|
Nowe wyzwania w dziedzinie ewangelizacji wzbudzaja we mnie nowy entuzjazm. Wiem, ze to Duch Swiety jest sprawca naszego chcenia i dzialania. Tak tez odczytowuje nasza « szalencza « wrecz wyprawe ewangelizacyjna na drugi koniec Madagaskaru, tj. do Sambava. Odleglosc bagatelna tylko 1 400 km samochodem taxi brousse… Sambava polozona jest na wschodnim wybrzezu Madagaskaru, tuz nad Oceanem Indyjskim, tyle ze daleko na polnocy w porownaniu ze stolica. Aby do niej dotrzec trzeba jechac naokolo, wpierw na polnocny zachod, nastepnie z zachodniego wybrzeza na wschodnie w prostej lini i pozniej z polnocy na poludnie. Interesujace doprawdy. Sambava od lat znana jest jako glowny producent vanilli. To wlasnie z tego regionu kilkaset ton vanilli rocznie eksportuje sie za granice. Praktycznie to Chinczycy i ich potomkowie polozyli rece na eksporcie vanilli.
Ale mimo, ze lubie zajmowac sie vanillia i w Mananjary bylo to moja pasja i rekreacja, to tym razem z moja ekipa charyzmatyczna udalismy sie na podboj dusz. Zatem nie tyle won vanilli co won Ducha Swietego pobudzala nas do drogi w nieznane. Nasz wyjazd uwzalem za strategiczny z wielu powodow. Po pierwsze to jedyna grupa charyzmatyczna w diecezji Diego, od niedawna tamtejszy Biskup udzielil swojego blogoslawienstwa na istnienie i dzialanie Odnowy w Duchu Swietym. Przed moim wyjazdem osobiscie spotkalem sie z Ks. Biskupem Malo i wyjasnilismy sobie wiele spraw, ktore go niepokoily odnosnie grup charyzmatcznych. Uzbrojony biskupiem blogoslawienstwem i wszelkimi upowaznieniami ochotnym sercem poczynilem nasze przygotowania do wyjazdu.  
Sprawa podstawowa to znow dobor ekipy, ktora by mi towarzyszyla. Wybralem osoby najbardziej mi zaufane i oddane sprawie Bozej od lat. W sumie bylo to taka mozaika osob z wielu stron Madagaskaru. To moj styl, dla podkreslenia jednosci grup oraz wymiany doswiadczen i darow duchowych, wypracowania podobnego fasonu przeprowadzania rekolekcji. Tak wiec byla ze mna : Pani Julienne, z poludnia, z miasta Fianarantsoa, blisko 20 lat animacji, Pani Melanie, z okolic Antananarivo, od 30 lat juz animatorka charyzmatyczna, Pani Florine, z Wyspy Nosy Be, ona zalozyla grupy na polnocy Siostra Hanta, ze stolicy, Pani Christianne, z miasta Majunga, polnocny zachod, Pan Moisy, ze Wschodniego Wybrzeza, z Pangalany, wieloletni towarzysz moich misyjnych drog, Pani Pauline, z Mananjary, bliska wspolpracowniczka w wielu dziedzinach pastoralnych, Pani Jeanne, z serca dystryktu Pangalany, z Tanandava, z wioski ktora bardzo cenie, Pan Prosper, lekarz z Mananjary, od kilku zaledwie miesiecy z nami.
Sambava lezy na koncu swiata mozna powiedziec. Kwestia podstawowa jak to w biznesie nieraz bywa, to kto wylozy kase na tak daleka wyprawe…Cena samego przejazdu calej ekipy taxi brousse tam i z powrotem to 1 500 USD !!! Kilka miesiecy wczesniej przybyla do stolicy Pani Sayene, odpowiedzialna grupy, aby sie spotkac ze mna i aby dopracowac szczegoly. Sprawe jasno postawilem, ze trzeba nam pomoc, bo ja sam nie wyrobie. Daly slowo, ze polowe wydatkow postaraja sie pokryc mobilizujac swoja grupe i parafie.  
Tym sposobem wynajalem taxi brousse ze stolicy Antananarivo i cala ekipa wyruszylismy w nieznane nam strony. Oczywiscie jak to na Madagaskarze bywa musialo dojsc do spiecia z odpowiedzialnymi taxi brousse bo nam podmienili samochod. Wyslali gorszy i z kierowca, ktory nigdy tej trasy na oczy nie widzial. I jak przewidywalismy zemscilo sie to na nas. Trasa blisko 1 400 km…Jazda non stop dzien i noc, dwoch kierowcow, a nas tylki od siedzenia piekly i nogli puchly…Wyjechalismy w piatek o 15.00 a dotarlismy do Sambava w niedziele o 21.00….I jak zwykle w naszych charyzmatycznych wyprawach jakis krzyz na drodze musi byc… Dalem sie wywiesc z pole nie pytajac dokladniej o stan drog na polnocy, szczegolnie miedzy Ambilobe i Vohemar. To tylko 150 km, z zachodniego wybrzeza na wschodnie, ale droga przez pieklo. Normalnie busikiem nie powinno sie jechac, mysmy pojechali i to nas zgubilo. Dziura na dziurze, asfaltu ani za grosz, piach, kamienie, skwar, dzika polpustynia, wioski jak z upioru…Te 150 km normalnie pokonuje sie w 12 godzin, nam potrzeba byla 28 !!! Ze wzgledu na niskie podwozie samochow czesto obija sie o kamienie i w koncu stalo sie to co mialo sie stac…Miska olejowa pekla, olej wyciekl, jestesmy o polnocy w jakiejsc dziurze, wioska zabita deskami, ani zywej duszy,koniec swiata…Co robic. Pytalismy ile kilometrow do Vohemar, mowiono 50…a w rzeczywistosci 100…  
Przejezdzal jakis samochod, zlitowal sie i zabral mnie, abym szukal pomocy w Vohemar. Dotarlem do Vohemar o 7 rano, o jakis samochod nie ma mowy…Na szczescie jeszcze dostalem sygnal z telefonu komorkowego od naszej grupy ze zakleili mydlem dziure w misce olejowej i ze ktos podarowal im troche oleju…Kilometr po kilometrze, z predkoscia 5 km na godzine,nie wiecej poznym wieczorem dotarli do Vohemar gdzie ich oczekiwalem. Stamtad do Sambava juz dobrym asfaltem. Przybylismy o 21.00. Pani Sayene i jej maz, to bogaci Chinczycy, zajmuja sie eksportem vanilli. Sa bardzo gorliwi. To oni sa odpowiedzialni za te pierwsza grupe charyzmatyczna. Duch wieje kedy chce…Przejeli na siebie caly ciezar i wydatki naszego pobytu w Sambava, posilki, noclegi, przejazdy do kosciola itd. Pierwsze dwa dni zamieszkalem u nich, ale pozniej przenioslem sie na parafie, aby byc blizej ludzi. Liczba uczestnikow rekolekcji w sumie okolo 60 osob. Sam fakt rekolekcji jako takich to dla nich nowosc. Nalegam, aby kazdy kto moze nie wracal do domu w ciagy tych 5 dni, ale poswiecil czas i odosobienie na wieksze skupienie. Nie dla wszystkich jest to mozliwe. Niektorzy spia w Sali parafialnej, a inni dochodza. Zatem zaczynamy ufni, ze Duch Swiety juz tu przed nami jest i nie zawiedzie swoja laska. Przebieg rekolekcji juz znacie z innych listow, zatem nie powtarzam sie. Dla ludzi nasz styl jest nowoscia, ale poslusznie decyduja sie na post, na nocne czuwania, na szukanie Boga calym sercem. I to co jest piekne, ze Bog pozwala sie znalesc. Ostatni dzien w piatek, 11 pazdziernika 2008 przewidziany jest na modlitwe o wylanie Ducha Swietego. Jak zwykle unowych wielka radosc i zdziwienie, ze duchowe cuda sa mozliwe w ich zyciu, i ze Bog jest Bogiem, ktory dotrzymuje slowa i obietnic, zapisanych na kartach Ewangelii.  
Wieczorem wspolny posilek i tance z roznych regionow Madagaskaru, wedlug pochodzenia i obecnych osob. Swietowanie to czuly punkt serca malgaskiego. W atmosferze spontanicznosci i radosci konczymy nasze nasze rekolekcji msza o polnocy, ktora jest rownoczesnie rozeslaniem do misji bycia swiadkiem i narzedziem Ducha Swietego, w srodowisku, we wioskach jak czesto jeszcze obce oredziu Jezusa. Nasz udzial dopelnil sie. Zwyczajem proponuje, aby sobote poswiecic na dzien turystyczny, tzn. obejrzec okolice. Panstwo Sayene zabieraja nas i cala swoja rodzine do Antalaha, 90 km na poludnie, droga swiezo wybudowana przez obecnego Prezydenta. Krajobraz jest nam bliski, zupelnie podobny do Mananjary i tez morze. Na wspolny posilek nad morzem zjezdza sie kilka innych bogatych rodzin chinskich. I oczywiscie, ze nie obywa sie bez prosb o modlitwe wstawiennicza nad nimi i ich bliskimi. Krzyz jest obecny we wszystkich kategoriach i klasach spolecznych… Nie mozemy odmowic. Poznym wieczorem wracamy do Sambava, aby o 2-giej w nocy ruszyc w droge powrotna tym samym samochodem. Szofer zapewnia nas, ze dobrze naprawil samochod, ale oczywiscie sprawil nam niespodzianke, ze zabral wiele innych bagazow, ze musielismy sie znowu zdenerwowac. Prawie, ze odmowilismy jego kurs. Nasze obawy, ze moga byc niespodzianki jesli samochod bedzie obciazony sprawdzily sie. W drodze ze 20 razy musielismy wychodzic ze samochodu, bo nie dal rady. W koncu na nowo obijal sie podwoziem o wystajace kamienie i dziury, tak ze nasza powrotna droga byla gorsza niz przyjazd. Znowu olej wyciekal, znowu kleili czym sie dalo. Msze planowalem w Ambilobe, ale nic z tego, ustalismy w drodze reparujac kolejne usterki. Okolo 21.00 odprawilem msze przy drodze, na walizce, pod baobabem, przy swieczce i latarce. Przynajmniej bylo romantycznie…   
Ruszylismy, ale juz mialem zle przeczucie, ze nie dojedziemy. O 3 ciej w nocy w poniedzialek nasz busik padl na dobre, prawie ze silnik sie odczepil. Do wiekszego miasteczka, gdzie mozna dostrzec wiecej cywilizacji okolo 45 kilomketrow. Poki co w gluchych ciemnosciach zrezygnowani spimy, aby sie przejrzalo. Jakis samochod przejezdzal, dal nam numer, aby przedzwonic do bazy taxi brousse w Ambilobe. Przez kolejnych posrednikow jakos sie udalo, ze okolo 8 rano przyjechal po nas nowy samochod. Oczywiscie w takich sytuacjach cena wybawienia wzrasta, nie targuje sie wiele, aby tylko wyjechac z tego buszu na jasniejsza droge. Calosc naszej drogi to bagatela 57 godzin non stop. Dzieki Bogu w miare zdrowi, we wtorek w poludnie umeczeni do skrajnosci docieramy do Antananarivo. Nie usiedze dlugo. W niedziele musze sie udac do Antsirabe,miasto polozone na centralnej Wyzynie. Jade na zwiady, bowiem jest tam jakas grupa charyzmatyczna, w ktorej wiele cudow sie dzieje. Jako moderator krajowy Odnowy Charyzmatycznej potrzebuje rozeznac, czy wlasciwy Duch wiele posrod nich… O. Zdzislaw GRAD, svd-misjonarz z Madagaskaru |