Aktualności arrow Misjonarze piszą arrow Nowa misja w Ambatodrazaka              
Advertisement
maj 22 2008
Nowa misja w Ambatodrazaka PDF Drukuj Email
Dodał: Krzysztof Laskowski   
22.05.2008.

 Witam ponownie na przestrzeniach Czerwonej Wyspy. Zasiadam ponownie, by podzielic sie z Wami kolejnymi zdarzeniami, ktore przezywamy na naszej “niwie” misyjnej. Dla mnie ostatni tydzien dal poczatek nowemu rozdzialowi w mojej pracy misyjnej.

Opuscilem Mananjary!

Jak juz wspominalem od dwoch ostatnich relacji, ze ida zmiany, i tak sie stalo. Po listopadowej wizytacji z Rzymu zapadly konkretne propozycje odnosnie przyszlych zmian w naszej Regii Madagascar. I tak jak juz oznajmialem wczesniej otrzymalem nominacje do nowego regionu, diecezji Ambatondrazaka! Ta nazwa brzmiala mi w uszach dosc obco. Malo kto z moich wspolbraci, nawet tych pracujacych tu na Madagaskarze od prawie juz 20 lat, byl tam lub wiedzial coskolwiek o tym regionie.

To dosc rozlegla diecezja, ktora od jej zalozenia prowadza Trinitaires. Ich duchowosc opiera sie na Trojcy Swietej i sa w Polsce tylko zupelnie wyskoczyla mi nazwa. Tak wiec przyszedl dzien 6 kwietnia, kiedy to z rana wyjechalismy w kierunku stolicy. Bylo nas 4 w oficjalnej ekipie zmierzajacej na teren nowej misji: o. Regional – Pius Pandai (Indonezyjczyk, ktory zostal wybrany na 2 kadencje), Zdzichu Grad (jako radca), Louis Salas (ktory zostal mianowany wraz ze mna i bedzie proboszczem w powierzonej nam parafii) i ja, jako nowy wikary i odpowiedzialny za majace powstawac radio diecezjalne. Jak ostatnio zdecydowano, mozliwe ze pod koniec roku dotrze do nas jeszcze 3 wspolbrat, a jest nim, o. Alex (moj byly proboszcz gdy bylem tu na praktyce mkisyjnej tu na Madagaskarze w latach 2003-2005). Droga w nieznane….

Pierwszy dzien podrozy, bo potrzeba 2, aby dojechac do Ambatondrazaka z naszej “stolicy” SVD – z Mananjary, ubiegl dosc spokojnie. Nie mialem za duzo czasu na namysly, jak to bedzie w nowym miejscu, gdyz prowadzilem auto. Szczerze mowiac pierwszy raz prowadzilem na tej trasie az do stolicy. Na przestrzeni tych 600 km, moze wyszloby z 10 km w sumie prostej drogi tzn. bez zakretow… Na wielu odcinkach droga jest bardzo, a czasem bardzo bardzo kreta. Ze wschodniego wybrzeza wspinamy sie na wyzyny do ponad 1500 metrow nad poziom morza.

Moze to nie sa wielkie gory, ale jednak zmiana o cale 1,5 km w gore. Teraz rozumiem dlaczego zawsze wszyscy chca prowadzic auto kiedy jedziemy w grupie.  Tylko ta czynnosc uchrania przed zawrotami glowy lub tymi innymi nieznosnymi przygodami, jakimi sa np. wymioty. Oszczedze szczegolow, ale sam kiedys padalem ofiara tych zdarzen. Tym razem bylo jednak spokojnie. Trzeba byc skupionym, bo jest sporo wirazy i ta droga zostala uszkodzona przez ostatni cyklon “Ivan”, ktory zagoscil cale 5 dni na wyspie, czego efekty mozna jeszcze dostrzec do dzis na przestrzeni calej wyspy.

Wody tak sie podniosly, ze przy jednej kaskadzie woda wyszla spoza naturalnej, skalistej bariery i tak np. odbijajac sie o druga skale nabierala szybkosci i wyrwala nam 100 m drogi. To jedyna droga do Mananjary i byla jakis czas zablokowana, poki ja nie doprowadzono do jako takiego stanu. Szok, co moze dokonac taki nieustanny deszczyk przez 5 dni. Na wielu odcinkach ziemia ze wzgorz sie obsunela i calkiem zablokowala droge. W jednym miejscu obsunal sie tak ogromny glaz, ze musieli go na miejscu rozbic na kawalki i zabrac, a w tym wielu Malgaszow jest specjalistami, bo dla niektorych to codzienna praca, by zarobic na “ryz”.

Droga jak droga, warto sie nia przejechac. Dla nas po pewnym czasie staje sie normalnym tlem, ale jest naprawde z ciekawymi pejzazami. Pozniej, jak juz wjechalismy na glowna droge Madagaskaru (ciagnaca z Polnocy na Poludnie), nie bylo juz zbytnich niespodzianek. Na niektorych odcinkach
ponownie pieeekne serpentyny, krajobrazy ryzowisk i specyficzny dla wyspy gorski krajobraz. Na obiad zatrzymalismy sie w miescie Antsirabe, slynacym z wyrobow figurek i wielu innych rzeczy. Dodatkowych emocji dostarczala mi swiadomosc, ze nie zdazylismy zmienic tylnych opon w aucie, za ktore w Polsce pewnie stracilibysmy prawo jazdy przynajmniej.

 Szczesliwie dotarlismy okolo 17-stej do pierwszych zabudowan Antananarivo. Po raz pierwszy mialem okazje zobaczyc w stolicy nasz nowy dom (raczej domek) w dzielnicy Ambatobe. Mieszkaja tam Florent i Zdzicho Grad i przygotowuja nowa parafie. W przyszlosci mamy budowac tam kosciol. Na razie jeszcze poprzednia wielka parafia nie zostala jeszcze dobrze podzielona i jeszcze nie moga oni odprawiac Mszy Sw. dla ludzi w niedziele. Czynia to jednak w tygodniu dla powoli wzrastajacej grupki chrzescijan, ktorzy z rana przychodza do naszej kaplicy wybudowanej obok domu.

Pamietam ten teren jeszcze przed wyjazdem z OTP. Bylem tu z o. Krzysztofem Pawlukiewiczem by zobaczyc to miejsce. Nie bylo jeszcze nic, a dzis jest maly, dosc dobrze urzadzony domek dla 2 wspolbraci i kilku ewentualnych gosci, kaplica, budynek gospodarczy i maly ogrodek. Tu przenocowalismy, by z rana, po Mszy Sw. wyruszyc w dalsza droga w kierunku mej nowej diecezji.

Pierwszy odcinek ok. 110 km jechalismy prosto na Wschod, droga do miasta portowego Tamatave. Droga rownie kreta, jak w kierunku Mananjary i pejzaze dosc podobne. W Miescie Moramanga, gdzie zjedlismy przedwczesny obiad skrecilismy juz calkiem na Polnoc, by po 158km dotrzec do Ambatondrazaka. Tu po 20 km urwal sie asfalt i poczelismy posuwac sie dosc piaszczysta, ale twarda droga. Z kazdym kilometrem pejzaz sie zmienial i droga sunela prosto po rowninnym terenie.

Po obu stronach co chwile pojawialy sie rzadkie lasy drzewa “kininowego” w troche smiesznej postaci. Wzdluz drogi sunely waskie tory. Do niedawna jeszcze czynne, ale od kilku lat nic juz nimi nie jezdzi. Podobno wznawiaja sie starania, by uaktywnic te droge transportu, gdyz Ambatondrazaka to spichlerz Madagaskaru jesli chodzi o ryz. Sam prezydent ma tutaj okolo 5 tys. hektarow ryzowisk. Powoli klimat stawal sie coraz bardziej suchy. Jechalismy dosc zadawalajacym tempem i przed nami poczely rozposcierac sie coraz bardziej rozlegle, plaskie przestrzenie z niewielkimi wzgorzami w oddali.

Im blizej celu, przecinalismy coraz bardziej rozlegle polacie ryzowisk. Co chwile jakis mostek, bo przeciez potrzeba sporo kanalow pelnych wody, co by zaopatrzyc w nia pociete kawalki pol, z podstawowym produktem wyspy. To co zaskakiwalo, w tym regionie uprawa ryzu zorganizowana jest naprawde z wiekszym rozmachem. Swiadczy o tym obecnosc, malych, smiesznych traktorkow z kierownica jak w motorze, ktore ciagna male przyczepki. Czasem mozna spotkac rozne typy wiekszych traktorow i tradycyjne bryczki, do ktorych zaprzegane jest bydlo. Wszelkie te rzeczy nieobecne w regionie Mananjary.

Dopiero na mapie dostrzeglem, ze powyzej Ambatondrazaka rozciaga sie wielkie jezioro, wokol ktorego ciagnie droga “national”. Nie na calej jest asfalt (ok 60%) ale, ze wglab kraju istnieje taka droga to mnie zdziwilo. To wszystko dzieki temu, ze to wokol calego jeziora rozciagaja sie te polacie ryzowisk polozone na rowninie. Jezioro jest naprawde spore i zeby je okrazyc droga, potrzeba zrobic 280 km, tak wiec sama ta cyfra mowi za siebie. To tutaj jest slynna tzw. “besisika”, ryba podobna do karpia, albo jego odmiana. Jest jeszcze inna odmianna tej ryby, zwanej karpiem krolewskim. No jeszcze nie jadlem. Jak juz sprobuja, to napewno wspomne.

I tak w koncu dojechalismy! Jakies 30 km przed miastem ponownie sie pojawil asfalt i po paru km wjechalismy na droge-petle, ktora otacza jezioro Alaotra. Po jego poludniowo-wschodniej stronie lezy sama stolica regionu. Nie widac jej z daleka, bo ponowie pojawiaja sie wzgorza i jadac pomiedzy nimi nagle wyskakuje panorama miasta. Miasto polozone na kilku mniejszych wzgorzach, ktore schodzac rozpoczynaja wielka rownine, ktora jest ogromna rownina ryzowisk. Na jednym ze wzgorz jest polozona rezydencja biskupa i katedra, ktora nie mogla by miec tu lepszego miejsca.

Przejechalismy wiec cale miasto, zjezdzajac z jednego wzgorka na dol do “centrum”, by ponownie wspiac sie na teren stolicy diecezji. No cala rezydencja, katedra i sporo budynkow, w ktorych znajduje sie rozne centra i biura diecezji dosyc bardzo dobrze zagospodarowana. To dosyc strome wzgorze i tak na jego szczycie jest maryjna grota, antena radia i antena jednej ze stacji telefonicznej.  

Dojechalismy okolo 14-ejt. Powital nas Père Claudio – wikariusz biskupi. Przydzielil nam pokoje i powiedzial, ze spotkanie z biskupem przewidziane na 16, tak wiec mamy czas na odsapniecie w postaci sjesty. Biskup, Antonio Scopellitti, Wloch, przyjal nas bardzo serdecznie. Nie zaglebial sie w szczegoly, a wyrazil radosc z tego, ze my, jako misjonarze werbisci rozpoczynamy prace w jego diecezji. Zostalismy z Louisem oficjalnie przedstawieni i wstepnie omowiono warunki kontraktu. Zaraz wyszlo, ze na razie Louis (przyszly proboszcz) wyjezdza na wakacje, a ja ... i tu biskup wyrazil nadzieje, ze choc ja zostaje. Nie bylem na to na 100% przygotowany, ale oczywiscie bralem to pod uwage.

Po powitalnej kawie pojechalismy na teren naszej parafii “Anosindrafilo”. Nie potrafilem z poczatku nawet powtorzyc tej nazwy, ktora jest nazwa tej dzielnicy, a kosciol (i tu kolejne zdziwienie) nosi nazwe Sw. Tammaro (musze pogrzebac w historii kosciola, bo nie znam tej postaci a jest to biskup, ktory dzialal w III wieku na terenach Afryki Polnocnej). Nasza niewielka swiatynia polozona jest na tym samym wzgorzu co katedra, tylko w tylnej, opadajacej juz czesci. Na pieszo mozna tam dojsc z rezydencji w okolo 10 min.

Jest to juz wylotowa czesc miasta, ktora otwiera plaski pejzaz rozpostartych ryzowisk. Jak okiem siegnac wystepuja tylko na tym terenie male gorki zabudowane domami i lub inne grobami. Przy naszym kosciele znajduja sie dom z kilkoma pomieszczeniami i obok osobno mala zakrystia. Z drugiej strony kosciola znajduja sie majestatyczne groby, a ponizej teren opada i to tam mamy budowac nasz nowy dom SVD. Wieczorem odbyla sie kolacja na ktora zjechalo sie prawie cale duchowienstwo tej diecezji (czyli ok 30 osob), by na drugi dzien uczestniczyc w comiesiecznym zebraniu. Byla to dobra okazja, by biskup przedstawil nas wszystkim. W kolejny dzien mielismy okazje uczestniczyc w tym zebraniu i tak po obiedzie moi wspolbracia opuszczali juz Ambatondrazake. Tak, powoli to do mnie dochodzilo, ze tu zostaje….

O. Kolodynski Krzysztof, SVD - Werbista z Madagaskaru,

IV  2008

 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
23 Września 2017
Sobota
Imieniny obchodzą:
Boguchwała,
Bogusław, Libert,
Minodora, Tekla
Do końca roku zostało 100 dni.