Aktualności arrow Misjonarze piszą arrow Ojca Kołodynskiego zmagania misyjne              
Advertisement
sie 27 2009
Ojca Kołodynskiego zmagania misyjne PDF Drukuj Email
Dodał: Krzysztof Laskowski   
27.08.2009.

Z rodzina Alberta ... jeszcze w Mananjary

Teraz mala przerwa ... Dzis jest 26 lipca i wczoraj dostalem troche zyczen z okazji imienin, smsow i emaili z tej okazji. Dziekuje wiec za pamiec, szczegolnie Alinie, mej kuzynce, Herktusowi, Adze z WAWy i wszystkim ktorzy nie zapominaja. Mareczkowi za szczegolny telefon, he. No czekam na email, boscie tam niezle naswietowali, no! Przepraszam, ze nie odpowiedzialem od razu, ale nawet nie moglem wyslac smsa, ni skrzynki otworzyc. Odcieli mnie ... bo rachunki ... no musze uregulowac, co nastapi jutro dopiero... 

Cos o Ambatondrazaka ... no co by Wam tu napisac o moim zyciu tutaj. Jesli chodzi o nasza parafie to, jak to ostatnio pisalem lub rozmawialem z niektorymi, nie ma lekko! Sporo rzeczy sie jakos zwalilo i zebralo i poczulem te trudniejsze strony misjonowania. Za chwile napisze o “czarownicach” z mej parafii. Smialem sie rozmawiajac z mama o tym i czeka na wyjasnienia, bo bardzo ciekawa, co to za panie, he. Ten temat rowniez wchodzi w te ciezsze strony naszej pracy. Niemniej juz dzis moge Wam napisac (cobyscie sie zbyt nie martwili), ze zlapalem ostatnio jakis magiczny dystans i sprawy tocza sie juz innym rytmem.

z czescia naszej ekipy - AmbatondrazakaProblemow moze nie ubylo, ale zmienilo sie moje podejscie do tego i o to chyba tez chodzilo ... Co tu duzo pisac... przyznam, ze to, ze ostanio sporo ciszy bylo, to z tego powodu, ze te czarniejsze strony dawaly sie mi we znaki. Dla rozbawienia Was napisze o tych “czarownicach”. “Wiedzmy” w parafii. Czarownice czy wiedzmy ... nie daleko rzeczy spadaja ... Ogolnym wstepem napisze, ze tak rok minal naszej pracy w parafii Anosindrafilo i tak zaczynamy powoli poznawac pewne realia. No bo co niektorzy juz nie daja rady udawac, he! I tak doswiadczamy ostatnio roznych “niespodzianek”, ktore odkrywaja pewne aspekty tego regionu, a szczegolnie specyfike naszych parafian, ktorzy stanowia szczegolna czesc spolecznosci zamieszkujacej miasto Ambatondrazaka.

Od naszego przybycia slyszelismy rozne opinie o naszych “wspollokatorach”. Po pierwsze to nasza dzielnica slynie z tego, ze do niedawna duzo ludzi praktykowalo dawne wierzenia. Bardzo zywe do niedawna, a w przypadku niektorych, do dzis praktykowane sa niektore magiczne praktyki (amulety, rzucanie czarow, wrozby, itp.). Czesto jak mowimy, ze tu pracujemy to inni sie dziwia i pytaja czy juz widzielismy “angatra” (zle duchy), czy “mpamosavy” (czarownika), ktory przechadza sie noca. No mieszkamy kolo duzych grobowcow, ktore sa polozone na wschod od kosciola. Sporo rzeczy rzeczywiscie wychodzi przy niektorych spowiedziach, ale tu mam usta zamkniete. Pozostaja codzienne doswiadczenia. No wlasnie ... wiec o czarownicach. Opowiem o jednej osobie, ktora jeszcze pare miesiecy temu, byla moja pomocna dlonia, a dzis moge rzec, ze boje sie juz ja o cokolwiek poprosic. Czemu? Jej zycie jakby nagle sie zmienilo (albo to ja odkrylem nowy obraz ...).

Byla mala historia, nagle zniknal jej maz. Zniknal, no po prostu ja opuscil. W domu zostala ona z 2 dzieci. Nic o tym nie wiedzialem pomimo, ze wspolpracowalismy czesto. Jej meza znalem, bo to on ze mna byl w tamtym roku w Mananjary jako kierowca Land Rovera, jak mialem upadek i nie moglem prowadzic. Z jej relacji to on zawalil u swego pracodawcy, nie ugadal wlasnie tego wyjazdu i stracil przez to prace. To bylo zrodlem ostrzejszej sprzeczki, czego efektem bylo jego odejscie. Eli, tak ja nazwe, od tamtej pory czesciej zjawiala sie na Mszy i byla bardziej dyspozycyjna by pomagac w pracy biurowej, szczegolnie przy Adopcji dzieci, wszelkich rejestrach, itp. Mowila mi, ze jak zostaje w domu, to przychodza rozne mysli, bo nie ma za duzo zajec. Sprzata, przygotowuje posilki i jest wolna. No zrozumiale mi sie to zdawalo, wiec umozliwialem jej to aktywne zaangazowanie. Od jakiegos czasu jestesmy z Louisem swiadkiem wielkiego balaganu w ich dzielnicy. O ile przedtem, jako parafianie brali dosc zywy udzial w roznych akcjach, a szczegolnie w przygotowywaniu nam posilkow. Dodam, ze do dzis, oprocz sniadan, to nasi chrzescijanie nas wyzywiaja.

Przynosza posilki, albo to my odwiedzamy ich w ich domach i tam wspolnie spozywamy obiad czy kolacje. No i sypla sie ta druga dzielnica... Szczegolow tu juz nie napisze, bo sam nie jestem pewnien do dzis calej prawdy, ale chodzi o wielka zazdrosc i chyba o kompleksy. Szefem ich dzielnicy byla osoba dosyc wyksztalcona i pochodzaca nie z tego regionu. Udawalo sie jej niezle prowadzic “carthie” i wspolpracowac z nami. No niestety nie zdzierzyli tego co niektorzy miejscowi. Wsrod nich moja pomocnica Eli. Zrobili jakies nowe wybory pod nieobecnosc Gervais, on z pokora odsunal sie na bok. Nie trzeba bylo czekac za dlugo, jak sypnela sie cala organizacja, itp. Jak na posilki byla ich kolej, to czesto gotowalismy sami, lub jechalismy “na miasto”. Jesli chodzi o pomoc w platnosci “ecolage” dzieciakom tez mialem niezle historie. Nie wierzylem, ze tak sie moga rzeczy zmienic. Najgorsze, ze “zmienila sie” (a moze to tylko ja teraz ja lepiej poznalem) moja znajoma. Jak zawolalem ja, by sie sprawa pewna wyjasnila, to byl wielki wybuch, placz, a na odejscie uslyszalem slowa odnosnie Gervais, “coby najlepiej go zakopac” (doslowne tlumaczenie).

Te slowa padly z ust jest starszej siostry, ktora jest od wielu lat zaangazowana w grupe bardziej poboznych pan. I jak ostatnio sie domyslam, to ona jest zrodlem wplywu na Eli. Co ciekawe, teraz jak na nia patrze, bo jest prawie codziennie na Mszy to ma bardzo zawistna mine, jej oblicze wyraznie zmienilo sie i z jasnego brazu, teraz bije czarna zawisc. Naprawde na jej twarzy widac jakby owoc tej zawisci, zazdrosci i nie wiem czego jeszcze. A miano czarownic zyskaly obie u mnie jeszcze przed wyjazdem do Mananjary na swiecenia.

Jednego wieczoru powiedzialy, cobym nie opowiadal w Mananjary jacy to sa ludzie tutaj: niewyksztalceni, zli, zacofani itp. Mowily to z taka ironia i smiechem, ze poczulem sie naprawde nieswojo, a ten ich smiech mozna opisac prosto jako szatanski. Siostra Eli juz kilka razy pokazala mi swe “rogi”. Prosilem ja o to, by inne osoby wprowadzila w prowadzenie i animacje modlitw, bo to ona gra w tym pierwsze skrzypce. Usmiechala sie i potakiwala z poczatku, ale skrzypiec nie chce oddac, he! Nie moglem sie nadziwic, ze nie potrafila zrobic listy tych, ktorzy w czerwcu beda brac udzial w prowadzeniu modlitw.

Zawsze ta sama odpowiedz: “Alez Ojcze, tu nikt nie chce sie niczego podejmowac, juz probowalam i nic ... no i znowu ona i ona prowadzi, czyta, itp. No musialem jej udowodnic osobiscie, ze da sie znalezc innych i to ja wyraznie denerwowalo, bo mi prawie odpyskowala, i nagle po francusku wyskakiwala przy tym, potwierdzajac jakies zakompleksienie. Jak przychodzi do kosciola, to ma komplet wszystkich ksiazeczek do nabozenstw, coby to tylko ona prowadzila, itd. W jednej rozmowie wyszlo, ze Eli, ni stad ni z owad wyskoczyla, ze kosciol jest ich(taka mocna posesja). To bylo na tle rozmowy o Gervais, ktory jest z innego regionu. To ich jest kosciol i nigdy go nie opuszcza. Zapytalem, a skad to takie stwierdzenia, skoro nikt nie zarzucalem tego, ze kosciol jest ich, itp. “Nie, nie, nikt mnie z kosciola nie wypedzi” dodaje z prawie krzykiem. “Moge opuscic Adopcje jak Ojciec tego pragnie, ale kosciol jest nasz!”. Ja dalej w szoku skad takie wnioski ... Ona dalej, ze to tu sa ich grobowce rodzinne ... Zobaczylem jak daleko szla ta nienawisc innego czlowieka. Chcialem dodac, zeby uwazala z tymi porownaniami, bo kaplani, ktorzy tu pracuja sa z odleglej Argentyny i Polski, wiec chyba tez niedlugo beda musieli sie pakowac, bo “ich” jest kosciol... no ale nie wypowiedzialem tego ...

Zakonczylem te rozmowe czujac bardzo mi obcego ducha w ich sercach. Zastanawiam sie jeszcze tylko, czy te osoby same siebie nie wykluczyly juz dawno z kosciola. No tak, przychodza do kosciola, ale same sa tak bardzo daleko, i tak bardzo obcy im duch chrzescijanskiej milosci. Tak przy okazji, to ostatnio zagladalem czesciej na “nasza-klase” i czytajac niektore inne maile od Was, powrocilem do pisania i do naszych korzeni, do naszego chrzescijantwa wyniesionego z domu i ze wzajemnego wzrastania w roznych wspolnotach. To m. in. te ostatnie relacje i wspomnienia, pozwolily mi spojrzec na moje powolanie i moje “dzis” tutaj, w Anosindrafilo, na prawdziwej niwie misyjnej pracy i walki o dobro w ludzkich sercach. Ostatnio na nowo ujrzalem promyk chrzescijanskiej radosci z prostych rzeczy.

Nie jest mi tu latwo, ale na nowo widza takze dobre i pozytywne rzeczy. No i tez postanowilem przede wszystkim walczyc o swoje dobro, te duchowe i ogolnie. Tu trzeba sie mocno trzymac na ziemi, he. Trudnych spraw nie brakuje, ale Ten, ktory nas umacnia jest z nami!

 Adopcja i MDMK. Adopcja to jesli chodzi o dzieci, ktorym pomagamy sie uczyc. Jest to tak zwana pomoc na odleglosc i to od chrzescijan z Polski, a konkretnie z regionu ojca Zdzislawa Grada. Ja to tu tylko ogarniam, he. No i w te sobote mamy takie zgrupowanie dzieciakow z okazji zakonczenia roku. Kazde z nich musi zaprezentowac swoje wyniki, ktorych wpisy otrzymuja do specjalnych dzienniczkow. Na podstawie tego otrzymaja drobne, lub “grubsze” prezenty. W programie Msza Swieta, gry i zabawy, spotkanie z nowych ksiedzem Malgaszem Werbista, ktory wlasnie do nas przyjechal i jakies male przekaski. Dzieciary juz wakacje maja, tu troche pozniejsze niz w Polsce. U Was to juz polmetek ... Tutaj za to generalnie wakacje do poczatku pazdziernika. A tutejsi maturzysci poca sie tu dopiero w sierpniu. Dziwne tu te reguly i metody, ale w system edukacji nie wnikam ... Skrot “MDMK” natomiast oznacza grupe pan w parafii, ktore powinni mocno dzialac. Powinny ... spore tu z nimi mam historie i to jakos mi przypadla nad nimi opieka duchowa.

Sporo bylo nieporzadku i dawnych historii, dzielacych wiele dusz. W to wszystko zamieszane wymienione “wiedzmy” parafialne, ale coz ... ostatnio ... zaczalem troche nad nimi pracowac. Zaczalem od odwiedzin wszystkich czlonkin tej grupy. Cos jak nasze grupy pan maryjnych, tylko ze tutaj to skrot MDMK mozna przetlumaczyc na “Tego, ktory stara sie byc jednym duchem z Chrystusem”, z tym, ze ta grupa ma dosyc mocny odcien duchowosci maryjnej. No ale te moje “Maryjki” to takie troche zbuntowane. Dwa miesiace trwaly przygotowania do nowych wyborow i ... cos sie udalo.

z ministrantami nad Jeziorem AlaotraW ostatnia niedziele bylo oficjalne przedstawienie nowego biura, ktore ma animowac i prowadzic reszte. Zaproponowalem im cotygodniowa konferencje, otwarta dla udzialu innych czlonkin MDMK z calego dystryktu. No zobaczymy ... kolejny wysilek, ale mam nadzieje, ze cos z tego bedzie ...  Z ministrantami podnobnie. Troche sie dyscyplina sypla. No z roznych to powodow. Byly wiec nowe wybory, a w sobote troche swietowalismy nowo wybranych i udal sie dosyc wypad nad Jezioro Alaotra. Moze to podniesie morale i w wakacje troche porobimy cos z niektorymi ochotnikami ... W planie wspolna formacja dla chetnych z calego dystryktu!

Dobra! Nie naciagam juz bo to 7 strona. Nastepnym razem napisze cos o wizycie Alberta i innych aktualnosciach. Na dzis koncze, by to jeszcze wyslac ... wreszcie ... uff! Ciezko mi cos to pisanie szlo, ale sie ciesze, ze sie w koncu zebralem. Jutro kontynuuje skladac film ze swiecen i prymicji Alberta. Jak sie uda to skoncze go do konca jego pobytu w naszej parafii. Dzis bylem u wspolnoty Fokolare i z Teofilem zakladamy mala grupe wspolnie dzialajaca. Mam nadzieje, ze cos to z tego wypali i powroce do formy z Alcatras Studio, he!

 Pozdrawiam wiec serdecznie, dziekuje za ostatnie wsparcie, szczegolnie te modlitewne. Dobrego wypoczynku i nowego ducha! Ja tez go staram sie lapac, bo czulem juz tego namacalna koniecznosc. Dziekuje wiec Wam za wszelka pamiec i do nastepnego! Czekam na Wasz odzew. Nie czekajcie na mnie, a probujcie pisac tez osobiscie. Obiecuje tez, ze odpowiem, bo od zawsze ten kontakt ozywial moje codzienne zycie. Pozdrawiam tych co w Polandzie, Maxiu sie pewnie obzera sucha chludowska i ciachami

Cioteczki! NO i na nas przyjdzie czas! Dzieki Tupton za ostatni appel! Na tym koncze, z niecierpliwoscia czekajac na glos z Waszej strony! W milosci Slowa Bozego!

Krzychu!

P. S. Jesli ktos chce skorzystac z adresu to: K. K. SVD Nr tel.: +261 33 08 424 23 B. P. 2 Ambatondrazaka 503 Madagascar

Anosindrafilo, dnia 30 juz lipca 2009

 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
22 Września 2017
Piątek
Imieniny obchodzą:
Joachim, Joachima,
Maurycy, Prosimir,
Tomasz
Do końca roku zostało 101 dni.