Advertisement
gru 24 2010
Drogi misyjne czyli....blotne PDF Drukuj Email
Dodał: Krzysztof Laskowski   
24.12.2010.

 Ostatnie trzy tygodnie mialem wyjatkowo obfite w apostolstwo misyjne wielu rodzajow. Planowane od dluzszego czasu rekolekcje charyzmatyczne dla calej diecezji Mananjary w koncu spelnily sie. Mielismy sporo trudnosci, aby wlasciwa data umozliwila organizacacje i przygotowanie tego niebagatalnego wydarzenia. Mowie niebagatalnego wydarzenia, bo nie na codzien 700 osob gromadzi sie na wspolnej zarliwej modlitwie trwajacej 5 dni o chlebie i wodzie…Do tradycji juz naleza nasze rekolekcje w diecezji Mananjary i zawsze jest ogromna liczba ludzi. Kosztuje mnie to wiele wysilku, ale nigdy nie zaluje inwestowania w ludzi i ich serca.

 Tym razem wyjatkowym dla mnie byl fakt, ze z mojej nowej parafii w stolicy Madagaskaru zabralem ze soba 20 osob, aby mogly zakosztowac laski rekolekcji wlasnie z grupami z Mananjary. To sa moje grupy, ktore formuje od ponad 10 lat, a ktore mowiac skromnie maja wyjatkowa laske charyzmatyczna. Pragnalem, aby moji nowi parafianie ze stolicy przejeli w czesci z ducha tych grup, abysmy mogli tu w Ambatobe-Tana budowac parafie na podobnej lasce. Wzielismy specjalny bus i 650 km w droge na poludniowy wschod. Rownoczesnie ze mojej strony byla to forma wdziecznosci dla tej grupy, ktora codziennie towarzyszy mi w liturgii mszy swietej i jest mi zaczynem nowej parafii Slowa Bozego.

 Zaraz po rekolekcjach w droge nad wody Kanalu Pangalana do wiosek Ampatakana i Anilavinany, aby przeprowadzic rytual « wyswiecenia 18 krolow ». To wydarzenie planowalismy juz od ponad roku i w koncu udalo sie polaczyc wiele wydarzen. Obie wioski zaskoczyly mnie swoim naglym otwarciem sie na laske Ducha Sw. W czasie kiedy bylem tu proboszczem mialem z tymi wioskami najwiecej trudnosci w ewangelizacji. I po kilku latach nagle bum…Duch wieje kedy chce i to sprawdza sie na 100%. Nie do nas nalezy wyznaczac czas dzialania Boga,a raczej z ufnoscia siac a Pan da wzrost w swoim czasie.

 Poraz kolejny Opatrznosc Boza dala mi znak swojej zyczliwosci ofiarujac przepiekne sloneczne dni akurat na czas naszych uroczystosci mimo, ze przed i po lalo jak z cebra. Nie bez przypadku pisze drogi misyjne czyli blotne, bo w owych dniach wedrowalem, a raczej topilem sie w blocie po kolana. We wiosce Ampatakana po wyswieceniu krolow musialem sie udac do wioski Ambalahady, aby poswiecic Tranobe ( domy krolewskie) kilku krolow. To tylko 3 kilometry, ale wyjatkowo obfite w bloto. Juz dawno nie mialem okazji byc tak oklejony prawie po pas. Najsmieszniej bylo w samej wiosce Ambalahady, jeden z domow krola doslownie otoczony byl 3 metrowym pasem blota po kolana. Przedziwna niefrasobliwosc, wystarczyloby maly kanal i po problemie, ale jestesmy na Madagaskarze i w buszu. To wielu nie przeszkadza.

 Zgodnie z rytualem nalezy obejsc spiewnie i tanecznie Tranobe 3 razy. Kobiety i dziewczeta maja spiewac i isc przodem, ale gdzie tam. Stanely z boku wraz z ludem, a ja w albie i stule i tylko z krolem probujemy isc dookola i swiecic. Istna komedia jak w westernie kiedy kowboje bili sie w blocie..No coz przezylem, dopelnilem rytualu umazany blotem.
Na pocieszenie nastepnego dnia udalismy sie do Anilawinany, a to wioska cudownie polozona tuz nad brzegiem Oceanu Indyjskiego, doslownie 20 metrow od fal morza i zanurzona nie blocie a w morskim piasku. Zatem raz na wozie raz pod wozem. Tutaj kolejna uroczystosc krolewska z 6 krolami. Bylo pieknie i wzruszajaco kiedy na przyklad po poblogoslawieniu krolow i wolow caly lud Bozy bioracy udzial w uroczystosciach tanczyl wokol wolu w uniesieniu i wdziecznosci Bogu. A wszystko sie dzialo na lekkim wzniesieniu 20 metrow od wod Oceanu Indyjskiego z pieknym widokiem na nieskonczonosc morza…

 W sobote 4 wrzesnia udalismy sie w glab buszu 65 km od Mananjary do wioski Mahavoky, na tradycyjna pielgrzymke tego dystryktu. To tutaj w Mahavokach mialem moj pierwszy kontakt z rzeczywistocia misyjna w roku 1992. Kilka tygodni temu przeprowadzilem tutaj rekolekcje charyzmatyczne. Tym razem celem mojej podrozy jest pielgrzymka tego dystryktu. Chce sfilmowac to wydarzenie, aby stworzyc pewien dokument o SVD w tym regionie. To inna dzialka mojego misjonowania na Madagaskarze. O tym moze kiedy indziej. Wszystko byloby na spokojnie, gdyby nie nadzwyczajna przygoda « blotna » na drodze wiodacej do Mahavoky.

 W latach 1992-1995 wiele razy przemierzalem te droge, w roznych blotach, dziurach i awariach samochodu. Pamietam rok 1994 kiedy na motorze Honda 250 uciekalem przed cyklonem Geralda i kilka razy tak wtopilem w bloto, ze tylko nadludzkim wysilkiem i Bozej pomocy zdolalem sie wykaraskac. Wowczas to zostaly w blocie z odklejona podeszwa polskie buty gorskie…Nie sprawdzily sie w malgaskim blocie. Gola stopa musialem zapalac motor i w koncu przelozylem na prawa noge lewy but, ktory mi pozostal. W ten sposob bez bolu moglem probowac zapalic motor. Bylo to mocne przezycie dla mnie wowczas poczatkujacego misjonarza. Ale to co przezylem tym razem to przeroslo moje powiedzmy oczekiwanie. Zzyty z rzeczywistoscia Madagaskaru niewiele rzeczy potrafi mnie zaskoczyc, to jednak ta podroz mnie zaskoczyla.

 Wydaje mi sie ze pobilismy kolejny rekord, nie na szybkosc ale na dlugosc podrozy z Mahavoky do Mananjary. Trasa liczy 65 km, w tym 50 km to droga drugorzedna czyli blotna jak na nasze warunki. Jadac do Mahavoky potrzebowalismy 9 godzin. Mielismy nadzieje spokojnie zdarzyc na msze swieta wieczorna z Ks. Biskupem i pielgrzymami calego dystryktu Mahavoky, ale niestety nie dalo sie. Jadac do Mahavoky bylo nas dwa samochody marki Toyota, bo innymi tutaj sie nie da. Naszym bledem byly za niskie kola, nikt tego nie przewidzial, a to bardzo skomplikowalo przemieszczanie sie, bowiem przy wiekszych koleinach samochod grzazl w blocie ocierajac o podwozia samochodu. Wlasciwie gdybym wiedzial, ze ta droga az tak wyglada, to chyba bym zrezygnowal z wyjazdu. Ale skoro chcialem nagrac film o pielgrzymce do naszego archiwum, a jednoczesnie wziac udzial w zebraniu rady Regionu SVD, wiec musialem jechac bez wzgledu na warunki.

 Jednym z samochodow ktorym wybralismy sie w droge jest Toyota rok temu zakupiona przez Polska Prokure Misyjna Ksiezy Werbistow dla naszej Regii na Madagaskarze. Z tego to miedzy inymi powodu pragnalem Wam opisac jaki chrzest przezyl ten samochod, ktory jest darem Waszych misyjnych serc. Opis naszej podrozy moze pomoc zrozumiec w jakich realnych warunkach pracujemy my misjonarze w buszu, jak bardzo sa nam niezbedne srodki transportu i za jaka cene i w jaki sposob te nasze samochody przezywaja swoje « mechaniczne tortury » probujac przedrzec sie przez gory blota…Z pewnoscia przy okazji skladam wyrazy wdziecznosci wszystkim, ktorzy biora udzial w akcji Sw. Krzysztofa ofiarujac misjonarzom srodki transportu.

 W drodze do Mahavoky bardzo szybko ugrzezlismy w pierszych blotach i zdalismy sobie sprawe, ze potrzebujemy tzw. « antsy be » czyli rodzaj maczety, aby moc scinanac tykwy bambusowe i podkladac je pod kola samochodu. Nigdzie zywej duszy w lesie, az pokazal sie jeden « chlop » malgaski z antsy be na ramieniu. Dlugo sie z nim targowalem, aby nam odsprzedal ten swoj nozyk nie najlepszej jakosci. Ale na bezrybiu i rak ryba…W koncu bylem zmuszony przebic cene az trzykrotnie, aby go przekonac. Zatem mielismy narzedzie do scinania i nasz optymizm wzrosl majac rowniez jeden rydel do dyspozycji.

 Przybylismy do Mahavoky wczesnym wieczorem, umazani po szyje i rzucilismy sie we wody rzeki przyplywajacej tuz obok misji katolickiej. Za dlugo nie moglismy sie pluskac w tej rzece, bo pelno w niej zarazek tzw. bilarzjozy, ktore po wiecej niz 5 minut moga przeniknac do skory prowokujac grozna chorobe zoladka. Z daleka ta rzeka i inne w krajach tropikalnych wygladaja tak uroczo, a w konsekwencji moze sie to okazac tzw. « zielonym pieklem » dla niedoswiadczonych.

 W nocy z soboty na niedziele spadl obfity deszcz. Mozecie sobie wyobrazic jak to wplynelo na nasze juz do maksimum rozmazane drogi. Po niedzielnych uroczystosciach pielgrzymkowych jeszcze wieczorem pospiesznie przeprowadzilismy rade regionu, aby wczesnym rankiem udac sie w droge powrotna, majac rownoczesnie swiadomosc, ze powrot moze byc jeszcze trudniejszy. Inna atrakcja na Madagaskarze w buszu jest fakt, ze z chwija kiedy padaja deszcze tzw. straznicy drog zamykaja bariery i amen w pacierzu. Czekasz kilka godzin, az obeschnie droga i zmieni sie humor straznika. Niekiedy papieros wystarczy, aby mu sie humor poprawil, a niekiedy nie…Zatem potrzebna ci misyjna i malgaska cierpliwosc, ktora tlumaczy sie w malgaskim przyslowiu-« mora mora Vazaha » ( powoli powoli bialy czlowieku albo dziwaku…).

 Mielismy szczescie,ze rano nie padalo i moglismy wracac poczawszy od 6 rano. Ale juz we wstepie nie zgrzeszylismy poboznoscia odkladajac msze swieta na wieczor w Mananjary. I to nasz blad. « Bez Boga ni do proga… » ! Dwa nasze samochody ruszyly wczesnym rankiem, a trzeci dopiero po mszy swietej i spokojnym sniadaniu. Nasze dwie Toyoty ruszyly…i po 3 kilometrach pierwszy 50 metrowy blotny przejazd i zatrzymalismy na dobre tzn. na godzine….Ruszylismy niespelna 500 metrow i kolejny wstrzymal nas na pol godziny itd. itd. To juz przybylismy 4 kilometry !!! Dwie godziny minelo…Takie blotne przejazdy z koleinami po pas i dlugie na kilkaset metrow powtarzaly sie co kilkaset metrow. Nasza droga liczy 50 km…Rachunek jest prosty…Wkrotce dogonila nas trzecia werbistowska Toyota i swoista karawana kontynujemy nasza wyprawe. Niedlugo dotarla do nas czwarta Toyota firmy telefonicznej i wspolnie zaczelismy walczyc jedni o drugich…Rozpoczela sie swoista droga przez …meke ? Nie ! Przez blota klasy pierwszej.

 Jedynymi, ktorzy zacieraja rece z powodu zlego stanu drog w odleglym buszu sa chyba Chinczycy rozsiani jak mrowie po wszystkich zakatkach Madagaskaru. Posiadajac terenowe samochody a czasem wielkie « imogi » ( rodzaj ciezarowki z wielkimi kolami), sa w stanie pokonac kazda droge, a przy okazji psuja te po ktorej gorszej klasy samochody nie dadza rady przebrnac. W glebokim buszu sa jedyni, ktorzy za marny grosz skupuja plony biednych rolnikow malgaskich i na tym robia swoj biznes.

Jedna z ciekawostek podczas naszej podrozy to fakt ze wiozlem do Mahavoky dwoch nowych misjonarzy. Dopiero co kilka dni temu wyladowali na Czerwonej Wyspie, aby dolaczyc do grona Werbistow. Aby poznali troche rzeczywistosci misyjnej i aby przedstawic ich Biskupowi i naszym chrzescijanom chetnie zgodzili sie. Jeden z nich Michel z Indonezji a drogi Gabriel z Papui Nowej Gwinei. Chcac nie chcac przeszli przez swoj « misyjny albo blotny chrzest ». Mam nadzieje ze sie nie podlamali nasza rzeczywistoscia… No coz niech nabieraja chartu ducha od poczatku, tak jak nam bylo to dane w swoim czasie.

Aby pokonac nasze wawozy blotne uzywalismy roznych forteli i metod,aby wyratowac co rusz jakis inny samochod. To lancuch, to podnosnik automatyczny, to rydel, to tradycyjne pchanie na sile, to podkladanie scietych bambusow itd. W sumie kazdy z nas juz byl tak umeczony i ublocony, ze nie do poznania. Obok zmeczenia kilkugodzinna walka z blotem dolaczyl rowniez glod…Nie przewidzielismy az tak dlugiej drogi i nie zabralismy zadnych napojow ni suchego prowiantu. Dopiero poznym popoludniem trafilismy na « restauracje » w buszu, aby pokrzepic sie kawa i ryzowym plackiem…Smakowalo jak rzadko kiedy….

W pewnym momencie z jednego naszego samochodu posypaly sie sruty….no tak, mechanizm wzmacniajacy jazde po piasku i blocie doslownie zaczal sie sypac….To pomnozylo jeszcze nasze problemy bo wiele razy ten samochod pozbawiony tego mechanizmu nie byl w stanie pokonac blotnych kolein….I tak mozna by opowiadac bez konca. Mysle, ze zdjecia dopowia reszte.W koncu poznym wieczorem bo okolo 20.00 dotarlismy pielgrzymkowo do naszego Domu Misyjnego w Mananjary. Jak to dobrze moc sie wykapac i zasnac snem zmeczonego…Zasypiajac przypomnialem sobie humorystyczny misyjny plakat w Pienieznie, gdzie nosorozec podrzucal samochod, w ktorym siedzialo dwoch usmiechnietych misjonarzy. Na rogu widnial napis-« I ty mozesz zostac misjonarzem… » ! Jesli sa mlodzi zadni przygod misyjnych, to niech sie pisza na Madagaskar. Przygody sa pewne jak w banku….

O. Zdzislaw Grad,SVD- misjonarz Werbista z Madagaskaru

Madagaskar, 15.09.2010

 

 
Aktualności przez kanał RSS
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Polecam...

Dzisiaj jest...
23 Lutego 2012
Czwartek
Imieniny obchodzą:
Bądzimir, Damian,
Florentyn, Łazarz,
Piotr, Romana, Roma,
Seweryn
Do końca roku zostało 313 dni.