Aktualności arrow Refleksje Misyjne arrow Misja dopiero się zaczyna              
Advertisement
sie 12 2007
Misja dopiero się zaczyna PDF Drukuj Email
Dodał: Zdzisław Grad   
12.08.2007.

 


Powiedziałeś, że przeważnie głosimy Chrystusa ludziom religijnym. Czy w związku z tym nie ma w misjach niebezpieczeństwa prozelityzmu, wyrywania wyznawców innym religiom?

Oskarżenia o prozelityzm wynikają z negatywnego pojęcia dialogu międzyreligijnego. Z jednej strony zarzuca mu się, że jest on ukrytym prozelityzmem, z drugiej, że wyklucza głoszenie Ewangelii. Tymczasem dialog międzyreligijny jest drogą wzajemnego poznawania siebie, odkrywania tego, co mamy u siebie dobrego. .<> To jest krok w kierunku poszukiwania prawdy, czy to na płaszczyźnie praktycznej, przez współdziałanie, czy to przez dzielenie się swoimi doświadczeniami modlitwy, życia wewnętrznego, życia monastycznego, czy wreszcie przez rozmowę o doktrynie.

Moim obowiązkiem jest dzielić się Chrystusem, w którego wierzę, którego odkrywam. Misja to nie jest narzucanie. Prozelityzm kojarzy się z czymś nachalnym, nieliczącym się z człowiekiem, nastawionym tylko na pozyskanie nowego wyznawcy. W misji niezbędne jest poszanowanie wolności człowieka. Tak jak Bóg szanuje moją wolność, tak i ja, idąc Jego wzorem, zobowiązany jestem do poszanowania wolności drugiego człowieka.

Czasem moja ewangelizacja może być tylko niemym świadectwem życia, jak choćby życie Karola de Foucauld. Jeśli już głoszę, to czy przedstawianie swojej wiary, mówienie o Bogu jest pogwałceniem czyjejś wolności? Misjonarz nie może ukrywać prawdy, nie może manipulować człowiekiem. Nie chcę przez to powiedzieć, że w praktyce nie ma przypadków prozelityzmu czy elementów presji, bo wszystko zależy od konkretnego człowieka, który jest niedoskonały i grzeszny, czasem niedokształcony i niedoinformowany.

Czy jednak, myśląc o dialogu z innymi religiami, nie zakładamy asymetrii? Mam wrażenie, że głosimy im Chrystusa, proponujemy drogę swojej wiary, a jednocześnie wiemy, że ich wiara nie jest propozycją dla chrześcijan.

Dialog niekoniecznie musimy rozumieć jako dialog oficjalny, bo na pierwszym miejscu jest dialog życia. Chrześcijanie i wyznawcy innych religii spotykają się przy różnych okazjach. W dialogu życia i w dialogu oficjalnym szuka się wzajemnych wartości. Zwróćmy uwagę na przykład na Synod Biskupów Afryki, na treść adhortacji posynodalnej, treść dokumentów wcześniej przedstawionych. Znajdziemy tam wymienione wartości tradycyjnych religii afrykańskich, wskazania, co te religie mogą dać chrześcijaństwu. To jest prawdziwa wymiana dóbr duchowych, wymiana doświadczeń religijnych czy nawet modlitwy.

Nasza propozycja nie jest jednostronna. Też możemy się wiele nauczyć od adeptów tradycyjnych religii afrykańskich chociażby wspólnotowego przeżywania doświadczenia Boga, spontaniczności modlitwy, związku z przodkami, czyli naszymi bliskimi zmarłymi, wiązania wszystkich czynności życia z wymiarem religijnym itp. Tu dotykamy problemu inkulturacji, która polega na zbliżeniu Ewangelii do serca kultury. Wydaje mi się, że sercem każdej kultury jest religia. Nie może być zatem ewangelizacji bez dialogu międzyreligijnego.

Nie obawiałbyś się, że tego typu dialog religijny, inkulturacja prowadzi do synkretyzmu, że wszystko z wszystkim zostanie wymieszane i nic nie zachowa swojej tożsamości?

Przeciwnie. Brak właściwie pojmowanej i solidnie przeprowadzanej inkulturacji prowadzi do synkretyzmu. W Afryce istnieje około dziesięć tysięcy Kościołów afrochrześcijańskich, z których tylko jeden jest przyjęty do Światowej Rady Kościołów, a wszystkie inne nie zasługują na miano chrześcijańskich. Ewangelia nie została zrozumiana w tej kulturze, pozostała obca, a próbę jej adaptacji przeprowadzono w sposób powierzchowny, niewłaściwy, czasem z zabarwieniem politycznym, czasem z narodowym czy narodowowyzwoleńczym. Ciekawostką jest to, że członkowie tych Kościołów sięgają chętniej do Starego niż do Nowego Testamentu. Chyba dlatego, że można znaleźć w nim o wiele więcej realiów afrykańskich, jak choćby patriarchalne struktury rodów, poligamia, wróżby, przywiązanie do pasterstwa i rolnictwa itp. Biblia potraktowana została wybiórczo w imię afrykanizacji.

Czy potrafiłbyś nakreślić sylwetkę misjonarza, jaka powinna być jego duchowość, osobowość?

Istnieją różne modele misjonarza, jest model geografa, podróżnika, rolnika, ogrodnika, tego, który niesie postęp cywilizacyjny, który jest lekarzem, mężem modlitwy itd. To są stereotypy, które mniej lub bardziej odpowiadają rzeczywistości, a jednocześnie wskazują na ogromną różnorodność pracy misyjnej.

Misjonarza musi cechować wielka otwartość na prowadzenie przez Ducha Świętego, który jest głównym sprawcą misji. Skoro zasadniczym rdzeniem misji jest Jezus Chrystus, Jego głoszenie, to cała duchowość misyjna musi posiadać rys chrystocentryczny. Misje nastawione są na zakładanie Kościoła, duchowość misyjna musi więc akcentować aspekt eklezjalny. Wskazałbym jeszcze na inny element, który można wyczytać z Redemptoris missio, a który jest powiązany z inkulturacją.

Misjonarz musi być człowiekiem przynajmniej dwukulturowym, czyli być zakorzeniony w duchowej tradycji Kościoła, z którego wychodzi, w swojej kulturze, jak również przeżywać wszystkie rzeczywistości na wzór tradycji miejscowej. Inkulturacja jest drogą do świętości zarówno dla misjonarza, jak i dla tych, którym głosi on Ewangelię. Sensem wszystkiego jest oczywiście Miłość.

Znasz wielu misjonarzy, sam jesteś misjonarzem. Co jest najbardziej zniechęcające dla kogoś, kto głosi Chrystusa z dala od swoich stron rodzinnych?


Najtrudniejszy jest szok kulturowy, zresztą przeżywają go nie tylko misjonarze, ale i inni ludzie przebywający w zupełnie innym kręgu kulturowym. Pierwsze lata to najczęściej czas fascynacji, odkrywania, poznawania obcej kultury. Jest to okres ogromnego entuzjazmu. Dopiero później przychodzi szok. To, co się wydawało poznane czy odkryte, okazuje się zaledwie początkiem drogi, która nie wiadomo, gdzie się kończy. Odkrywa się zupełnie nowe perspektywy.

Misjonarz uświadamia sobie, że nie zna ludzi, wśród których żyje. Inaczej niż on pojmują przestrzeń, czas, przyjaźń. W Europie śmiejemy się z zachowań człowieka z buszu, mówimy, że jest dziki. Europejczycy w innych kulturach zachowują się tak samo, jakby byli ludźmi dzikimi, nie znali podstawowych zasad ogłady. Do tego dochodzi samotność, poczucie obcości i niezrozumienia.

Niekiedy misjonarz próbuje przezwyciężyć szok kulturowy i chce stać się za wszelką cenę tubylcem. To jest niemożliwe. Przysłowie afrykańskie mówi: „Kłoda drzewa, choćby sto lat leżała w wodzie, nigdy nie stanie się krokodylem”. Innym rozwiązaniem jest postawa pogardzania miejscową kulturą, podkreślania wartości europejskich jako tych właściwych, najlepszych. To prowadzi do postawy paternalizmu, pogardy wobec wszystkiego, co miejscowe.

Tymczasem właściwe jest budowanie człowieka dwukulturowego, który pamięta skąd jest i gdzie przyszedł. Dojrzewanie do takiej postawy wymaga lat. Dobrze oddają to słowa misjonarza, który twierdził, że na początku, gdy zaczął pracować na misjach, mógłby napisać o tym wiele książek, po kilku latach napisałby kilka dobrych artykułów, a pod koniec życia zaczyna rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. To pokazuje drogę ewolucji.

Istnieje też zjawisko wtórnego szoku kulturowego. Bardzo wielu misjonarzy powracających do swojej ojczyzny nie może się odnaleźć, bo już nie są w swojej kulturze.

rozmowa z ks. Jarosławem Różańskim. OMI
Za http://www.mateusz.pl/wdrodze/

 

 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
22 Listopada 2017
Środa
Imieniny obchodzą:
Cecylia, Marek,
Maur, Wszemiła
Do końca roku zostało 40 dni.