Aktualności arrow Moja książka-Motorowką z Jezusem arrow HISTORIA TRZECH KRZYżY              
Advertisement
sie 20 2007
HISTORIA TRZECH KRZYżY PDF Drukuj Email
Dodał: Zdzisław Grad   
20.08.2007.

 

Żyjąc pośród obcej mi na poczatku kultury malgaskiej, która w regionie mojej parafii Pangalany, była również niechrzescijanska, zrozumialem jak bardzo jesteśmy inni, my chrześcijanie, my wyznawcy Chrystusa. Prawie każdy malgasz w moim regionie, szczególnie kobiety i dzieci nosily zawieszony na szyi symboliczny, czarodziejski amulet podarowany przez tradycyjnego czarownika, zwanego w lokalnym jezyku “Mpisikidy”. Ten amulet wyrażał prosbe danej osoby o strzezenie go od nieznanych mocy, prosba o zdrowie o pomyslnosc.

Ja za każdym razem jak wyjeżdżałem w busz aby wizytowac nowe wioski, miałem na szyi średniej wielkości krzyz, widoczny dla wszystkich. Byl mi znakiem poslania, znakiem obecności Jezusa przy mnie, znakiem Zbawienia, które urzeczywistnialo się na moich oczach.
Człowiek potrzebuje symboli i znakow, które mu pomagaja wierzyc, przypominaja i ożywiają nadzieje w Boga żywego. W Polsce co kawalek można zobaczyc przydrożny krzyz czy kapliczke. Mój teren Pangalany był zupełnie pozbawiony takich znakow, brakowalo mi ich, brakowalo ich moim nowym, jeszcze słabym w wierze chrześcijanom. Przyszla mi na mysl idea, aby postawić wielki krzyż na skraju każdej wioski, aby było jasnym iż tu już sa chrześcijanie, dla świadectwa i dla umocnienie w wierze.

Mój pierwszy wybór padł na wioskę Anilawinany, wioskę położona z jednej strony nad jeziorem, z drugiej dotykała wod Oceanu, z trzeciej wody rzeki zlewaly się z morzem. Oj nielatwa to była wioska. Właściwie zaledwie tam założyłem wspólnotę chrześcijan, na palcach bym ich policzyl. Naszym miejscem modlitwy była chatka z pali o powierzchni 12 metrow kwadratowych. We wiosce nie dzialo się najlepiej, większość nie była mi przychylna. Raczej ze strachu niż z życzliwości pozwolili mi, abym mogl zakładać wspólnotę wierzacych. Tylko dzieki poparciu jednego z królów wioski mogłem w miarę spokojnie misjonowac właśnie tam. Wioska zepsuta moralnie, wiele pijaństwa, brudu, i oczywiście czarnej magii.

Dziwię się dzisiaj temu wszystkiemu, ze miałem tyle siły wewnętrznej i odwagi. Z kilkoma życzliwymi mi osobami ścięliśmy drzewo długości 16 metrow, za które zreszta musialem zapłacić. W opinii tubylców biały musi mieć pieniądze, wiec musi płacić. Za pomoca motorowki przez 20 kilometrow ciaglismy po wodzie pien drzewa.
Usmiejecie się Panstwo, ale to w dzien Bozego Narodzenia, po kilkugodzinnym trudzie zdołaliśmy postawic 16 metrowy krzyz. Bez zadnych specjalnych narzedzi, tylko dzieki sznurom i pomysłowości. Z czasem stalem się specjalista od stawiania krzyzy.

Dziwna rzecz się stala, bowiem aby postawic tak dlugi i ciezki krzyz, potrzeba było kilkudziesięciu mężczyzn. Ja moglem liczyc tylko na kilkunastu, przybyłych z okolicznych wiosek chrześcijan. W pewnym momencie kilkudziesięciu na wpol trzeźwych rybakow z tej wioski przyszlo mi z pomoca i poradzilo co trzeba uczynic, aby postawic pionowo krzyz. Był to dla mnie szczególny znak.

Wiedziałem, ze ci rybacy bardziej kierowani ambicja niż przychylnością pomagali, ale byłem wdzięczny. Po skończonym dziele wszyscy byli dumni, ze się udalo, i ze we wiosce cos się dzieje i stoi nowa rzecz. Męczyliśmy się od 9 do 14, w koncu nastąpiła Bozonarodzeniowa Msza pod nowo postawionym Krzyżem, z jednej strony z otwartym widokiem na Ocean, z drugiej na Jezioro Rangazawaka, po którym co dziennie przepływało setki lodek okolicznych rybakow. A Krzyz stal, na wzgorku i swiecil odbijając światło słońca i przyciągając uwage przeplywajacych.

Niespełna rok pozniej, 14 wrzesnia 1994 roku, w święto Podwyższenia Krzyza, we wiosce Tananbao, po przeciwnej stronie jeziora, zorganizowałem podobne święto, i postawiliśmy kolejny wielki krzyz. Tym razem było o wiele łatwiej, i o wiele uroczyściej, bowiem liczba chrześcijan się znacznie powiększyła w okolicy, oraz przychylność ludzi do mnie wzrosla ogromnie.

Wreszcie przyszedł moment na trzeci krzyz, wokół tego samego jeziora Rangazawaka, we wiosce Tanandawa. Teraz trzy krzyze otaczaly Jezioro, które dla okolicznych mieszkańców było miejscem zabobonnym i napawalo strachem. Kiedy się przejeżdżało przezeń, nie wolno było rozmawiac. Podobno jakies wodne mary czy widziadla ukazywaly się noca. Chciałem obalic ten zabobon i ten strach, moca nowej wiary, moca znaku Krzyza. Trzeci krzyz zostal postawiony po przeciwnej stronie Jeziora, twarza do Oceanu. Aby stal sie znakiem trwałym, zostal zbudowany z betonu i zelaza, 10 metrow, pomalowany na bialo, z wielkim kryształem w srodku, aby odbijal promienie słoneczne.

To wlasnie ta wioska Tanandava stala się dla mnie największym oparciem i tutaj miałem najwięcej chrześcijan. Ludzie byli chetni do pomocy i ofiarni, co wiecej, we wspolnocie były nie tylko kobiety i dzieci, ale mężczyźni…co nadawalo sily przebicia, rodzącemu się Kościołowi. W tej wlasnie wiosce, w dniu poswiecenia nowego ,żelbetonowego Krzyza, Duch Święty dal nam wielki znak. W wielki piątek, 13 marca 1995 roku, Biskup Tabao przybyl lodka, aby dokonac poswiecenia Krzyza. Kilka godzin wczesniej odprawiliśmy pierwsza droge krzyzowa, długości 5 kilometrow. Od wioski Tanambao do Tanandava.

Ostatnia stacje przebyliśmy na kolanach, 200 metrow, w południe, w piekącym słonecznym upale, po rozgrzanym do 80 stopni morskim piasku. Uczyłem wlasnym przykładem, iż krzyz to również pokuta, ofiara, ale ostatecznie znak zwycięstwa. Do dzis zachowuje jedno symboliczne zdjecie, gdzie ja na kolonach krocze, a obok mnie pewna kobieta, z wyrazem twarzy raczej nie budzącym zaufania. Jak się okazalo wieczorem była jedna z 13 Kobiet,ktore poprosily nieoczekiwanie o modlitwe uwolnienia czy uzdrowienia. Świadkami tego byliśmy wieczorem…

Tego dnia nie czułem się w formie. Cala noc przeleżałem zlany gorączka malarii, przewracając się z boku na bok w duchu prosiłem Jezusa, aby mi dal siły, abym wytrzymał, aby święto poświęcenia Krzyża udało się. Rano miałem na tyle sily, aby jednak uczestniczyć w święcie. Biskup był bardzo zadowolony, bowiem widział, ze cos się zaczyna dziać, a i liczba nowych chrześcijan widocznie przybyła. Po południu Biskup odjechał, a ja wystarczająco zmęczony i jeszcze osłabiony, chciałem odpocząć.

Kiedy leżałem, po kilkunastu minutach zrobił się jakiś ruch wokół mojej chatki. Zobaczyłem około 15 kobiet, wszystkie razem weszły do środka i zwyczajem malgaski usiadły w kucki i zaczęliśmy rozmawiać. Okazalo się, ze słyszały o fakcie mojej modlitwy w Ambatosada, gdzie modliłem się na jedna młodą dziewczyną. O tym wydarzeniu opowiadałem w poprzedniej audycji.

Cala trzynastka Kobiet należała do Grupy praktykujących seanse przywoływania duchow, ryt zwany u nas Tromba. Wszystkie prosiły o modlitwę uwolnienia, a ja byłem tylko sam, który miał odwagę podjąć się tego. Co więcej jeszcze w owym czasie nie miałem nikogo ze świeckich, kto miałby choć trochę doświadczenia i mógł mi pomoc. Nie miałem wyjścia i nie chciałem odprawić z niczym te biedne Kobiety, które poruszone laską ocalej uroczystości poświecenia Krzyża, pragnęły zostawić czarodziejskie praktyki, aby odtąd należeć do Chrystusa.

Prowizorycznie przygotowałem moją chatkę jako miejsce modlitwy, ułożyłem krzyż misyjny, obraz Matki Bożej, wodę święcona, obrazki świętych. Nie chciałem ryzykować, aby wszystkie naraz zostały poddane omodleniu, czułem ze jeszcze nie byłem do tego przygotowany. Kilka lat później czasem musiałem modlić się nad grupa w jednym czasie, ale wówczas już wiedziałem wiecej…

Tymczasem dzisiaj, kobiety wchodzily jedna po drugiej…Modlitwą towarzyszyło mi kilku chrześcijan…Działy się rzeczy niezwykle…Od 15,00 do 23,00 bez przerwy modliliśmy się o uzdrowienie. Towarzyszyła mi szczegolna laska, czulem ze to był owoc naszej modlitwy z okazji poświęcenia Krzyża, i to właśnie w tym dniu był Wielki Piątek. W owym dniu wszyscy ,którzy brali udzial w modlitwie pościli caly dzien o wodzie. W czasie modlitwy widzieliśmy jak wielka moc oddziaływania maja święte znaki wiary chrześcijańskiej, typu krzyz, obrazek, rozaniec…

Glos naszej modlitwy czy spiewu mieszal się z wrzaskami, placzem, czy bluźnierstwami jakie wychodzily z ust omadlanych niewiast…Byliśmy wytrwali w modlitwie, do skutku. Zreszta Duch Święty w tym dniu wyjatkowo dobrze się udzielal. ..Wystarczylo błogosławieństwo nad omadlana, czy wreczenie krzyza misyjnego do reki czy obrazka Matki Bozej i już zaczely się reakcje…Jednym słowem mogę powtórzyć za psalmista:
”Wielka tam Panie laska Twoja byla i niepodobnym ku wierzeniu sila…”

Modlitwa nie była latwa, ale jej owoc wielki. Z czasem,uzdrowione z czarow Niewiasty, staly się filarem rozwijającej się wspólnoty wierzacych w Tanandava. Czyz nie pieknie potrafi działać Bog w zyciu człowieka? Postawione na pozycji straconej, dzieki lasce Bozej, staly się w przyszłości członkiniami Grup Odnowy Charyzmatycznej i dzielnie mnie wspomagaly. Musze przyznac, ze często pozniej wysługiwałem się nimi w omadlaniu setki innych, będąc przekonany, iż wielka ma moc midlitwa „nawróconej i zakochanej w Jezusie Magdaleny…”.

 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
22 Września 2017
Piątek
Imieniny obchodzą:
Joachim, Joachima,
Maurycy, Prosimir,
Tomasz
Do końca roku zostało 101 dni.