pierwszy chyba badacz filozofii i ontologii Afrykańskiej pisze tak:

“Tout l’effort des Bantous est orienté vers la puissance vitale. La notion fondamentale de leur conception de l’être est le concept de la force vitale (…) Pour le Bantou, la force n’est pas un accident, c‘est l’essence même de l’être en soi. Pour lui la force vitale, c’est l’être même tel qu’il est, dans sa totalité réelle, actuellement réalisée et actuellement capable d’une réalisation plus intense. (…) pour le Bantou l’être est la chose qui est force.“
Można oczywiście starać się przetłumaczyć te pojęcia na filozoficzne terminy "egzystencji", "bytu", “esencji” czy "logosu", ale wtedy tracą one na wyrazistości i zostają wyjęte z naturalnego kontekstu, w jakim funkcjonują od pokoleń w Afrykańskim buszu.

Zakończenie

Tak więc, w takim kontekście, można mówić o istnieniu Afrykańskiej filozofii, o Afrykańskiej filozoficznej tradycji. Jest ona jeszcze oczywiście nieodkryta i “niespenetrowana” przez Europejczyków, dla samych Afrykańczyków stanowi ona również pewnego rodzaju tajemnicę. Jest bowiem tak, że wielu z nich nie uświadamia sobie już jej istenienia, wielu ma raczej fragmentaryczne wiadomości, wielu zarażonych europejskim stylem myślenia lekceważy sobie jej bogactwo. Z wielką trudnością np. przekonuję moich studentów do pisania prac (w temacie), które dotykały by czy eksplorowały Afrykańską tradycję i Afrykańską myśl.

Studenci indagowani o niektóre szczegóły, czy wiadomości odpowiadają wprost: “Ja nie wiem, muszę zapytać swoich dziadków, czy kogoś ze starszych w mojej rodzinnej wiosce.” Wielu z nich nie ma np. kłoptów z przedstawieniem w sposób wyraźny metafizycznej myśli Leibniz’a, czy dyskusją na pewnym filozoficznym poziomie, kosmologicznej wizji Whitehead’a, ale wzdragaja się przed przyjęciem tematów w których o pojawia się przymiotnik afrykańska”. I tak szczerze powiedziawszy, szkoda by było gdyby ta tradycyjna myśl Afrykańska zginęła, przysypana europejskim technologicznym szmelcem i nie zawsze najwyższej jakości europejskim myśleniem dyskursywnym. Może lepiej by było gdyby Afryka nauczyła się od Europy pewnej ścisłości i jasności w wyrażaniu myśli, ale i Europa mogłaby zaczerpnąć wiele z Afrykańskiej świeżości i naturalności podejścia do filozoficznych i egzystencjalnych problemów.

Ks. Kazimierz Kubat SDS
 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
23 Września 2017
Sobota
Imieniny obchodzą:
Boguchwała,
Bogusław, Libert,
Minodora, Tekla
Do końca roku zostało 100 dni.