Aktualności arrow Moja książka-Motorowką z Jezusem arrow Podbój Pangalany              
Advertisement
sie 20 2007
PDF Drukuj Email
Dodał: Zdzisław Grad   
20.08.2007.

 


Zdany byłem na mój zapal, który rozpierał moje serce i na intuicje. Jedno wiedziałem na pewno, iż „miłość jest tym językiem, który rozumieją wszyscy”. Ufny w pomoc Ducha Świętego rozpocząłem zycie wędrownego misjonarza, które polegało na regularnym odwiedzaniu wiosek.

Modliłem się wiele do Ducha Świętego i prosiłem go słowami, jakie zapisałem na obrazku prymicyjnym - „Duchu Święty, udzielaj obficie swych darów tym, których postawiłeś na mej drodze, otwórz serca tych, do których mnie posyłasz…”. Odwiedzając stare wioski wypytywałem ludzi o nowe, ciekawiło mnie jak by zareagowali, gdybym sie do nich udał w odwiedziny. Postanowiłem zastosować stara, wypróbowaną metodę misyjna- od nawiązania kontaktu z królami wiosek.

Zatem zacząłem rozsyłać listy grzecznościowe do okolicznych królów. Przedstawiałem w nich, kim jestem, co chciałbym uczynić, wyjaśniałem ze nie jestem kolonialista i ze nic nie potrzebuje od nich, jak tylko gościnności jeśli bym przybył. W sumie na 70 listow jakie napisałem z prośbą o pozwolenie przybycia do wiosek, tylko 2 czy 3 pozostały bez odpowiedzi.

Malgasze mimo, iż nie sa wierzącymi, to potrafią ująć za serce, sposobem w jaki przyjmują gościa. Moje wizyty w nowych wioskach można by porównać do marszu triumfalnego. Wszyscy prawie wychodzili na spotkanie gościa i ze śpiewami, z tańcami wprowadzali mnie do domu plemiennego, gdzie zasiadywałem na honorowym miejscu, obok króla, po wschodniej ścianie domu.

Oczywiście, iż te gorące przyjęcia nie oznaczały automatycznie, ze wszyscy przyjmą chrześcijaństwo. Czasami królowie liczyli na jakąś pomoc materialna, na zbudowanie szkoły, szpitala, czy inne. Nie mówiłem otwarcie nie, ale wpierw tłumaczyłem, iż kiedy będziemy mocna wspólnotą wierzących, to z pewnością razem wiele uczynimy dla dobra wioski.

Udając się w busz po raz kolejny zabierałem ze sobą walizkę pełną leków, i świadczyłem pomoc medyczna w przeróżnych sytuacjach. Zabawnym było zobaczyć reakcje prostych ludzi, kiedy dowiedzieli się ze mam leki i ze lecze, to zwykle nagle cala wioska okazywała się chora i wszyscy ustawiali sie w kolejce po swoja dawkę. O tych przeróżnych sytuacjach można by napisać książkę. Świadom jestem, iż moja prosta interwencja pomogłem wielu, niektórym uratowałem zycie, a już na pewno zdobyłem sobie zaufanie prostych ludzi i wieść o mnie rozchodziła się po okolicy, burząc uprzedzenia i strach przed białym „vazaha”.

Jednak mnie zależało na czymś więcej, nie tylko na zdrowiu ciala tych ludzi, zresztą żyjących w okropnej biedzie. Pragnąłem ukazac im i przekonać, iż wiara nie jest jakąś „propaganda” która przywiózł biały człowiek, ale ze jest największym dobrem człowieka, ze wiara się sprawdza w zyciu, ze w wierze znajduje się realna moc Ducha Świętego. Ludzie potrzebowali znakow widzialnych, konkretnych, bowiem byli bardzo konkretni w swoim myśleniu.

Nie ukrywam, iż ja również liczyłem na znaki z nieba, które potwierdziłyby moje głoszenie Ewangelii.
Poki co miałem ogromny zapal i pragnienie, aby pozyskiwac i odwiedzac coraz to nowe wioski. Z mapa w reka odszukiwałem nowe wioski, slalem listy i w droge. Kiedy patrzę na to dzisiaj, to jestem przekonany na sto procent, ze to Duch Święty mnie przynaglał. To Duch Święty wlał w moje serce ten zapal, te sile i odporność na klimat, prymitywne warunki oraz łatwość w dostosowaniu się do nowej sytuacji.

Nie miałem jakiegoś domku w buszu. Spałem tam, gdzie mnie położyli, jadlem to co podali. Czasem złapała mnie malaria, zatem szofer musiał mnie zwozić do miasta, gdzie mieszkałem tymczasowo u Biskupa. I tak odpocząwszy dwa czy trzy tygodnie na nowo wyruszałem, można by powiedzieć na podbój duchowy Pangalany.

Zwykle byłem w buszu do trzech tygodni, z wioski do wioski -animując, głosząc Słowo Boże, ucząc pieśni malgaskich, lecząc i omadlajac, pracując fizycznie z ludźmi, organizując wspólnoty wiary i pracy, zachęcając do nowych metod uprawy roli, broniąc ludzi przed wyzyskiem bogatych ..itd.

Czułem to, ze laska Ducha Świętego była ze mną. Co więcej, zrozumiałem, ze trafiłem w czas laski jaki Bóg przewidział dla tego regionu. Jeszcze nie tak dawno region ten był prawie w pełni pogański, obecnie mogę powiedzieć, iż serca setek ludzi otwierały się na łaskę Ducha Świętego.

Zdzisław, svd

 

 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
18 Listopada 2017
Sobota
Imieniny obchodzą:
Aniela, Cieszymysł,
Filipina, Galezy,
Klaudyna, Odo, Otto,
Roman, Tomasz
Do końca roku zostało 44 dni.