Aktualności arrow Refleksje Misyjne arrow Partnerzy działalności misyjnej              
Advertisement
sie 12 2007
Partnerzy działalności misyjnej PDF Drukuj Email
Dodał: Zdzisław Grad   
12.08.2007.

 


Dzieło uniwersalizacji przebiega powoli, krok za krokiem, lub jest zakrojone na długą metę i odbywa się w określonym miejscu oraz czasie. Trzeba w nim rozróżnić sprawców działań (odkrywcy, eksploratorzy, żeglarze, podróżnicy, kolporterzy, kupcy, awanturnicy, zdobywcy, koloniści-osadnicy, administratorzy, ambasadorzy itd. oraz misjonarze) i ich odbiorców (zorganizowane populacje, mające własną zwierzchność, ale także jednostki bardziej niż pozostali ludzie ruchliwe, przedsiębiorcze, skłonne do podejmowania prób, do kolportowania pogłosek, do rozmyślania o nowych horyzontach, itd.).

Pierwsi, choć mogą się wydawać odizolowanymi jednostkami, są w rzeczywistości niesieni przez instytucje lub logikę wydarzeń: przez sąsiednie lub odległe państwa (łącznie z tymi wszystkimi, którzy tam wytyczają i realizują politykę ekspansji); przez ludność tych państw, z jej mentalnością, oczekiwaniami, potrzebami, rozwarstwieniem; przez wykorzystywane środki cywilizacyjne (porty, floty, żeglarze, produkty żywnościowe, broń, towary), które reprezentują całą gamę umiejętności, interesów oraz niezliczone rzesze pra­cowników, z ich różnorodnymi przekonaniami i problemami1. Również odbiorcy żyją własną historią i własnymi problemami, takimi jak: wypieranie przez innych, ekspansja, kryzys demograficzny, niepewność jutra, klęski żywiołowe, marzenia i oczekiwania, poczucie zadowolenia lub niezadowolenia itd.

Zauważmy ponadto, że gdy sprawcy i odbiorcy spotykają się w jakimś punkcie i w określonym miejscu, to nie są tam bynajmniej sami. Narody i społeczeństwa mają sąsiadów, którzy interweniują w pewien sposób w dokonywane przez nich wybory i decyzje. Kiedy Portugalia usadowiła się w Makau, u wybrzeży chińskich, niedaleko - na Filipinach - byli już Hiszpanie.

Gdy król Tonkinu postanowił przepędzić przybyszów portugalskich, wiedział, że cesarz Japonii robi to samo, a Chiny odnoszą się cło przybyszów z wielką rezerwą. Huroni, którzy przyjęli Francuzów i zdobyli monopol na handel z nimi, byli oczywiście bardzo uczuleni na wszelkie próby wymknięcia się spod ich władzy innych plemion indiańskich. Rywalizacja między ekspansjami angielskimi, holenderskimi i francuskimi była pochodną ekspansji iberyjskich. Jeśli chodzi o Skandynawów z wieków VII-X, to byli oni niewątpliwie dobrze poinformowani o tym, co się działo w tym czasie w Galii, Italii i Germanii.

Sposób nawracania pogańskich Sasów przez Karola Wielkiego sprawił, że ciarki chodziły im po plecach na samo wspomnienie. Działalność misjonarza trzeba widzieć w takim właśnie złożonym splocie sytuacji. Jego samego też nie można sprowadzać do jednego modelu. Przecież mógł być on członkiem jakiegoś zakonu czy opactwa lub wysłannikiem bisku­pa albo arcybiskupa, i tym samym współzawodniczyć z innymi zakonami, opactwami lub ośrodkami władzy kościelnej. Duchowieństwo świeckie nie zawsze żyło w dobrej harmonii z duchowieństwem zakonnym, a misjonarz mógł należeć do jednej bądź drugiej kategorii.

Mógł on także odcinać się od kapelanów, którzy z urzędu towarzyszyli wyprawom morskim i byli za to opłacani. Gdy Franciszek Ksawery przybył do Indii, jezuici stanowili wówczas niewielką instytucję, która musiała dawać dowody skromności i znacznej giętkości, aby móc założyć w tym kraju nową placówkę i nie wzbudzić podejrzliwości obecnych już tam innych duchownych3. Cały ten świat duchowny był rządzony przez własne hierarchie, zależne od swoich przełożonych zakonnych, od episkopatów krajowych, od opieki królów i wreszcie od Stolicy Apostolskiej.

Ta ostatnia miała, oczywiście, swoje własne strategie i rozdzielała dekrety kanoniczne, które uprawomocniały, ograniczały, dzieliły obszary wpływów. Kiedy do współzawodnictwa przystąpili protestanci, zwłaszcza od końca XVIII wieku, zaczęli z miejsca walczyć o wpływy z katolikami. Byli to chrześcijanie pełni zapału, zachęceni do działania przez Kościół metodystyczny, zaalarmowani relacjami kapitana Cooka z jego podróży po Pacyfiku. Ich działalności misyjnej sprzyjały również rosnące wpływy Anglii w Indiach, na Cejlonie i na Dalekim Wschodzie oraz nasilenie aktywności handlowej i wojskowej w tych regionach. Później stali się oni zwolennikami abolicjonizmu, walczącego z niewolnictwem.

Ci misjonarze mieli również oparcie specjalistyczne we własnych towarzystwach, które zapewniały rekrutację personelu misyjnego oraz finansowanie i pomoc duchową. Towarzystwa te miały swe korzenie w ruchach pobożnościowych, bardzo się wtedy szerzących, podczas gdy Kościoły oficjalne ześlizgiwały się często w problemy establishmentu.
Podsumowując: na widowni misyjnej występują cztery kategorie "akto­rów": sprawcy religijni (misjonarze i ich rywale); populacje, czyli odbiorcy albo ludzie jakoś uwikłani w dzieło misyjne; władze polityczne sprawców i odbiorców; układy geopolityczne wchodzące w grę w trzech pierwszych kategoriach.

Konieczność negocjacji

Będzie tu mowa o religii, ściśle biorąc - o nowej religii, którą misje starają się wprowadzić. Każda praktyka religijna wymaga określonej przestrzeni wolności, to znaczy czasu i miejsca, które nie są jeszcze zajęte i mogą być zużyte przez dane osoby na praktyki religijne. Gdy Indianie podejmowali wędrówki zimowe w celu polowania, a następnie oddawali się zbieraniu cukru klonowego i wszelkiemu innemu zbieractwu, nie mieli wtedy czasu, by słuchać misjonarza.

I choćby podążał za nimi w ich wędrówkach, to przecież poza placówkami handlowymi nie było tam miejsc, gdzie mógłby on znaleźć Indian zgromadzonych w dość dużej liczbie. Kiedy misje organizują nauki katechumenalne i gromadzą ludzi raz lub dwa razy w tygodniu na pół dnia, należy zakładać, że mają oni wtedy wolny czas, wolny od pracy, od uroczystości, od pilnych kontaktów społecznych. Trudno było ewangelizować niewol­ników, ponieważ ich panowie nie dawali im wolnego czasu. Łatwo zaś prześladować chrześcijaństwo, niszcząc jego miejsca kultu, zabraniając wszelkiego gromadzenia się.

Pierwsze kroki podejmowane przez misjonarza przybywającego do nowego kraju, to po prostu starania o zgodę na jego obecność wśród tych ludzi (niektórzy misjonarze zostali od razu wymordowani), o uzyskanie jakiegoś dogodnego miejsca, gdzie mógłby osiąść, o zapewnienie sobie żywności i niezbędnych przedmiotów, o rozmówców, aby nauczyć się języka, itd. Oznacza to, że stosunki wcale nie układają się same. Konieczne są negocjacje.

W grę wchodzą sytuacje konfliktowe, stosunek sił, ale także określone układy personalne. Czyż cudzoziemiec nie uosabia tego. co nieznane i potencjalnie niebezpieczne, lub może użyteczne dla społeczeństwa, które jest mniej lub bardziej zamknięte? Albo jeżeli jakieś społeczeństwo potrafi współdziałać z pewnym typem cudzoziemców, względnie mu bliskim (na przykład jedne plemiona indiańskie lub królestwa japońskie z innymi), to wcale z tego nie wynika, że ów model aprobaty okaże się wystarczający i skuteczny wobec cudzoziemców wzbudzających większy niepokój swymi nieoczekiwanymi umiejętnościami bądź całkowitą nieznajomością miejscowych obyczajów.

Gdy w grę wchodzą negocjacje, nieodzowne okazują się wzajemne przystosowania i ustępstwa. Jak daleko może się posunąć misjonarz, nosiciel uregulowanej ścisłymi przepisami ortodoksji, aby być zrozumianym i zaakceptowanym, doprowadzić do nawrócenia i wytrwania w wierze, zakorzenić i rozwinąć instytucje kościelne? Czy oferta misjonarza spotka się z życzeniami, potrzebami, dążeniami i oczekiwaniami ludzi? Bardzo trudno jest przecież znaleźć rozwiązania satysfakcjonujące równocześnie cztery wymienione kategorie "aktorów", ich bardzo zróżnicowane interesy oraz tkwiące w nich możliwości.
W każdym razie misjonarz bardzo szybko musi rozróżnić tych spośród swoich partnerów, którzy są lub będą wrogo do niego usposobieni.

Przeciwnicy

Zaliczymy do nich przede wszystkim ludzi mających jakąś władzę w obrębie religii, przeciwko której zwrócona jest działalność misjonarza. W społeczności autonomicznej wioski przeciwnikiem może być "starszyzna", bo właśnie starsi pełnią funkcje mistrzów obrzędów inicjacji, zasiewów, pierwszych zbiorów, pogrzebów, zajmują się wydawaniem kobiet za mąż i kierują działaniami młodszych członków społeczności. Przeciwnikami mogą być także wróżbici, uzdrowiciele, szamani, którzy umieją wskazać niewidzialne moce, przychylne lub nieprzychylne przedsięwzięciom ludzkim, oraz sposoby zjednania owych mocy. To są naprawdę jego przeciwnicy! Nie dlatego, że misjonarz musi zrezygnować z nawrócenia ich, lecz raczej z tego względu, że przeszkadzają mu prowadzić działalność misyjną.

Przedsięwzięcie misyjne polega przecież na zastąpieniu dotychczasowych autorytetów religijnych auto­rytetami chrześcijańskimi, konkretnie - autorytetem kapłana, biskupa, papieża, a w protestantyzmie - autorytetem pastorów, rady lub synodu itd. Te autorytety są gwarantami zalecanej ortodoksji, a do niej się przecież zmierza. Między tymi przeciwnikami toczy się walka o wpływy, co nie wyklucza przemocy z jednej czy drugiej strony.
Do przeciwników trzeba też zaliczyć ludzi, którzy w taki czy inny sposób odnoszą korzyść z praktykowanych zwyczajów (na przykład mężczyzna, który ma otrzymać narzeczoną), te zaś zwyczaje są kwestionowane w kanonicznych uregulowaniach chrześcijańskich.

Wśród ludzi związanych z działalnością misji nie brak takich, dla których religia i moralność to sprawy drugorzędne. Misjonarz jest dla nich co najmniej osobą krępującą, a nawet kimś, kogo należy zniszczyć. Może to być również ich konkurent. Jezuici, którzy utrzymywali redukcje w Paragwaju, przeszka­dzali osadnikom hiszpańskim w zagarnięciu siły roboczej, bardzo im potrzebnej. Przeszkadzali również łowcom niewolników z Sao Paulo (Brazylia) w urządzaniu polowań na Indian.

Jeśli chodzi o lokalne władze polityczne, jest to przeciwnik, który bywa groźny. Królowie Tonkinu nigdy nie zaniechali swych krwawych prześladowań5. Przeciwstawiali się chrześcijaństwu nie tylko w kwestiach "alkowy", lecz kierując się przede wszystkim racją stanu, czyli interesem swojego państwa. Masowe przystąpienie do religii oderwanej od spraw ich kraju i władzy uważali za niebezpieczne zarówno dla nich, jak i dla jedności narodu.

Wiadomo przecież, że konkwistadorzy zniszczyli siłą religie i państwo Azteków oraz Inków, i podobnie postąpił wcześniej Karol Wielki w stosunku do Sasów. Nie na wiele zdają się wówczas zdolności negocjacyjne misjonarza! Umiał je wykorzystać Franciszek Ksawery, wyposażony w wyjątkowe pełnomocnictwa, który pisywał regularnie do króla Portugalii, aby mu przypominać o jego zobowiązaniach patronackich. Gdy zaś w 1552 roku pewna osobistość z Malakki przeciwstawiła się jego podróży do Chin, rzucił na tego człowieka ekskomunikę, przewidzianą w bullach papieskich6. Jeśli chodzi o politykę kolonialną różnych państw w XIX i XX wieku, to na pewno nie zawsze była ona przychylna wobec przedsięwzięć misjonarzy.


O wiele bardziej niebezpieczne dla misjonarzy chrześcijańskich były rywalizujące z nimi ekspansjonizmy: muzułmański, buddyjski, hinduistyczny i konfucjański. Sprzeciwy mogły być gwałtowne lub przytłumione, otwarte lub podstępne - zresztą z obydwu stron. Możliwe także, iż te ekspansjonizmy były kontrreakcją na ekspansjonizm chrześcijański. Trzeba by ocenić to, co mówiono w buddyjskich klasztorach japońskich "za lub przeciw" jezuitom, kiedy znaleźli się tam w XVI wieku7.

Inne trudności, wewnętrzne, pojawiają się w samym chrześcijaństwie. Rywalizacje między zakonami (u których podstaw jest często rywalizacja w kwestiach teologicznych) miały niekiedy bardzo poważne reperkusje: spory o obrządek na Dalekim Wschodzie, podział terytoriów i jurysdykcji, przyjęcie lub odrzucenie prawa patronatu przyznanego królom Portugalii i Hiszpanii8, postawy "za lub przeciw" latynizacji Kościołów wschodnich, itd. Jeszcze bardziej zgubne są spory między misjonarzami rzymskokatolickimi, prawosławnymi i protestanckimi (wszelkich denominacji). Ekumenizm był całkowicie nieobecny w dziejach misji; nabrał on znaczenia, gdy każdy umocnił swoje pozycje i nie ma już ludów, które można podbić. To jest w sumie logika polityki sfer wpływów.

Oddzielne miejsce zajmują profetyzmy, teorie mesjanistyczne i inne ruchy religijne, które rodzą się najczęściej jako konsekwencja obcej przemocy i jakichś klęsk lokalnych. Misjonarze są bardzo na te nowości wyczuleni, ale często nie rozumieją, co się dzieje9.
Zauważmy na koniec, że misjonarze mają skłonność do analizowania napotykanego oporu ludności w kategoriach religii i moralności, podczas gdy za tymi postawami obronnymi kryją się chyba raczej problemy cywilizacyjno-uniwersalizacyjne.

Źli chrześcijanie

Zdaniem misjonarzy, najbardziej krępuje i ogranicza ich działalność to, iż chrześcijanie są tak mało chrześcijańscy. I to wcale nie ci nowo nawróceni, lecz chrześcijanie ze starego kraju. Sobie też wyrzucają, że nie są święci; to ciągle powracający temat w ich życiu duchowym. Prawdą jest zresztą, że nie­którym misjonarzom brakowało przymiotów ludzkich i chrześcijańskich, a nawet nieraz angażowali się w praktyki i przedsięwzięcia bardzo problematyczne i dyskusyjne.

Najbardziej jednak tragiczne jest to, iż wielu Europejczyków, od dawna ochrzczonych, którzy byli uwikłani w opisywany tu proces uniwersalizacji, postępowało w sposób niegodny miana chrześcijanina.

Nagminne były z ich strony niesprawiedliwości i krzywdy, masakry, nadużycia, brutalność i rozpasanie seksualne, niczym nie uzasadnione okrucieństwa, wypieranie tubylców wszelkimi dostępnymi środkami, niedotrzymywanie danego słowa, wyniszczanie autochtonów alkoholem i świadomie przenoszonymi chorobami, rasistowska pogarda, kradzieże i rabunki. Nieprzestrzeganie zasad moralnych przez tych ludzi przekraczało niekiedy wszelkie granice, mimo że brali udział w praktykach religijnych. Jakże często chrześcijanin-właściciel bywał bezwzględny i bezlitosny wobec niewolników!

Był to przerażający dramat, przynoszący wiele szkody chrześcijaństwu. Tubylcy widzieli, że nowa religia, którą im głoszono, nie potrafi przemienić ani choćby powściągnąć tych, którzy się na nią powoływali. Misjonarz stawał przed dwoma trudnymi zadaniami: musiał bezustannie próbować nawracać swoich współziomków, a jednocześnie starać się trzymać tubylców i neofitów jak najdalej od godnego pożałowania przykładu "cywilizowanych", a faktycznie "złych chrześcijan".

Tekst poniższy jest fragmentem książki
"Antropologia misyjna. Religie i cywilizacje w zderzeniu z uniwersalizmem"
VERBINUM 1997

Henri Maurier


 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
22 Listopada 2017
Środa
Imieniny obchodzą:
Cecylia, Marek,
Maur, Wszemiła
Do końca roku zostało 40 dni.