Aktualności arrow Misje i Kultury arrow Jaka jest religijność Afrykańczyków ?              
Advertisement
sie 09 2007
Jaka jest religijność Afrykańczyków ? PDF Drukuj Email
Dodał: Zdzisław Grad   
09.08.2007.

 



  Jaka jest religijność Afrykańczyków? J. Mbiti w swojej książce “African Religions and Philosophy” pisze: “Religia jest najmocniejszym elementem tradycyjnego (afrykańskiego) społeczeństwa i wywiera prawdopodobnie największy wpływ na myślenie i styl życia ludzi. Ponieważ tradycyjne religie przenikają wszystkie dziedziny życia, nie ma więc formalnego rozróżnienia pomiędzy sacrum i profanum, pomiędzy religijnym i niereligijnym, pomiędzy duchowymi i materialnymi dziedzinami życia.” I rzeczywiście wydawać by się mogło, że Afrykańczyk z natury swojej jest religijny. Wydawać by się mogło, bo nasze rozumienie religijności różni się jednak zdecydowanie od afrykańskiego.

Jest faktem, że dla nich wszystko jest w jakiś sposób przepełnione duchem, magiczną mocą, tajemniczą siła, ale z drugiej strony czasami mam wrażenie, że jest to religijność raczej tylko legalna i oparta na lęku bardziej niż na miłości, na zewnętrznych tradycjach i ceremoniach niż na wewnętrznym przylgnięciu do Boga, na powierzchownym powtarzaniu pewnych formułek i stereotypowych hasełek, niż na wewnętrznym przekonaniu i zrozumieniu. Miałem zawsze raczej wrażenie, że religijność Afrykańczyków jest magiczna i bierna. Afrykańczyk np. nie powie, że jego cierpienia są spowodowane taką lub inna racjonalną przyczyną. On raczej powie Mungu akubali - Bóg tak chce. Wyraża się to np. w często powtarzanym w takich (trudnych) sytuacjach powiedzeniu: "Jo vile paka vile tunikalaka" - jest jak ma być (taka jest wola boża) trzeba to przyjąć.

Choroba nigdy nie jest spowodowana przez naturalne, biologiczne przyczyny. Choroba jest zawsze efektem uroku, czarów, złej woli sąsiada, czy wroga, albo karą bożą. Byłem np. przerażony, kiedy będąc w Lubumbashi słyszałem taką oto historię. Otóż jeden młody człowiek pożyczył swojemu koledze znaczną sumę pieniędzy. A kiedy ten nie umiał, czy też nie chciał oddać, zagroził mu karą. Kilka dni po sprzeczce piorun zabił dłużnika. Oczywiście rodzina tego który zginął natychmiast przyszła do tego, który pieniądze pożyczył i uznawszy, że ów piorun, to jego sprawka, wymierzyła sprawiedliwość i zabiła tego młodego człowieka, bo według nich, to właśnie on sprowadził piorun z zemsty za nie oddane pieniądze.

Niewątpliwie Afrykańczycy wierzą w boga, ale miałbym już wątpliwości czy jest to wiara w boga osobowego, czy raczej w pewną siłę. Zgodziłbym się z afrykańskim myślicielem J. Mbitim, kiedy mówi on, że religijność afrykańska przenika całe życie, że całe środowisko Afrykańczyka i cały jego czas jest przeniknięty religijnością i ma religijne znaczenie, ale pod warunkiem, że rozumienie tej religijności jest właśnie magiczne i bierne.

Dla Afrykańczyka np. cały wszechświat jest pełen nadzwyczajnych sił, niewytłumaczalnych mocy. Nic nie dzieje się w sposób naturalny i racjonalnie wytłumaczalny, wszystko ma raczej tajemną, nieracjonalizowalną przyczynę.

Takie rozumienie powoduje, że tworzy się specyficzna mentalność według której jednostka ani nic nie znaczy, ani za nic praktycznie nie jest odpowiedzialna. Religia bowiem sprowadza się tylko do zespołu ceremonialnych i magicznych czynności mających na celu pozyskanie sobie przychylności bóstwa. Co więcej czynności te dokonywane są zawsze w grupie i przez cała grupę. Osobisty, personalny stosunek do boga, lub jednostkowy kontakt z nim jest nie do pomyślenia i nie jest praktykowany.

Widoczne jest to także w bardzo rozwiniętym poczuciu klanowości, przynależności do szczepu, do grupy. jednostka praktycznie nie podejmuje żadnej ważniejszej decyzji bez konsultacji i zgody ze strony starszych szczepu, a co za tym idzie bez zgody i akceptacji przodków plemienia. Starsi bowiem, ze względu na swoją pozycję są pośrednikami pomiędzy żyjącymi i zmarłymi członkami plemienia.

Do nich należy prowadzenie mediacji i wyrażanie woli zmarłych przodków. Cokolwiek więc się dzieje, dzieje się za zgodą i przyzwoleniem starszych i przodków. A skoro tak, to nikt nie poczuwa się do osobistej odpowiedzialności za swoje czyny. Jeśli coś złego zrobiłem, to było to za zgodą i akceptacją klanu, szczepu, rodziny czy plemienia, jego starszyzny i przodków. Oni więc ponoszą odpowiedzialność za ten czyn, bo oni go zaakceptowali, wyrazili nań zgodę i wiedzieli jakie będą jego skutki. Ten brak personalnej odpowiedzialności jest zakorzeniony także w całym afrykańskim rozumieniu świata i bytu nadprzyrodzonego.

Przyroda, wśród której żyje Afrykańczyk, jest samoorganizującą się całością, systemem, gdzie wszystko dzieje się za przyczyną nadprzyrodzonego i nieosiągalnego -dla człowieka- bytu boskiego, odległego i istniejącego poza czasem i przestrzenią. Kiedyś byt ten był blisko człowieka i człowiek miał z nim bezpośredni kontakt, lecz z powodów -różnie tłumaczonych w różnych plemiennych wierzeniach- odsunął się on w nieokreśloną dal i od tego czasu nie wtrąca się on i nie ingeruje bezpośrednio w dzieje ludzkiego świata. W plemieniu Yoruba tłumaczy się np., że Bóg był kiedyś bardzo blisko ludzi, ale kiedy pracujące w polu kobiety kłóciły się między sobą robiąc przy tym dużo wrzasku i hałasu Bóg zmęczony krzykami kobiet odsunął się bardzo daleko i odtąd do komunikacji z ludzkim światem używa jedynie pomniejszych bóstw, a raczej duchów przodków i magicznych sił.

Ma on więc swoich wysłanników i pośredników przez których komunikuje swoją wolę i domaga się całkowitego posłuszeństwa. Przez tychże pośredników zarządza całym światem i utrzymuje go w istnieniu. i zaprogramowanym, niezmiennym porządku.

Są to więc w pierwszym rzędzie -tak zwane przez nas- siły natury lub siły przyrody. Europejczyk, rozumie je jednak jako wewnętrzne i racjonalne prawa natury, którym cała przyroda jest poddana z fizykalną lub matematyczną koniecznością. Przyroda jest więc związana i zorganizowana immanentnymi prawami, dla człowieka poznawalnymi i racjonalnymi. Możemy je nie tylko poznać i wytłumaczyć, ale nawet nimi manipulować i dostosowywać je do naszych potrzeb. Dla Afrykańczyka są to jednak dosłownie siły lub raczej magiczne, nieracjonalizowalne moce, które raz przez Byt Najwyższy w przyrodzie ustalone nie mogą być zmieniane i gwałcone.

Zachowanie równowagi tych sił jest najlepszym gwarantem dobra i powodzenia, sukcesu i dostatniego życia. Człowiek jest wobec nich raczej bierny i jego zadaniem jest właśnie staranie się o zachowanie tychże sił w przedustanowionej równowadze. Zachwianie równowagi tychże tajemniczych i magicznych sił powoduje nieporządek i bałagan w naturze i wywołuje kataklizmy, nieszczęścia i kłopoty. Dlatego też odpowiedzialni za plemię lub szczep przywódcy, wodzowie, królowie, szamani i czarownicy powinni przez odpowiednie rytuały i ceremonie przywrócić co jakiś czas, zachwiany porządek natury. Zrozumienie natury tychże sił nie jest konieczne do manipulowania nimi.

Jednostka, indywiduum może zachwiać, zniszczyć naturalny porządek świata i przyrody, narazić się Bogu i Jego wysłannikom, ale znowu nie jest za to bezpośrednio odpowiedzialna, bo stało się to za zgodą i w ramach szczepu lub klanu. Dlatego jednostka, jako jednostka i indywiduum nie może tego naprawić. Do tego potrzebna jest interwencja przedstawiciela grupy społecznej, wodza, czarownika, szamana, za tę grupę odpowiedzialnego i w imieniu tej grupy naprawiającego zburzony porządek natury. Można zapytać jednak: "dlaczego jednostka dokonuje takich właśnie porządkoburczych aktów?" Najczęściej -według przekonania samych Afrykańczyków- z powodu braku świadomości, z niedoinformowania lub niedouczenia. Dlatego też tak bardzo dba się o przekazanie jednostce wszystkich koniecznych wiadomości i informacji dotyczących życia społecznego i etycznego, natury i struktury świata i przyrody, w której człowiek żyje.

Dokonuje się to podczas kolejnych faz i stopni inicjacyjnych. W trakcie takich gradualnie rozłożonych w czasie inicjacji, młody członek społeczności dowiaduje się o wszystkich regułach i zasadach, które powinny być przestrzegane, aby nie spowodować bałaganu w naturalnym porządku przyrody i świata, w którym przyjdzie mu żyć. Dlatego też tak ważne jest zachowanie wszystkich rytuałów i ceremonii bez jakiejkolwiek możliwości dyskusji na temat ich sensowności i racjonalności. Poparte jest to także pouczeniami na temat hierarchii społecznej i konieczności jej zachowania i podporządkowania się tejże hierarchii.

Wszystko więc dzieje się niejako poza wolną wolą jednostki i jest od niej niezależne. Jednostka jest tylko maleńkim trybikiem w wielkiej machinie społeczno-religijno-przyrodniczej. I do niej należy jedynie zachowanie sztywnych reguł, przepisów i norm, dotyczących życia społecznego, religijnego, moralno-etycznego, pracy na roli, polowania, szacunku dla starszych, kultu przodków i w ogóle całości życia.

We wspomnianym wyżej przypadku, piorun nie uderzył dlatego, że takie były fizyczne lub klimatyczne warunki, które wywołały wyładowanie elektryczne w atmosferze, ale dlatego, że dłużnik miał być ukarany za swoją nieuczciwość, a taka kara przywracała naruszony porządek i ład. Sprawcą więc śmierci dłużnika nie jest przyczyna naturalna w naszym rozumieniu, czy też naturalny czynnik fizyczny, ale czary lub magiczne siły, które przywracają zachwiany porządek rzeczy.

Wszystko jest magią, wszystko jest tajemniczym fatum, a my nie mamy innej możliwości obrony przed tym, jak tylko prze użycie większych i potężniejszych czarów lub zaangażowanie na swoje usługi i zjednanie sobie potężniejszych mocy i sił magicznych. Ten, który większą siłą witalną, magiczną mocą dysponuje, ten jest bardziej szanowany i ma większe możliwości wpływania na społeczność. Jemu tez należy się większy szacunek i uznanie.

Do niego należy władza w społeczeństwie i on może piastować godności i funkcje. Dlatego też np. ludzie boją się swoich wodzów i przywódców, a afrykańscy polityczni władcy są tak długowieczni (Mobutu, Nyerere) i tak trudno jest ich odsunąć od władzy. Oni posiadają władzę niejako ze sprawiedliwości lub z natury, bo wykazali się największą siłą, największe moce opanowali i pozyskali na swoje usługi, i tym samym zasłużyli na to aby być władcami.

Świat, w którym żyjemy jest całością, która działa poza naszą wolą. Człowiek może jedynie nieznacznie wpływać na to co się z nim dzieje. Siły rządzące przyrodą i ludzkim losem są tak potężne i tak nieuniknione, że najczęściej jedynym, co jednostka może zrobić jest bierne poddanie się im i próba nawet nie zrozumienia tych sił i mechanizmów, ale uczynienia ich sobie przychylnymi przez zespół rytualnych ceremonii i religijno magicznych czynności. Powiedzenie pole sana - w Tanzanii, czy jo vile paka vile tunikalaka - w Zairze, są nieraz tak bardzo beznadziejne, że aż denerwujące nas, Europejczyków.

Kiedy w 1993 roku około 100 tysięcy Kasajczyków zostało w Kolwezi wypędzonych ze swoich domostw i koczowało na stacji kolejowej w warunkach przerażających, najczęstszą reakcją na próby zmiany ich losu były słowa: "Bóg tak chce, Bóg chce abyśmy cierpieli, po co więc się sprzeciwiać?" Jednostka jest pozbawiona nie tylko więc możliwości decydowania o sobie i swoim losie, ale nawet możliwości zmiany i poprawy tego losu. Jeśli jest tak, jak właśnie jest to widocznie tak ma być i nie można się temu sprzeciwiać, ani nawet próbować zmienić czegokolwiek, bo byłaby to próba zmiany naturalnego porządku kosmicznego. A to jest przecież niemożliwe i absurdalnie bezsensowne.

Żyje się więc chwilą obecną i tym co niesie dzień. Nie planuje się, nie myśli o jutrze, nie zamartwia przyszłością i tym co będzie, bo i tak na to wszystko nie ma się wpływu. Przeszłość i dzień dzisiejszy, chwila obecna, to, to co istnieje i co ma znaczenie. Przyszłość, dzień jutrzejszy nie istnieje. Nie ma więc potrzeby o tym myśleć i tym się martwić.

Z powyższego wynika więc, że religijność jest więc tylko zespołem ceremonii i obrzędów, rytualnych zabiegów, mających na celu jedynie zjednanie sobie przychylności potężnych sił natury. To od nich zależy nasza przyszłość i nasz los. Jakiekolwiek racjonalne wysiłki starania próbujące organizować przyszłość są całkowicie pozbawione sensu, a jedynym sposobem zapewnienia sobie pomyślności w przyszłości jest zjednanie sobie lub oswojenie tajemniczych sił i mocy natury. Od nich przecież zależy nasz los a nie od naszego zorganizowania i planowania.

Co więcej, to na co nie mamy wpływu -a praktycznie nie mamy go na nic- jest niezrozumiałe i może być jedynie magicznie oswajane. Próby więc zrozumienia czegokolwiek, praw natury ich funkcjonowania i działania przez naszą europejską logikę, gdzie zasada wykluczonego środka i zasada przyczynowości wydają się być powszechnie obowiązującymi aksjomatami, załamują się i są -w sposób naturalny- bezużyteczne. Jedynie religia, jako zespół magicznych -niekoniecznie zrozumiałych- praktyk, jest użyteczna w kształtowaniu i organizowaniu życia codziennego.

Jest to również widoczne w sposobie i podejściu do problemu czasu i myślenia. Nasze rozumienie czasu jest liniowe. Nasze myślenie jest liniowe i przyczynowo-skutkowe. Ale nie jest to rozumienie i myślenie afrykańskie. Jest ono raczej holistyczne i kołowe lub cykliczne. Bo i świat, cała przyroda wydaje się być holistyczna i cykliczna zarazem. Schematy poniższe przedstawiają różnice w pojmowaniu świata a zarazem różnice w myśleniu pomiędzy Europejską, a Afrykańską kulturą.

Myślenie Europejczyka jest liniowe i skutkowo-przyczynowe.

porządek wyjaśniania

skutek ----------------> przyczyna (skutek) ----------------> przyczyna ---------------->

skutek <---------------- przyczyna (skutek) <---------------- przyczyna <----------------

porządek istnienia i zdarzeń

Myślenie Afrykańczyka jest holistyczne i cykliczno – kołowe. Nic nie dzieje się „po linii prostej” i nic nie jest prosto linearnie wyjaśnialne. Wszystko ma wiele aspektów i wszystko można widzieć z wielu punktów widzenia.

W poznawaniu i wyjaśnianiu zjawiska Afrykańczyk wielokrotnie i na różne sposoby, z rożnych perspektyw do zjawiska tego podchodzi i próbuje je relacjonować. Drogą do rozwiązania problemu jest wielokrotnie przecinająca się krzywa, która i tak tylko częściowo przybliża nam naturę zjawiska i strukturę rzeczywistości. Rzeczywistość w swym bogactwie jest do końca i ultymatywne niepoznawalna i nie racjonalizowana. Nasze próby -niekoniecznie fałszywe- są jednak nie wyczerpujące i niewystarczające, gdyż poza wyjaśnionym czy poznanym zawsze kryje się jeszcze tajemnica nie przenikalna dla ludzkiego poznania. Poznanie lub próba wyjaśnienia jest jedynie nieasymptotycznym i po omacku zbliżaniem się do sedna sprawy bez możliwości jej finalnego rozstrzygnięcia.

To trochę tak jak w fizyce, gdzie mamy do czynienia z zasadą nieoznaczoności Heisenberga. Wiemy, że cząstka elementarna gdzieś jest i ma określony pęd, ale nie możemy dowiedzieć się z dowolnie dużą dokładnością gdzie ta cząstka jest i jaki jest jej pęd. Rzeczywistość dla Afrykańczyka jest zawsze i bogatsza i bardziej złożona niż nasza o niej wiedza i nasze o niej wyobrażenia. Dlatego też najlepsza -w takim wypadku- jest otwartość. Każde tłumaczenie jest prawdopodobne i jakoś relacjonuje fakty i je porządkuje ale ostatecznie nie wyjaśnia i nie rozwiązuje, bo jest tylko cząstkowym i niepełnym ujęciem przebogatej i wielopoziomowej rzeczywistości.

Tajemniczość przyrody, jej złożoność i ostateczna zależność od nadprzyrodzonych i magicznych sił powodują jej ultymatywną niepoznawalność i niewyjaśnialność. Nowe tłumaczenia i wyjaśnienia -częstokroć bardzo odległe- nie są wzajemnie wykluczające się, choć często -dla nas- wydawać się mogą sprzeczne i wzajemnie do siebie niesprowadzalne. Sama bowiem rzeczywistość jest taka; czasami sprzeczna i pozornie wykluczająca się lub absurdalna. Jest dynamiczna, pełna mistycznych sił, tajemniczych mocy, niewyjaśnionych faktów, których nie warto nawet próbować wyjaśnić czy racjonalizować. Lepiej przyjąć je tak, jak się nam przedstawiają i nie próbować się buntować przeciwko ich absurdalności. lepiej uznać je za nieuniknione, bo i tak rządzi nimi potężniejsza od nas istota, czy istoty, których nie potrafimy ani zrozumieć ani nie mamy na nie wpływu.

Można tylko próbować je sobie zjednać i uczynić przychylnymi dla nas przez religijne rytuały i ceremonie. Zresztą i same ceremonie, rytuały i obiekty w nich urywane też są niezrozumiałe. To katolicka teologia tłumaczy -wydaje się, że skutecznie- dlaczego taka jest struktura Mszy św., dlaczego do Eucharystii używa się chleba i wina, itd., itp. Dla Afrykańczyka nie ma to żadnego racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego do ceremonii mającej na celu odbudowanie zagrożonego porządku świata używa się kury czy koguta, dlaczego używa się takich czy innych ziół i roślin, takich właśnie ceremonialnych zaklęć i słów. Dla nich każdy religijny obrzęd działa ex opere operato. Działa i koniec. Po co się zastanawiać dlaczego, jakie znaczenie ma ten lub inny element. Tak było do tej pory, działało zawsze, nasi pradziadowie to stosowali, po co to racjonalizować i próbować zrozumieć?

Jest więc religijność Afrykańczyków raczej rytualno-magiczna i ma znaczenie nie etyczno-moralne lub personalistyczne, ale bardziej społeczne i obrzędowe. jest to nie tylko religijność oddalona od życia codziennego, ale właśnie forma partycypacji całej społeczności w samoorganizującej się naturze. Przez ceremonialne i rytualne czynności religijne społeczeństwo, klan, plemię, szczep, rodzina uczestniczą czy raczej próbują znaleźć dla siebie jak najlepsze i najbardziej przychylne miejsce w naturze.

Przez składane ofiary, zaklęcia, ceremonie i obrzędy grupa społeczna próbuje się umiejscowić w owej tajemniczej rzeczywistości i utrzymać w niej należną równowagę i porządek. król, wódz, szaman, czarownik, zaklinacz deszczu, dokonujący rytualnych czynności są tylko przedstawicielami grupy społecznej; plemienia, klanu szczepu i niejako -zarazem- kluczem, który daje tejże społeczności akces do siata nadprzyrodzonego, pełnego tajemniczych sił i magicznych, niezrozumiałych mocy. Oni przez swoje czynności wprowadzają społeczność w naturę świata, na właściwe jej i z góry wyznaczone miejsce, tak aby struktura całości nie uległa zachwianiu.

Jednocześnie dla tejże społeczności starają się jak najwięcej z owej całości uszczknąć, znaleźć dla swoich pobratymców jak najbardziej dogodne i uprzywilejowane miejsce w świecie. Należy się więc im za to szacunek i poważanie, oraz również uprzywilejowane miejsce w społeczności. Ale, jako, że mają oni do czynienia z tajemniczymi i niebezpiecznymi mocami, to należy się ich bać i raczej nie mieć z nimi zbyt bliskich kontaktów, bo weszli oni w kontakt z rzeczywistością, która jest niezrozumiała, tajemnicza i niebezpieczna. Nie wiadomo do końca jakie siły nimi władają, czy są oni jeszcze nadal ludźmi, czy należą już do innej kategorii bytów. I dlatego lepiej im się nie narażać i nie wchodzić w drogę.

Obraz powyższy można by uzupełniać o wiele innych szczegółów i zegzemplifikować wieloma przykładami. niech jednak powyższe wystarczy jako prezentacja tradycyjnej religijności Afrykańczyków. Czy religijność taka, przedstawiona jako pasywna i bierna, rytualno-ceremonialna i socjalno-naturalistyczna jest pesymistyczna i pozbawiona walorów i pozytywów? Trudno na takie pytanie odpowiedzieć w jednym zdaniu. Analiza taka wymagałaby odrębnego artykułu, ale widząc efekty takiego myślenia i takiego rozumienia religii w życiu codziennym Afrykańczyków, mogę powiedzieć, że są niesamowicie cierpliwi i z podziwu godną odwagą i samozaparciem znoszą przeciwności losu.

To co w nas spowodowałoby załamanie i depresję, zniechęcenie i nawet samobójcze myśli czy zamiary, w nich wywołuje stoicką prawie reakcję i samozaparcie. Jest jednak i faktem, że tego rodzaju pasywne i bierne rozumienie przyczynia się do pasywności i bierności w życiu codziennym, czego efektem jest np. cywilizacyjne i technologiczne zacofanie Afryki. Ale jest to temat na oddzielne opracowanie.Za www.kazikq.alleluja.pl


x.Kazimierz Kubat, SDS- misjonarz z Tanzanii,
 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
22 Listopada 2017
Środa
Imieniny obchodzą:
Cecylia, Marek,
Maur, Wszemiła
Do końca roku zostało 40 dni.