Aktualności arrow Misjonarze piszą arrow Pierwszy tydzien na nowej misji              
Advertisement
maj 22 2008
Pierwszy tydzien na nowej misji PDF Drukuj Email
Dodał: Krzysztof Laskowski   
22.05.2008.
 Dostalem niewielki pokoj i powoli sie tam zadomowilem. Pare rzeczy musialem dokupic na miescie, bo wlasciwie przyjechalem z jedna, wieksza walizka. W drugi dzien, jak juz wspomnialem uczestniczylem w zebraniu ksiezy i moglem poznac prawie wszystkich. Od stycznia, w jednym dystrykcie pracuja Redemptorysci, a w piatek dojechali Vocationistes. Nie wiem, czy sa nawet w Polsce, ale jest to zgromadzenie zajmujace sie powolaniami, formowanie mlodych, ktorzy chca podjac zycie w roznych zakonach czy w jakikolwiek inny sposob – ciekawe ! Sam nie wiedzialem o ich istnieniu, a tutaj przyjechalo dwoch Nigeryjczykow, takze powoli ubogacamy te diecezje.

Na razie codziennie z o. Leopoldem, tutejszym ekonomem diecezji i jeszcze obecnym proboszczem naszej nowej parafii, jezdze na codzienna Msze do naszego kosciola. Pod koniec pierwszego tygodnia, w weekend, odbylo sie spotkanie tzw. « rady » naszego dystryktu. W tym celu z wszystkich 6 wiosek, ktore wchodza w skad calej naszej parafii, przybyli ci, szczegolnie odpowiedzialni za animowanie wspolnot. Byla to dobra okazja, by poznac tych, z ktorymi w blizszy sposob bedziemy wkrotce z Louisem wspolpracowac. O. Leopold oficjalnie mnie przedstawil i zartobliwie dodawal, ze « stara fala » odchodzi, by zrobic miejsce mlodym. W programie sobotnim bylo spotkanie z biskupem, a popoludniu byly wyboru nowej rady dystryktu, takze juz mniej wiecej zapoznalem sie z glownymi liderami.

Ogolnie wszyscy bardzo zywo mnie witali i cieszyli sie, ze beda miec dwoch nowych ksiezy. Ogolna sytuacja dystryktu wskazuje, ze jest sporo do zrobienia, a ludzie sa gotowi. O. Leopold opiekowal sie tym dystryktem 8 ostatnich lat, ale jego funkcje w diecezji nie pozwalaly mu na spore zaangazowanie w terenie. Niemniej czuc jego dobre, pastoralne zaagazowanie. Na ile mogl to byl i jest dyspozycyjny, jednak z tego, co juz wyczulem, chetnie odda odpowiedzialnosc za ten teren w nasze, werbistowskie rece. Mija juz dwa tygodnie i sporo inicjatyw oddaje w moje rece, a przynajmniej przyzwyczaja powoli ludzi, ze to ja juz przejmuje odpowiedzialnosc za parafie. Jest to dla mnie czasem stresujace, bo ludzie przychodza i pytaja o rzeczy, w ktorych sie jeszcze nie orientuje, bo nie znam jeszcze dobrze tutejszej sytuacji. No i w koncu to nie ja tu jestem proboszczem, a moj wspolbrat Louis, ktory jest wlasnie na wakacjach. Niemniej musze go zastepowac i tak z o. Lepoldem dzielimy powoli te zaangazowania.

« Mafia wloska ».
To co trzeba przyznac, ze tutejsza diecezja ma wielkie korzenie w kosciele wloskim. Poczawszy od biskupa, wikariusza biskupiego, ekonoma i sporej ilosci kaplanow « fidei donum », Sercanow i Trinitaire – naliczylem juz siedmiu Wlochow. Poza tym wielu ksiezy malgaskich odbylo studia we Wloszech. To samo dotyczy zakonow zenskich. Jest wiele siostr Wloszek i Malgaszek, ktore bywaly przynajmniej jakis czas w Italii. Jest tu wspolnota Fokolare z lekarzem Wlochem. Na szczescie maja niezla mieszanke : jest takze jeden Francuz, z Afryki Poludiowej i jeden z Wybrzeza Kosci Sloniowej. Ale oni tez formowali sie we Wlochech, takze gdzie sie nie obejrzych, gadaja po wlosku. Smieje sie, ze dam sobie jeszcze troche czasu na doksztalcenie malgaskiego, a pozniej jestem zobligowany podjac kolejny kurs. I jesli zostane tu dluzej to naprawde bede musial to uczynic, albo bedzie to wskazane. Poza tym wloski rozpoczalem sie uczyc w Polsce z jednej zakupionej ksiazki.  

Po francuskim idzie to bardzo sprawnie, ale nie mialem czasu kontynuowac, choc zawsze dobrze mi brzmial w uchu ten dynamiczny akcent. Moi znajomi z Wloch pewnie sie uciesza ... Wraz ta wloska ekipa i na stole czesto roznego rodzaju makarony i inne wloskie przysmaki, takze idzie troche odsapnac od ryzu.

Niezbyt chetnie podejmuje ten temat ze wzgledu na brak kompetencji, niemniej na spotkaniu biskup oglosil « wszem i wobec », ze to werbisci staja sie odpowiedzialni za majace powstac radio diecezjalne. W kolejny dzien, proboszcz w tutejszej katedry, ktorym jest Malgasz, Père Marius (brakuje mu tylko « z » w imieniu) oprowadzil mnie po terenie i objasnil, co do tej pory w kierunku radia poczyniono. Tak wiec mamy wielka antene z calym sprzetem, ktora « kaptuje » radio « Don Bosko », ktore prowadza Ojcowie Salezjanie w stolicy. Jest tez budynek na wzgorzu. Sa tam dwa pomieszczenia + lazienka. W jednym pokoju stoi komputer wlaczony 24h na dobe. 

Do niego podlaczona jest odbiornik satelitarny. Potem przez niezla « zabawke » sygnal wysylany jest przez wzmacniajace urzadzenie do duzej anteny. Takze « cos » juz tu funkcjonuje, a biskup chce, by powoli powstalo radio regionalne. Takze mam byc za to odpowiedzialny. Zaadoptowac budynek i uformowac nowa ekipe. Jutro pragne porozmawiac z biskupem o jego blizszych oczekiwaniach. Juz zaproponowalem, ze powinienem odbyc jakas formacje, ktora pomoze mi ruszyc te inicjatywe, ktora oprocz szczytnych celow, nie pozostawia we mnie za wiele oprocz niewiadomych i watpliwosci. 

Niemniej biskup jest konkretny i ma srodki, takze jak na razie moja postawa pozostaje na poziomie gotowosci podjecia tego « troche » przerastajacego mnie jak na razie przedsiewziecia. Na razie wobec wielu robie « pozytwne oczy », co to wskazywac maja, ze jestem w stanie sprostac oczekiwaniom. Musze tu troche rozpoznac teren, bo z tego co widzialem w radio Mananjary, najwazniejsze jest uformowanie dobrej ekipy. Musze znalezc ekipe mlodych, zdolnych Malgaszow i najlepiej z tego miasta. Na razie mam male obeznanie, ale widze, ze sporo dobrych « dusz » tu sie kreci, ze ta diecezja ma w sobie jakis rozmach, ktorego jeszcze nie widzialem. Oby to nie bylo tylko wrazenie, a bedzie dobrze.

W drugim tygodniu mialem okazje pojechac wraz z biskupem na poswiecenie kamienia wegielnego pod jeden kosciol, ktory zostal zburzony i bedzie stawiany na nowo. To co mnie tam zaskoczylo to obecnosc pewnego rytualu tradycyjnego. Po poswieceniu kamienia wegielnego przez biskupa, przedstawiciel klanu przeprowadzi specjalna modlitwe wzywajaca przodkow, z prosba o blogoslawienstwo dla tej inicjatywy. Nie obylo sie bez tradycyjnego alkoholu, ktory zostal symbolicznie rozlany na ziemie. No coz, warto i przodkow prosic o to, by wspierali dobre dziela. To stary, mozna powiedziec poganski zwyczaj, ale dla Malgaszow blogoslawienstwo starszyzny to wielka rzecz i tu kosciol akceptuje te tradycje. 

 To co mnie pozytwnie zaskoczylo, ze na te ceremonie mezczyzni przyszli ze szpadlami i potem rozpoczeli kopac miejsca pod fundamenty. Kobiety natomiast zajely sie oczywiscie przygotowywaniem posilkow w duzych garach nieopodal. Obecnosc biskupa byla dla nich duza radoscia i na pewno pozytywnym impulsem do zaangazowania w budowe ich nowej swiatyni.
W dwa dni pozniej mialem okazje z o. Claudio pojechac do Andilamena – najbardziej oddalonego dystryktu na Polnoc naszej diecezji. Jako wikariusz biskupi jechal on tam, by zalatwic pare oficjalnych spraw (problemow) i wypelnic po prostu swoje obowiazki odwiedzajac niektore wspolnoty siostr i ksiezy tam pracujacych. Byla to dla mnie dobra okazja, by chociaz z drogi zobaczyc teren znacznej czesci tego regionu. 

Andilamena jest polowona o 120 km od Ambatondrazaki, lecz jej teren siega jeszcze dobre 100 lub wiecej km na Polnoc. To najwiekszy dystrykt w diecezji. Jadac tam mialem okazje podziwiac krajobraz wspomnianego jeziora Alaotra, ktory objezdzalismy od wschodniej strony. Po drodze odwiedzilismy dwa inne dystrykty : Andranobe i Imerimandroso. Podczas jazdy moglem dowiedziec sie troche o bardzo ciekawej historii powolania o. Claudio. Przyjechal do tej diecezji po raz pierwszy jako swiecki praktykant w 1984 roku i pracowal 3,5 roku przy rozbudowie warsztatow stolarskich dla
mlodziezy w Imerimandroso. Pozniej powrocil do Wloch i po wielu trudnosciach wstapil do seminarium jezuitow. 

Skonczyl tam jednak tylko filozofie. Powrocil na Madagaskar i tu skonczyl rok teologii, po czym powroci do Wloch i tam zostal wyswiecony jako ksiad diecezjalny. Jego biskup nie chcial za bardzo go wyslac na misje na MAD (o co zabiegal), ale ostecznie po roku dostal pozwolenie i tak do tej pory jest na kontrakcie, jako « fidei-donum », ktory mu sie powoli konczy. Pracowal wiele lat w dystrykcie Andilamena, co mozna bylo wyczuc po jego licznych komentarzach z zaangazowaniem emocjonalnym. Droga do Andilamena jest bardzo dobra. Nie ma asfaltu, ale ze teren rowninny, wiec jest prosta i w wielu miejscach mozna posuwac sie nia z predkoscia nawet do 90km/h, a przynajmniej my taka osiagalismy. 

Te predkosci, ktore na drogach w diecezji Mananjary sa niewyobrazalne. Jedynym mankamentem jest to, co tu okreslaja jako « be vovoka » czyli « sporo kurzu ». Tutaj deszcz nie pada wcale (ostatnio padal jak byl cyklon Ivan czyli w lutym). Nie wiem skad sie bierze ta woda w ryzowiskach, ale gdzieby sie nie przejsc, nawet po Ambatondrazaka, wszedzie bialy kurz. Takze jadac takimi predkosciami ciagnelismy za soba tuman kurzu, ktory powoli, powoli opadal (i tu przypomnialy mi sie moje voyage po Togo, i Beninie tez – pozdrowienia wiec dla mego kursowego Mareczka-Tuptona, ktory tam pracuje). Takze tak to troche pylu sie nalykalem, ale i sporo zobaczylem.

Swiat opiera sie na dobrych znajomosciach ! Jadac tutaj, moj nauczyciel malgaskiego z Fianarantsoa dal mi kontakt do swojego znajomego, ktory obecnie mieszka w Ambatondrazaka. Pan James powiedzial mi, ze koniecznie musze go poznac, bo to jego dobry znajomy – rowniez nauczyciel. Poza tym to czlowiek o wielu zaangazowaniach, m. in. w sporcie. Pan Tovo pracowal kilkanascie lat razem z James’em we Fianie. Od roku Tovo powrocil tu, do Ambatondrazaki, w swe rodzinne strony. I tak ostatnio spotkalem sie z nim tak na chwile i odnioslem wrazenie, ze rzeczywiscie to bardzo pozytywna jednostka. Juz chcial mnie zaprosic do siebie, ale ostatecznie przelozylismy to na pozniej. 

Wczoraj wprowadzil mnie w ekipe grajacych tu w siatkowke. W kazda niedziele i soboty chyba tez, na terenie zandarmerii zbiera sie grupa fascynatow tego sportu, ktory nie jest tu az tak popularny, jak np. koszykowka. Na nieszczescie pan Tovo musial zaraz wyjechac do stolicy na rodzinny pogrzeb, ale nie zapomnial o umowionej godzinie i czekal na mnie, by
zapoznac mnie z innymi siatkarzami z miasta. Jak sie okazalo to bardzo sympatyczna grupa mlodych i troche starszych graczy. Poziom gry bardzo zadawalajacy, takze mam nadzieje poprawic w najblizszym czasie moja kondycje. Nie mialem ostatnio co prawda dobrego obuwia (musialy starczyc sandaly) i kondycji, ale jak na pierwszy raz nie bylo zle.

W pierwsza niedziele przewodniczylem Mszy i oczywiscie musialem powiedziec pierwsze powazniejsze kazanie do mych wiernych. Byla to Niedziela Dobrego Pasterza wiec modlilismy sie za wszystkich zaangazowanych w Dziele Kosciola, jak i o nowe powolania. W druga nie dziele poproszono mnie o poprowadzenie rekolekcji dla dzieciakow, ale o tym juz moze nastepnym razem. Obecnie jestem w Antananarivo i tu pomieszkam 2 tygodnie. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie ! Z Bogiem !

o. Krzysztof  Kolodynski, SVD-Werbista z Madagaskaru.

IV 2008

 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
18 Listopada 2017
Sobota
Imieniny obchodzą:
Aniela, Cieszymysł,
Filipina, Galezy,
Klaudyna, Odo, Otto,
Roman, Tomasz
Do końca roku zostało 44 dni.