Advertisement
lip 21 2015
Ktoz jak Bog? PDF Drukuj Email
Dodał: Krzysztof Laskowski   
21.07.2015.
 Zbyt piekna rzecz przezylem ostatnimi dniami, zebym zachowal to jedynie dla siebie  i w milczeniu...Bedac na Madagaskarze juz 23 lata wiele rzeczy widzialem i wiele duchowych bojow stoczylem na polu pierwszej ewangelizacji w bezposrednim krzewieniu wiary. Ale to wydarzenie nalezy do wyjatkowych...Ja osobiscie jak i nasza nowa Parafia SVD w stolicy jeszcze jestesmy pod wrazeniem tego cosmy przezyli...Ktoz jak Bog! To zawolanie Sw. Michala Archaniola obwieszcza zwyciestwo, ze tylko Bogu Jedynemu i Prawdziwemu czesc i chwala. O tym jak Bog po raz kolejny ujawnil swa moc i skutecznosc nad silami zla pragne wam opowiedziedziec.

 Na Wyzynie, ktora przebiega przez srodek Madagaskaru 80% to chrzescijanie. W tym regionie chlubna karte ewangelizacji zapoczatkowali Jezuici przez ponad 100 lat. Ewidentna obecnosc Kosciola w zyciu malgaszy w tym regionie nie oznacza, iz do konca tradycyjne wierzenia i praktyki magiczne z tym zwiazane sa juz tylko wspomnieniem przeszlosci. Obecnie posluguje w stolicy Madagaskaru, gdzie mozna by sie bylo spodziewac, ze postep zyciowy juz automatycznie wyparl z zycia codziennego pokuse okultyzmu czy spirityzmu. A jednak zycie mowi co innego...

 Obszar naszej nowej SVD parafii dotyka krancow granicy stolicy Madagaskaru Antananarivo. I tu w jednej dzielnicy polozonej pod stopami lancuchu gorskiego 50 lat temu usadowil sie Rabotovao, malgasz z plemienia Betsileo. Wowczas w latach 60-tych teren ten byl jeszcze gestym lasem i miejscem zupelnie na uboczu. Rabotovao oddal sie zupelnie praktykom magicznym. Uformowal swego rodzaju figure "bozka" kamiennego w formie kobiety i temu zaczal oddawac kult osobiscie oraz ze swoja rodzina i tymi wszystkimi, ktorzy szukali pomocy sil magicznych przodkow "Razana" za jego posrednictwem.

Do statuly cielca kamiennego przylega maly domek wypelniony po brzegi przedmiotami magicznymi wszelkiej masci: butelki z magiczna woda, miski, kamyczki, koraliki, plotna, kawalki roznych drzew itp. Posrodku magicznego pokoju stoi swego rodzaju tron / krzeslo magiczne /, na ktorym czarownik zasiadal udzielac porad i obdarowujac obficie przedmiotami i ziolami magicznymi, ktore mialy byc remedium na wszelkie problemy czy dolegliwosci...

 Rabotovao zmarl kilka lat temu. Pamiec po nim zachowala wspomnienie nadzwyczajnego i skutecznego czarownika. Do kontynuowania duchowego dziedzictwa przed swoja smiercia wyznaczyl jednego ze swoich synow. Pomimo smierci czarownika rodzina nie odwazyla sie, aby zniszczyc miejsce tego poganskiego kultu mimo, ze wielu z nich bylo juz chrzescijanami...Oswoili sie z tym i zyli w obecnosci czarodziejskiego miejsca, posrod magicznych steli,kamieni i amuletow.Ale nieswojo bylo szczegolnie tym, ktorzy juz sie deklarowali chrzescijanami. Swego czasu zawolali 20 liderow protestanckich, aby zniwelowac to czarodziejskie miejsce wraz z domem, ale jak opowiadaja- nie wyszlo. Jakas skryta sila poranila kilku i w sumie odeszli z kretesem...I tak uplunelo kilka lat.

 Kilkanascie dni temu z owego rodzinnego klanu 3 pary starszych i mlodych zdecydowalo sie na chrzest i na slub. Katecheza i przygotowanie duchowe obudzilo w ich sercach pragnienie, aby calkowicie zerwac z poganskim dziedzictwem  przodka Rakotovao. Przyszli z tym problemem do mnie pytajac co czynic? Odpowiedz mogla byc tylko jedna: "Odwagi, z Chrystusem damy rade zrzucic to jarzmo"!  Wiekszosc rodziny byla juz gotowa choc bala sie zemsty przodkow. Najwiekszy problem byl ze synem, na ktorym ciazyl "obowiazek" kontynuowania tradycja Rakotovao...

Ale ktoregos dnia mial sen od swoich przodkow zachecajac go do porzucenia starej tradycji i przyjecia wiary. To dodalo mu odwagi, ze przyszedl do mnie ze swoim mlodszym bratem / juz katolikiem / mowiac, ze jest gotowy zerwac z kultem poganskim. Ale potrzebowal duchowego wsparcia oraz czesciowego omodlenia. Ladnie przezyl te modlitwe wracal w lepszym nastroju. Wyznaczylismy dzien, w ktorym mielismy oczyscic kompletnie domostwo z czarodziejskiej figury, swiatynii, amuletow, przyrzadow itp.

 W przeddzien czesc rodziny przyszla, aby ich omodlic i umocnic przed ta "akcja" zerwania z kultem poganskim. Bali sie. Nietylko oni, ale chrzescijanie ktorzy mieli mi towarzyszyc, tez odczuwali strach. Prosili o modlitwe , o spowiedz, aby byc w godnej dyspozycji do stawienia czola mocom czarodziejskim. W koncu to rzecz nieslychana, aby sie odwazyc na taki krok...

Wyznaczylismy date na piatek, na godzine 15.00. Zgromadzil sie caly rodzinny klan oraz grupa gorliwych chrzescijan, aby mnie wspomoc duchowo. Przyszlo tez niemalo ciekawskich. W sumie tlum okolo 200 ludzi. Nie moge powiedziec, zebym zgrywal "bohatera", tez mialem lekki lek, ale ufalem, ze w tej probie wiary i misjonarskiej odwagi Chrystus mnie nie zawiedzie. Oczyscilem serce w sakramencie pokuty i ruszylem do czarodziejskiego miejsca...

 Zgromadzilismy sie wszyscy wokol czarodzieskiej figury /okolo 1 metra wysokosci i z betonu /. Wezwalismy Matke Najswietsza i Litanie do Wszystkich Swietych dla ochrony i wsparcia duchowego. Po czym w imie Chrystusa odmowilem modlitwe egzorcyzmu proszac o zniwelowanie wplywow czarodziejskich tego miejsca, figury centralnej, innych steli i kamieni. Zerwalem czarodziejskie plotna. Wzialem duzy mlot i w imie Chrystusa zaczalem tluc i rozwalac z pasja figure czarodziejska, oltarz poganski i inne kamienie...Kawalki kamieni i betonu skruszonego padaly wokol.  A lud stal i czekal co sie bedzie dzialo...

Cala ta sceneria przypominala mi probe wiary jaka stoczyl Prorok Eliasz z prorokami Baala. A Chrystus nie zawiodl, nigdy w takich probach wiary nie zawodzi. Ludek poganski i chrzescijanski widzac, ze nim mi sie nie dzieje, nabral odwagi i zaczal mi pomagac wyrzucac i kruszyc doszczetnie poganskie bozki oczyszczajac doszczetnie to miejsce.

 Przeszlismy do czarodziejskiego domu swego rodzaju "swiatyni". Tutaj podobny scenariusz. Modlitwa, pokropienie woda swiecona i sola egzorcyzmowana i do dziela. Ze scian zrywalem wszelkiej masci amulety, z szuflad miski, talerze, butelki, kawalki czarodziejskich kawalkow drewna itp. itp. Wszystko do wora i do wykopanego dola. Dol wypelnil sie po brzegi...Podlozylem ogien i koniec, zostal tylko popiol... O los czarodziejskiej studni i drzewa zapytalem rodziny...

Poswiecic, ale nie niszczyc. Dobrze, niech i tak bedzie. Wlalem swiecona wode do studni oraz sol, poblogoslawilem i niech sluzy dobro ludziom.  Ta poganska "swiatynia" byla niejako posrod domostw ...Teraz kazda rodzina prosila abym wszedl do srodka ich domu, wyrzucil czarodziejskie kamienie i powsiecil dom. Oczywiscie, nie moge zatrzymac sie w polowie drogi...

 Domy poblogoslawione i jedna z rodzin przenosi wielka statule Matki Bozej na miejsce  dawnej czarodziejskiej figury..Nowe sie zaczyna. Podczas calej  tej akcji oczyszczania  jestem tylko w stule fioletowej. Teraz przygotowujemy sie do odprawienia uroczystej mszy w "czarodziejskim domku" juz oczyszczonym i poblogoslawionym. Natsroj radosci i uniesienia opanowuje nas wszystkich, ze Chrystus zwycieza i wspiera swoj lud w konkretnych sytuacjach.

 Na znak chwaly Bozej ubieram sie w piekny zloty ornat i zasiadam na czarodziejskim tronie, swiadom ze reprezentuje Chrystusa Krola, na ktorego imie zegnie sie wszelkie kolano i moce tego swiata. Grupa gorliwych chrzescijan charyzmatykow juz przygotowala liturgie, nawet organy sie znalazly i spiew chwaly po raz pierwszy od wiekow plynie ponad drzewami i domostwami poswieconymi Bogu zywemu. Slowo Boze wedlug kalendarza pasuje na 100%. Mowi o Krwi Baranka, ktora pomazane domostwa Zydow, zachowane byly od nieszczescia msciciela. Krzycze na cale gardlo, ze zywa Kerygme, ze tylko Jezus jest Panem i Zbawicielem...

 Ale to jeszcze nie koniec. Caly klan byl zwiazany tzw. "fady" czyli czarodziejskimi zakazami typu: "nie wolno jesc miesa wieprzowego, albo kurzego, albo konkretnych rosli czy warzyw itp.". Odmawiam specjalna modlitwe na koniec mszy, aby uwolnic od bzdurnych zakazow, aby ludzie w spokoju mogli cieszyc sie dobrem stworzenia. Na koniec braterski posilek. To najprzyjemniejsze. Humory nam dopisuja, smakujemy goracy ryz i kurczaka. Mnie jako "krolowi chrzescijan" przypada uhonorowanie zjedzenia "tylka" kurczaka...ha ha. Chetnie oddaje ten przywilej  krolowi klanu, ktorym to gestem z mojej strony jest naprawde ucieszony.

Wiesc o tym niezwyklym wydarzeniu roznosi sie z elektroniczna szybkoscia po okolicy, ze "bialy czlowiek" tj. "vazaha" odwazyl sie stawic czolo duchom, ktorym cale zycie niewolniczo sluzyl "wielki Rakotovao". Dla Chrystusa to nie taki wielki, po prostu biedny czlowiek szukajacy po omacku "Swiatlosci Swiata". Czy spotkam go tam. To tajemnica, ale w duchu milosierdzia w niedzielnej mszy polecam wszystkich przodkow tego klanu, zyjacych i zmarlych. Ostatnie slowo nalezy do MILOSCI...
 
 

 

 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
25 Września 2017
Poniedziałek
Imieniny obchodzą:
Aureli, Aurelia,
Aurelian,
Franciszek, Gaspar,
Herkulan, Kamil,
Kleofas, Kleopatra,
Ładysław, Piotr,
Rufus, Świętopełk,
Wincenty, Władysław,
Władysława,
Włodzisław
Do końca roku zostało 98 dni.