Aktualności arrow Świadectwa z misji arrow Misjonarz na Tajwanie              
Advertisement
sie 13 2007
Misjonarz na Tajwanie PDF Drukuj Email
Dodał: Zdzisław Grad   
13.08.2007.

 

W piątki i soboty pracuję w jednym z domów opieki społecznej, prowadzonym przez siostry zakonne, gdzie podjąłem się opieki nad najstarszymi i niedołężnymi mieszkańcami tegoż domu. Do mojej pracy należy: karmienie, mycie, prowadzenie wózka inwalidzkiego i tym podobne. Z moimi pacjentami w większości nie mogę rozmawiać, bo albo mówią tylko w języku tajwańskim, albo nie mówią nic. Czasami tylko rozumieją co do nich mówię.

Drugi rodzaj pracy wymaga ode mnie więcej zaangażowania językowego i samozaparcia, ale daje mi też więcej satysfakcji. Jest to praca z ludźmi zarażonymi wirusem HIV lub chorymi na AIDS.
Po ukończeniu specjalnego kursu, przygotowującego mnie do tego rodzaju pracy odwiedzam ich w dwóch więzieniach w pobliżu Taipei razem z 70 - letnią siostrą misjonarką SSpS z Niemiec. Z reguły nie pytamy ich dlaczego odsiadują więzienie, albo jak zarazili się wirusem HIV. Odwiedzamy ich dlatego, że są tam całkowicie odizolowani, nie tylko od społeczeństwa, ale także od innych współwięźniów. Są oni znieważeni i zepchnięci na margines.

Ludzie ci są naprawdę nieszczęśliwi, nie tylko z powodu ich śmiertelnej choroby, ale także w wielu przypadkach z powodu zupełnego opuszczenia przez przyjaciół, znajomych,
a nawet własne rodziny. Sytuację ich można porównać z sytuacją ludzi chorych na trąd
w czasach Chrystusa.
W czasie naszej pracy, z jednej strony staramy się przywrócić im nadzieję, pomóc odnaleźć ich zdeptaną ludzką godność i pomóc zaakceptować ich sytuację życiową i chorobę. Z drugiej strony zajmujemy się edukacją na temat życia seksualnego oraz HIV/AIDS. Jak się z tym obchodzić, jak dalej żyć, jak chronić siebie i innych?

Praca ta jest dość trudna, ale wydaje mi się owocna. Ludzie ci są otwarci, wdzięczni i przyjaźni, pełni zrozumienia i gotowi do wzajemnej pomocy, czego właściwie w rozumieniu wielu ludzi trudno byłoby się spodziewać od więźniów. Najważniejszym dla nich i za to są wdzięczni najbardziej, jest fakt, że są ludzie, którzy w ich samotności i opuszczeniu troszczą się o nich, rozumieją ich i współczują im.

Niektórzy z nich wcześniej, czy później opuszczają więzienie. Mają wówczas miejsce, gdzie mogą się udać. Jest to tzw. „Centrum Przyjaźni” - miejsce w Taipei, gdzie wszyscy ludzie dotknięci HiV/AIDS mogą się spotkać, otrzymać pomoc i czuć się zaakceptowanymi. Jest to katolicka organizacja (jedyna katolicka i jedna
z niewielu na Tajwanie), która opiekuje się tymi ludźmi. Pracuję tam jako wolontariusz i jestem zadowolony z tego rodzaju pracy, a raczej służby, służby ludziom, którzy przez własną lekkomyślność lub niewiedzę, a także ludzką nieżyczliwość i głupotę, zostali zepchnięci na najdalszy margines społeczeństwa i w ich nieszczęściu odrzuceni, pozbawieni miejsca pracy i zapomniani nieraz nawet przez własne rodziny i przyjaciół.

Praca ta daje mi wiele satysfakcji. Przez następne półtora roku mojego pobytu na Tajwanie będę oprócz dalszej nauki języka wykonywał właśnie to.
Przy okazji chcę zaznaczyć, dla uspokojenia, że ta praca nie jest, jakby
się mogło wydawać niebezpieczna.
W odróżnieniu od trądu, nie jest to choroba zakaźna, która może być przekazywana
w normalnych kontaktach socjalnych. Naukowo nie został stwierdzony żaden przypadek zakażenia wirusem HIV przez dotyk, pot, ślinę, oddech, używanie tych samych sztućców, czy innych przedmiotów, nawet przez ukąszenie komara. Wirus ten przekazywany jest wyłącznie przy kontaktach seksualnych i transfuzję krwi.

Br. Grzegorz Filipczyk,SVD

 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
18 Listopada 2017
Sobota
Imieniny obchodzą:
Aniela, Cieszymysł,
Filipina, Galezy,
Klaudyna, Odo, Otto,
Roman, Tomasz
Do końca roku zostało 44 dni.