Aktualności arrow Refleksje Misyjne arrow Misjonarze intelektu              
Advertisement
sie 12 2007
Misjonarze intelektu PDF Drukuj Email
Dodał: Zdzisław Grad   
12.08.2007.

 


Za jednego z powołanych do tego historycznego, a nawet kosmicznego zadania uważa się Nigeryjczyk Wole Soyinka, laureat literackiej nagrody Nobla z 1986r. Opublikował on kilka lat temu (w 1998r.) "Dzwony wyzwolenia"- nazywając ten tekst manifestem humanistycznym (Z początkiem XX wieku również raczono ludzkość manifestami humanistycznymi bez Boga, czy to marksistowskimi, nietzscheańskimi czy sartrowskimi, czy innymi. I co z tego wyszło?). Soyinka uraczył nas erupcją wulkanu wyobraźni, marząc, że jego twórcza lawa zwycięży w walce z wszelkimi transcendentnymi okowami i uwikłaniem rozumu w religijne rozważania.

Nawoływał, by opracować sposoby uleczenia umysłu ze ślepej wiary i przyciągnąć człowieka do Powszechnej Świątyni Człowieczeństwa. Obiecywał, że jej wrota nie zatrzasną się przed nikim. A za wrotami tymi prześwitują kuszące perspektywy, które twórczy i pełen optymizmu umysł jeszcze zachował, by je roztoczyć w przyszłym tysiącleciu.

Dalej czytamy, że misją intelektualną na nowe tysiąclecie powinna stać się deklaracja, iż: „Objawienie to wyjątek i przywilej, a zatem nie wolno jego ram rozszerzać i traktować jako powszechnie obowiązującego.” Nigeryjczyk ubolewa, że XXI wiek nie będzie jeszcze niestety światem narodów świeckich, ale należy robić wszystko, aby to nie Objawienie, lecz człowieczeństwo generowało ludzkie działania.

Wiara, wszelka intuicja religijna muszą, zdaniem Soyinki, pozostać wyłącznie prywatną sprawą.
Noblista uważa, że godny czci jest jedynie majestat rozumu. Roztacza wizję idealnego państwa, które zagwarantowałoby prawo do uświęcania indywidualnych przeczuć poprzez zorganizowane obrzędy (sic !!!).Musieliby je akceptować wszyscy pozostali, którzy nie biorą w nich udziału, a w istocie, w których te obrzędy budzą zawiść.

Oto obszerna relacja z wizji autozbawczego humanizmu - heroicznego buntu przeciw transcendentaliom, zamienionego w żabią perspektywę, łudzącą się, że w magiczny sposób, za pomocą bełkotliwych zaklęć słownych uruchomi się rezerwuary samo-ocalenia, czczonego w Powszechnej Świątyni Człowieczeństwa.

Nasuwa się od razu refleksja, że nie uda się ocalić wiary w wartość człowieka, jeśli się nie przyjmie, iż została ona zagwarantowana w sposób nadprzyrodzony ( E. L. Mascall). Na nic się nie zda zabawa w ubóstwianie rozumu (nie przysporzy jej siły sprawczej nawet - żenujący zresztą - fakt, że jej wodzirejem jest noblista). Na nic obwarowywanie prawem świętości indywidualnych przeczuć, budowanie najokazalszych świątyń człowieczeństwa, jeśli nie przyjmie się z pokorą prawdy, że człowiek tylko wtedy jest naprawdę człowiekiem, kiedy wychyla się ku temu, co go przerasta, ku Stwórcy.

Zasadą człowieczeństwa jest ciągłe przezwyciężanie siebie i otwieranie na działanie łaski. Taki jest status człowieka, niezależnie od tego, czy chce przyjąć tę prawdę czy ją butnie odrzuca.

Na XXI wiek naciera też dobrze zorganizowana, spektakularna armia Ruchu Nowej Ery (New Age). Obiecuje sobie ona pokonanie chrześcijaństwa i zapanowanie Ery Wodnika. Ta nowa era zamierza zafundować ludzkości holistyczną (całościową) koncepcję humanizacji świata. Zdjąć z człowieka przygniatający kosmiczny los i sprezentować równie kosmiczne, totalne wessanie do ludzkiego wnętrza najwartościowszych pomysłów rozumu. Taka fantastyczna potrawa miałaby moc rozszerzania ludzkiej świadomości aż do zapewnienia gnostyckiego (za pomocą wiedzy) zbawienia.

Oczywiście, tej magicznej recepturze zbędna jest nauka Krzyża, Zmartwychwstanie czy Bóg osobowy. Przydaje się co najwyżej wymyślona wersja o Chrystusie kosmicznym, ściślej o duchu chrystycznym, który rzekomo wcielił się w Buddę, Krisznę, Mahometa i Jezusa z Nazaretu. Taki synkretystyczny zlepek religijny ma pociągnąć wątpiących i poszukujących ze wszystkich religii, a jednocześnie ogłaszać się niejako full - ekumenicznym.

Propozycja " wabi " uniwersalną estetyką religijną - dla każdego coś ciekawego i lekkostrawnego, zanurzonego w delikatnej mgiełce ulotności. W razie potrzeby można przecież dokonać kolejnego niefrasobliwego przetasowania - może przecież być tak, a może być inaczej w ludzkiej wyobraźni. Żebyż jeszcze ona miała taką moc stwórczą, jaką sobie przypisuje. Kompletne miksowanie rzeczywistych pierwiastków z urojonymi to domena "wyzwolonych." Dopóki ziemia kręci się, nie można zatrzymywać szalonego młyna, rozsiewającego namiastki prawd obficie przyprawianych leczniczymi ziółkami wyobraźni, dostosowanymi do indywidualnych potrzeb konsumenta duchowej strawy. A niedożywiona dusza zgadza się na każde menu, byle nie kazano jej drogo płacić za usługę.

Gdy jeszcze posiłek duchowy zanurzy się w brudnej chmurze iluzji i poda na egzotycznej zastawie, "biorca" nie może oprzeć się jej urokowi, zwłaszcza jeśli dotychczas zamieszkiwał duchowe slumsy. W takiej urokliwej, sielankowej scenerii Krzyż może człowieka zdegustować, zepsuć apetyt i opóźnić sukces nowoczesnych wierzeń. Dlatego Krzyż należy odrzucić i pozbyć się go z duchowego horyzontu. Jest on nie tylko niepotrzebny, ale nawet wrogi człowiekowi wyzwalającemu się siłą rozumu.

Christianos zdają sobie jednak sprawę, że z chrześcijańskiego punktu widzenia Krzyż jest najdoskonalszym działaniem, zdolnym do sukcesów tam, gdzie zazwyczaj nic już nie owocuje (H. U. von Balthasar).

W przemówieniu Bożonarodzeniowym z 1969 r. papież Paweł VI mówił: nie istnieje prawdziwy humanizm bez Chrystusa ... My zaś błagamy Boga i prosimy was wszystkich, ludzi naszego czasu, abyście oszczędzili sobie tego fatalnego doświadczenia humanizmu bez Chrystusa. Człowiek nie wie sam z siebie kim jest. Nie ma bowiem autentycznego prototypu człowieczeństwa, tworzy on siebie na podstawie idoli, które są ułomne i jakże często niegodne. Brakuje człowiekowi prawdziwego Syna Człowieczego, Syna Bożego - skutecznego wzorca człowieka prawdziwego.

Skoro wciąż jest tak wielu ludzi, którzy nie znają tego prawdziwego Wzorca człowieka, obowiązkiem chrześcijanina jest świadczenie, że On naprawdę istnieje. Obowiązkiem chrześcijanina jest także opieranie się demonicznej pysze samozbawienia, którą kuszą twórcy rzekomych nowości metafizycznych.

Chrześcijanin musi opierać się pomysłom duchowego płodozmianu (dać odpocząć sobie od wiary, by zakosztować smaku nowych produkcji duchowych), eksperymentowania metafizycznego, które podobno miałoby ulżyć człowieczej doli, uatrakcyjnić egzystencjalną monotonię i wzbogacić systemy wartości.

Wiara chrześcijańska mówi, że oprócz Jezusa nie dano ludziom żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni (Dz 4, 12). Kto by zbezcześcił krew Przymierza, przez którą został uświęcony i obelżywie zachował się wobec Ducha łaski ... (Hbr 10, 29-30), ten wpadnie w ręce Boga żyjącego. A straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego. (Hbr 10, 31).

Krzyż Chrystusa stoi na każdej z ludzkich dróg, jest absolutnym narzędziem miłości, więc komu to nie wystarcza, kto chciałby go ominąć, nie znajdzie usprawiedliwienia.

Zuchwałe żonglowanie faktami Dobrej Nowiny może prowadzić tylko w eschatologiczną przepaść, bo Chrystus ostrzegał - beze mnie nic uczynić nie możecie.

Wszelkie astrologiczne zabawy, wróżby nie mają dla człowieka wierzącego żadnego sensu. Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustanowił swoją władzą (Dz 1, 7).Chrześcijanin nie oczekuje biernie przyszłości, lecz aktywnie „tu i teraz” dąży do tego, by stawać się najodpowiedniejszą, zgodną z osobistymi charyzmatami, wypowiedzią Boga. Wówczas jego szczere wysiłki zostaną użyźnione przez chwile Boga, przez owocującą łaskę Krzyża.

Wielu jest takich, którzy chcieliby ze mną dzielić chwałę, a mało chętnych do dźwigania ze mną Krzyża - żali się Chrystus. (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis).

Jeśli więc z Chrystusem odważymy się porwać na wszystko, nie musimy niedojrzale koloryzować rzeczywistości, by w ten sposób ratować się przed dolegliwościami duszy, przed psychicznym dyskomfortem.

H. U. Von Balthasar poucza, że jeśli człowiek ma odwagę brać krzyż, to znaczy ma odwagę afirmować to, co jest, gdyż afirmował to sam Bóg. Wszczepił pełnię prawdy i łaski w naszą teraźniejszość. Boska teraźniejszość zawiera w sobie wszelką przeszłość i wszelką przyszłość, więc Bóg otworzył nam w niej wszelkie wymiary czasu. Chrześcijanin wytrzymuje teraźniejszość, bo jego czas jest impregnowany sensem i nadzieją, których podstawą jest Zmartwychwstały Chrystus.

Chrześcijańską nadzieję uskrzydla nie posiadanie, lecz bycie posiadanym. Prężności nadaje jej myśl, że ziemia powinna odpowiedzieć niebu, tak jak niebo odpowiedziało ziemi. Człowiek wierzący chce przemieniać ziemię nie własnymi siłami, lecz mocą łaski. Aby siebie odnaleźć nie jest już skazany na samego siebie. Został bowiem postawiony i odnaleziony przez Boga i dlatego nie może już zawieruszyć się w czasie. Jest ciągle delegowany w wieczną podróż.

Wszystko bowiem jest wasze ... czy to świat, czy życie, czy rzeczy teraźniejsze czy przyszłe; wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusowi (Kor 1, 21-23). Jest to niesłychanie przejmująca magnanimitas - wzniosłość. Cóż za wspaniałomyślność Boga - dopuszczać człowieka do Siebie, udzielać się mu.

Czyż może dziwić fakt, że człowiek zanurzony w Zbawicielu, świadomy swych Bożych 'koneksji", staje się odporny na wszelkie pozachrystusowe humanizmy, na niezależne systemy bez Bożych przykazań. I nie obawia się triumfu zatrważających pomysłów (w rodzaju New Age) na uzdrowienie ludzkości, bo ufa, że Duch Święty dokonuje oczyszczającej regulacji w wybranym przez siebie czasie. Zadaniem zaś wierzącego jest wzmacnianie Bożego dynamizmu istnienia, uwolnionego od obezwładniających odchyleń zarówno w przeszłość, jak i w przyszłość.

Prawdziwe zawierzenie nie potrzebuje ciągle uciekać przed czasem, bo na bieżąco rozpoznaje, iż Chrystus dzieli się z nami siłą Życia, zapasem pokoju, że w nim jesteśmy wyposażeni w eschatologiczną maksymalność. Obecność miłującego Pana jest spełnieniem najśmielszych ludzkich tęsknot, kresem wszelkiego dążenia, wiecznym zakotwiczeniem. Takie zawierzenie leczy z niepokoju, bo jest zaspokajającym uświadomieniem, że już nic większego, lepszego , doskonalszego nie ma.

W atmosferze spełnionego duchowego zapotrzebowania, chrześcijanin może pracować nad pokojem, jakiego świat dać nie może, gdyż jest to przede wszystkim pokój między Niebem i ziemią (H. U. von Balthasar).

I właśnie przez ten Boski pokój ludzie wierzący są posyłani, aby pracować nad wyciszeniem świata, nad uspokojeniem, nad przezwyciężaniem obszarów cywilizacji śmierci i wskazywaniem niezawodnych Bożych dróg.

Jolanta Lesiuk Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

 

 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
23 Września 2017
Sobota
Imieniny obchodzą:
Boguchwała,
Bogusław, Libert,
Minodora, Tekla
Do końca roku zostało 100 dni.