Aktualności arrow Dziennik Misyjny arrow Noel w dystrykcie Vohilava (1)              
Advertisement
sie 08 2007
Noel w dystrykcie Vohilava (1) PDF Drukuj Email
Dodał: Zdzisław Grad   
08.08.2007.

Noel-1 w dystrykcie Vohilava


Czas świąt w realiach misyjnych to szczególny czas wielkich wypraw do ludzi czekających na Słowo życia, czyli Dobrą Nowinę. Będąc jeszcze względnie wolnym przed przeniesieniem się do stolicy, do Tananarivo, nie mogłem być bezczynnym, kiedy Słowo stało się Ciałem. Zapragnąłem je zanieść do wiosek regionu Vohilava, które od ponad roku już nie widziały misjonarza. Szczęśliwi my europejscy chrześcijanie mający księdza na zawołanie.

Musze się przyznać, że odzwyczaiłem się od misyjnych obozów wędrownych w czasie mojego pobytu w Rzymie. Teraz po dwóch latach ponownego pobytu owszem udawałem się często z posługą misyjna, ale tylko do Pangalany, gdzie nie ma wielkich odległości, a prawie wszędzie dotrze się łódką, albo tradycyjną albo motorową.

Dystrykt Vohilava to inna rzeczywistosc, to juz spore góry i chodzenie na piechotkę po 30-40 kilometrów. Tak wiec sumujac dwutygodniowe wizyty po różnych wioskach, można nazbierać i do 200 kilometrów, czyli autentyczny; misyjny obóz wędrowny, nie wirtualny, ale realny z różnymi przygodami. Na pewno w błocie, słocie i wspinaczka zapewniona, a język opada do stop z gorąca, z pragnienia i ze zmęczenia.

Ostatnio wizytowałem ten region w 2000 roku, tuż przed wyjazdem do Rzymu na studia. Zdążyłem wówczas obejść około 30 wiosek w ciągu 5 miesięcy. Tak się złożyło ze mój współbrat Hindus, Ojciec Siby, obecny proboszcz dystryktu posłał mnie w teren, który ongiś już wizytowałem. Chciałem zobaczyć, co się zmieniło w tych wioskach po 5 latach.

Do takiej wizyty misyjnej trzeba się technicznie przygotować. Zaczynam od znalezienia dobrego plecaka, na moje osobiste rzeczy i na przedmioty liturgiczne. W Pangalanie mogłem sobie pozwolić na wielkie bagaże, na ksiazki czy dewocjonalia, walizkę leków też. Tutaj jest inaczej, zabiera się minimum najbardziej konieczne, bo wszystko trzeba nieść na własnych plecach, szczególnie, gdy chętni tragarze z okolicznych wiosek zawiodą czy spóźnią się. Zatem ładuję, co konieczne do dwóch plecaków, owijam wszystkie ciuchy w saszetki plastikowe, bo deszcz na pewno nas złapie w drodze i wszystko może przemoknąć do dna. Jak się okazało misyjny węch mnie nie zawiódł.

Podstawowa rzecz to moskitiera dla ochrony przed komarami w czasie snu. Jedna noc nie szkodzi, ale kilka nocy nieprzespanych, zmęczenie i wtedy łatwo złapać, czyli uaktywnić malarie, która w nas siedzi. Następnie podstawowe leki, czyli kinina, coś na bóle żołądka i inne maści na wrzody czy skaleczenia, bo droga wiedzie po takich wertepach ze strach pomyśleć.

Dobre buty czy sandały do ważna rzecz; w naszych warunkach najbardziej praktyczne są te plastikowe. Przecież tysiące razy trzeba przekraczać ryżowiska po pas w błocie, strumyki i rzeczki, błota i kałuże. Dobra latarka to rzecz niezbędna, głownie, abyś w nocy poświecił sobie i zobaczył, co cię tak bezlitośnie gryzie. Pchły tradycyjne, pchły ziemne, pluskwy ludzkie i pchły kurze urozmaicają nam noce... Cierp ciało, jak ci się misji zachciało....cha..cha..
Zapałek nie ma sensu brać, bo z wilgoci nie zapałają się, trzeba zapalniczkę, bardziej pewna, choć te nasze produkcji chińskiej nie trwają dłużej niż kilka dni. Odnośnie ubrania do kilka podkoszulków, dwa prześcieradła, koc za ciężki, będę musiał spać na macie z trawy. Wpadłem na oryginalny pomysł i zrobiłem sobie śpiwór z prześcieradła. Choć trochę odizoluję się od pcheł, ale szczury nie dają za wygrana. Potrafią wejść pod moskitierę i gryźć po stopach, gorzej jeśli gdzie indziej....

Rankiem 13 grudnia wyruszamy w drogę. Dobrze, że pierwsze 40 kilometrów wspinamy się, ale samochodem terenowym, to nam zaoszczędzi i czasu i zdrowia. Bóg zapłać wszystkim dobrodziejom, dzięki którym możemy użyć dobrego samochodu dla chwały Bożej i zdrowia misjonarza. Następne 30 km idziemy na nogach i tak jak przewidziałem, właśnie w deszczu. Wzbudziłem sobie dobrą intencję, aby mój trud i zmęczenie nie poszło na marne. Było to owocne, co zauważyłem w tych kilkunastu dniach misyjnego obozu świątecznego. Cdn...


o. Zdzisław Grad, Madagaskar-2005
 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
22 Września 2017
Piątek
Imieniny obchodzą:
Joachim, Joachima,
Maurycy, Prosimir,
Tomasz
Do końca roku zostało 101 dni.