Advertisement
sie 14 2012
Dzielmy się wiarą jak chlebem - wywiad... PDF Drukuj Email
Dodał: Krzysztof Laskowski   
14.08.2012.

 Po 3 latach nieobecności, Grodzisko Dolne, swoją rodzinną miejscowość, odwiedził Ojciec Zdzisław Grad. Zapracowany…ale znalazł jednak czas na chwilkę rozmowy.

Cieszymy się bardzo, że po 3 latach znów możemy gościć Ojca w rodzinnym Grodzisku. Chcielibyśmy się dowiedzieć jakie przez ten czas zmiany zaszły w Ojca pracy misyjnej i w samym Madagaskarze?

Witam serdecznie, i może wpierw zacznę od podzielenia się tym, co dzieje się w samym Madagaskarze. Otóż od 3 lat na Madagaskarze mamy do czynienia z rządem tymczasowym, który nie jest uznawany przez większość państw, szczególnie przez Unię Europejską, Stany Zjednoczone, i tzw. Unię Afrykańską. W zaistniałej sytuacji nastąpiło zablokowanie ekonomiczne kraju, co spowodowało wstrzymanie wielu fabryk i zakładów w większych miastach. Z kolei brak produkcji i zbytu powoduje wstrzymanie realizacji projektów ekonomicznych, co jeszcze bardziej pogłębia biedę na Madagaskarze. Kraj znajduje się w marazmie. Jest to przygnębiające, bo mimo trwających od 3 lat pertraktacji żadnej ze stron nie udało się dojść do porozumienia. Presja międzynarodowego lobby jest bardzo odczuwalna. Widać jak wspólnota międzynarodowa manipuluje Madagaskarem, i nie pozwala by kraj stał się niezależny. Nie powinno tak być, bo każdy, również i Malgasze mają prawo decydować o swojej przyszłości.

Zaistniała sytuacja ekonomiczna powoduje, że wiele rodzin balansuje na krawędzi. Żyją z dnia na dzień, nie ma pracy, nie ma perspektyw. Trzeba dodać, że Madagaskar jest państwem, gdzie aż 60% społeczeństwa stanowią ludzie młodzi, którzy nie mają przed sobą żadnej przyszłości. Brak pracy budzi niepokój i utratę poczucia bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że wkrótce dojdzie do wyborów i ludzie powoli zaczną wychodzić z tej patowej sytuacji.

Chciałbym też powiedzieć o sytuacji religijnej. Madagaskar dla mnie jest tą szczęśliwą misją, bowiem 50% stanowią chrześcijanie. Kraj liczy 20 mln mieszkańców, w tym 30% to katolicy, 8% to muzułmanie i ok. 40% to wyznawcy religii tradycyjnej, animizmu.

Jak widać kościół katolicki ma bardzo mocną pozycję, mając tym samym duży wpływ na sytuacje polityczną kraju.

Z drugiej strony, jeśli chodzi o ewangelizację, to Madagaskar jest dla mnie tą piękną misją, gdzie widać owoce naszej pracy. Ludzie są otwarci na ewangelię, na Słowo Boże, i na łaskę Chrystusa. Dla mnie w tym wymiarze Madagaskar jawi się jako jedna z bardziej owocnych misji. Mówiąc o perspektywie pracy misyjnej to jest ona ciągle, bowiem 40% wyznawców religii animistycznych to dla mnie ogromne pole do działania. Madagaskar ciągle potrzebuje misjonarzy.

Wspomniał ojciec o sytuacji ekonomicznej i religijnej Madagaskaru, ale wiemy też, że w Ojca pracy również zaszły zmiany?

Owszem. Pamiętam, że 3 lata temu prosiłem o pomoc materialną w budowie nowego kościoła w stolicy Antananarivo, w budowie naszej nowej parafii. Te środki, które zdobyłem podczas mojego pobytu w Polsce (ok. 40 tys. dolarów) posłużyły w przygotowaniu terenu pod budowę (2 hektary) i postawieniu ogrodzenia. Oczywiście apel o pomoc jest nadal aktualny, z tą różnicą, że musiałem zrezygnować z zajmowania się dalszą budową, ponieważ od 1,5 roku zostałem mianowany Duszpasterzem Krajowym Odnowy w Duchu Świętym na cały Madagaskar. Tak więc obecnie zajmuję się budową kościoła, ale w innym wymiarze, poprzez prowadzenie animacji, formacji, odnowy w Duchu Świętym i rekolekcji z 300 grupami charyzmatycznymi. Tak więc moja praca jest jeszcze bardziej mobilna niż kiedyś. Moją parafią stał się cały Madagaskar. Nie zmienia to stosunku do mojej pierwszej parafii, dystryktu Pangalana, z którym nadal jestem bardzo związany i jeżdżę co kilka miesięcy na tzw. Duszpasterstwo Królów Malgaskich. Mogę powiedzieć, że tuż przed wyjazdem do Polski – przyleciałem 14 maja - jeszcze 8 maja byłem w głębokim buszu, ok. 800 kilometrów od stolicy. W moim dystrykcie wyświęciliśmy kolejnych 10-ciu Królów Malgaskich, a od 2005 roku mam ich już 110-ciu. Dla tych ludzi jest to pewien etap przejścia do Kościoła. I chodź nie zawsze są ochrzczeni, to jednak bardzo się z tego cieszę. Co prawda kilku Królów zmarło, ale już jako chrześcijanie, a nie poganie. Mogę więc powiedzieć, że jest to namacalny owoc mojej pracy.

Kolejnym nowym dla mnie wyzwaniem, jest zaangażowanie się w sprawy medialne. Z racji mojego wykształcenia ( w Rzymie studiowałem Radio i TV) w chwili obecnej próbuje głosić ewangelię poprzez tworzenie płyty pieśni i tańca religijnego z grupami charyzmatycznymi i młodzieżą. Widzę, że jest to potrzebne. Również w takim małym studio, jakie zorganizowałem, nakręciliśmy kilka małych filmików misyjnych, które są w trakcie obróbki. Część z tych materiałów będzie można obejrzeć na Kongresie. Liczę także, że ukarzą się na ekranie TV.

Kolejną dziedziną, którą kontynuujemy niezmiennie od 6-ciu już lat jest nasze wspólne dzieło, Misyjna Adopcja Serca. W tej chwili adoptowanych zostało ok. 1000 dzieci, za co chciałbym wszystkim bardzo serdecznie podziękować. Oczywiście zachęcam rodaków, aby kontynuować to dzieło, które jest naszą wielką chlubą i radością.

O samym Kongresie porozmawiamy za chwilę, a teraz chciałabym zapytać jeszcze o jedno. Z informacji jakie otrzymaliśmy od Ojca wiemy, że Madagaskar w ostatnim czasie nawiedziły cyklony. Z tego względu mogliśmy usłyszeć Ojca w Radiu Watykańskim.

Jest prawdą, że jestem korespondentem Radia Watykańskiego polskiej sekcji i ta współpraca trwa od ponad 10 lat, od czasu moich studiów w Rzymie. I teraz jeśli dzieje się jakieś wydarzenie łączące się z życiem Kościoła, to staram się dać temu komentarz, i tak też było w sytuacji kiedy w marcu nawiedził nas cyklon.

Osobiście miałem to szczęście, że byłem świadkiem tego cyklonu. Mimo, że nie mieszkam w diecezji Mananiary, lecz w stolicy, tak się złożyło, że mieliśmy akurat spotkanie werbistów w tej diecezji i złapał nas cyklon. Musieliśmy czekać kilka dni, bo w paru miejscach zerwało drogę.

Sam cyklon nie jest na Madagaskarze czymś nadzwyczajnym. Co roku mamy cyklony, które przechodzą przez wyspę od grudnia do marca. A my czekamy i modlimy się zastanawiając się, czy tym razem nas oszczędzi. Niemniej jednak ten cyklon był wyjątkowy, bo wdarł się w głąb wyspy i nawiedził tereny, które normalnie nie mają tak mocnych deszczy. I to sprawiło, że nie tyle siła wiatru, ale trwające ponad tydzień deszcze spowodowały osunięcia się ziemi, która w tym regionie jest bardzo sypka. Wiele domostw zostało pogrzebanych wraz z ludźmi. Według oficjalnych danych ok. 50 osób straciło życie. To było wyjątkowo tragiczne i jak jestem na Madagaskarze już ponad 20 lat, to nie mieliśmy takiego wydarzenia.

Z tej racji, że Ojciec Święty modlił się w tym czasie za Madagaskar, to i Radio Watykańskie chciało mieć bezpośrednią relację z miejsca, czemu dałem komentarz. Czasem mnie usłyszycie, więc proszę się zbytnio nie dziwić (śmiech).

Jak Madagaskar pozbierał się po cyklonie? 

Ten cyklon dotknął boleśnie jeden region, ale jakieś kilka tygodni wcześniej wdarł się następny cyklon w inny rejon, siejąc zniszczenie. Madagaskar ma ten „urok”, że usytuowany jest w miejscu przecięcia się cyklonów, i nie dość że biedny, to jeszcze nękany przez cyklony. Ale co poradzić, taki urok i specyfika tego miejsca.

W jaki sposób można Ojca wesprzeć w posłudze misyjnej?

Patrząc na misje z perspektywy wiary, to odnoszą się one do nas wszystkich. Jeśli popatrzymy na duchowy testament Jezusa, gdzie mówi „Idźcie i nauczajcie…”, w tym przesłaniu jest cząstka każdego, kto przyznaje się, że jest chrześcijaninem. Owszem, jego zaangażowanie może być pośrednie lub bezpośrednie – misjonarze są tymi bezpośrednimi posłańcami, ale my na zapleczu nie możemy być obojętni. Dlatego tak często apeluję o modlitwę, wypraszającą łaski dla misjonarza i dar wiary dla tych, którzy go słuchają. Bez łaski i pomocy Ducha Świętego nie będzie misji.

Aby ta posługa typowo duchowa była możliwa, musi być odpowiednie zaplecze materialne. Jak wiadomo, misjonarze nie mają stałych dochodów. Dotychczas mogliśmy zwracać się o pomoc materialną do chrześcijan na zachodzie, typu Francja, Anglia, Niemcy, Austria. Niestety pogłębiający się w tych Kościołach kryzys, powoduje coraz mniejsze wsparcie na rzecz misji, dlatego też nie ukrywam, że nadszedł czas wielkiego wielkiego wyzwania dla Polski, by przejęła tę pałeczkę wspomagania misji katolickiej na całym świecie. Apeluję by nie zamykać serca na potrzeby misji, bo jest to wyrazem naszej wiary, wierności ewangelii i naszej miłości do Chrystusa.

Z doświadczenia wiem, że sporadyczna pomoc nie wystarcza. W tej chwili Episkopat Polski promuje taką ideę Misyjnego Patronatu, gdzie apeluje do katolików, aby przygarnęli misjonarza pod konkretną, stałą opiekę – duchową i materialną, co oznaczałoby regularną modlitwę za misjonarza i stałą pomoc finansową na jego posługę. Jest to bardzo potrzebne misjonarzom na całym świcie.

Chciałbym w tym miejscu uświadomić moich rodaków, że przed nami staje nowe wyzwanie jeszcze większego zaangażowania się, bowiem misje nie utrzymają się bez naszej pomocy. Rozumiem, że jesteśmy w trudnej sytuacji, ale grosz ofiarowany Panu Bogu wróci do nas stokrotnie.

Wspomniał Ojciec o jednym ze stałych źródeł finansowania dzieła misyjnego. U nas jest to projekt Misyjnej Adopcji Serca. Jak Ojciec postrzega to dzieło?

Jak już powiedziałem wcześniej, to nasze wspólne dzieło jest moją chlubą i nie ma w Polsce podobnego stowarzyszenia. Owszem istnieje adopcja poszczególnych misjonarzy, ale nie w takim wymiarze. Liczba dzieci się zmienia, bo jedne odchodzą, inne nie radzą sobie z nauką, ale jedno jest pewne - dzieci będą zawsze i dlatego też zachęcam do jeszcze większego angażowania się w sprawy misyjne.

Za niedługo, bo już 3 sierpnia, rozpoczynamy w Grodzisku kolejny Kongres Misyjny. Co będzie tematem przewodnim w tym roku?

W tym roku zaproponowałem, abyśmy się zastanowili nad miejscem i rolą naszego stowarzyszenia w kontekście nowej ewangelizacji, jaka jest koniecznością w Polsce i Europie.

Owszem nasze zaangażowanie jest misyjne i charytatywne, ale wydaje mi się, że powinno nas to otworzyć bardziej na doświadczenie duchowego świadectwa wiary tu w Polsce. I to będzie tematem naszego Kongresu. Napisane jest bowiem w liście do Tymoteusza, abyśmy odnowili nasz charyzmat wiary i to w kontekście naszego zaangażowania ewangelizacyjnego tu w Polsce. Owszem będą też filmy, spotkania, będziemy gościli kilku misjonarzy. Zaprosiliśmy sekretarza Misyjnej Komisji Episkopatu Polski, o. Kazimierza Szymczychę werbistę, który pochodzi z naszego regionu i mam nadzieję, że zaszczyci nas swoją obecnością.

Aby dać szansę uczestnictwa w Kongresie większej grupie osób, w tym roku Kongres organizujemy w parafii Grodzisko Dolne. Rozpoczniemy go w piątek wieczorem. Dzień kolejny, czyli sobota odbędzie się w parafii Chałupki Dębniańskie, po czym na uroczystą niedzielną sumę znów wrócimy do Grodziska. Z kolei po niedzielnej mszy zapraszam na katechezę do szkoły w Grodzisku Górnym. Z tego miejsca chciałbym też zaprosić wszystkich do uczestniczenia w tym naszym wspólnym dziele. Niech każdy czuje się zaproszony, bo warto przyjść i otworzyć swoje serce na boże sprawy.

Za każdym razem przywozi Ojciec ze sobą malgaskie specyfiki. Czego będziemy mogli spróbować tym razem?

Jak zwykle będzie malgaski posiłek oraz prażona malgaska kawa, przygotowywana na sposób malgaski, czyli przelewana przez płócienny worek. Oczywiście będzie też „wypalanie gęby”, misyjna aukcja, modlitwa oraz cieszenie się wspólnym przebywaniem oraz wzajemnym motywowaniem się do podejmowania kolejnych wyzwań.

Nie sposób nie zapytać Ojca o wakacje. Jak je Ojciec spędza w Grodzisku?

Pracowicie (śmiech). A pracowicie w moim wydaniu oznacza kilka dni wytchnienia, gdyż poczuwam się do obowiązku, aby dzielić się moim doświadczeniem misyjnym tu z katolikami w Polsce. Chcę uświadamiać i pokazywać, że misje mają sens, są wartościowe i bezcenne. Trzeba nam dzielić się wiarą jak chlebem, dlatego też jeżdżę po wielu parafiach, by z jednej strony być świadkiem działania Ducha Świętego na misjach, a z drugiej prosić o wsparcie na rzecz misji.

Zapewne widzicie mnie jak „wpadam” na kilka dni  do Grodziska, a za chwilę znów mnie nie ma. Tak więc wyglądają w skrócie moje wakacje. To co mnie w sposób szczególny umacnia to spotkania z rodakami, ich pomoc, życzliwość, za co z góry dziękuję. 

Czy jest coś, czego możemy Ojcu życzyć w posłudze misyjnej?

Przede wszystkim zdrowia, bo ostatnio odczuwam serce – to chyba z jedzenia tych wołów malgaskich (śmiech). Mam dość wysoki cholesterol, wiec muszę uważać. Dzięki Bogu nie mam aż tak często malarii, bo żyję na wyżynie, gdzie komarów jest mniej i nie są tak toksyczne. Ponadto nowego zapału, wytrwałości i dużo energii. Za dwa lata minie 25 lat mojego kapłaństwa. Mam nadzieję, że będę mógł przyjechać do Polski i świętować mój jubileusz razem z wami. W połowie jestem już Malgaszem, ale zawsze z sentymentem wracam do rodzinnego Grodziska, który zawsze pozostanie moim pierwszym domem.

Dziękuję za rozmowę

 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
18 Listopada 2017
Sobota
Imieniny obchodzą:
Aniela, Cieszymysł,
Filipina, Galezy,
Klaudyna, Odo, Otto,
Roman, Tomasz
Do końca roku zostało 44 dni.