Aktualności arrow Historia misji arrow Wpływ I wojny światowej na misje katolickie              
Advertisement
sie 11 2007
Wpływ I wojny światowej na misje katolickie PDF Drukuj Email
Dodał: Zdzisław Grad   
11.08.2007.

 

Na prowadzenie działalności misyjnej duży wpływ mają czynniki zewnętrzne. Dzięki nim misje mogą kwitnąć lub doznawać trudności.

I wojna światowa bez wątpienie wpłynęła hamująco na ewangelizację. Wydalenia misjonarzy, odcięcie dopływu pomocy materialnej i zmiana obrazu europejskich chrześcijan w oczach tubylców – to tylko najważniejsze elementy tego niekorzystnego wpływu.

I wojna światowa, trwająca w latach 1914 – 1918, w pierwszej kolejności ciężko dotknęła personel misyjny. Już podczas pierwszych dni mobilizacji bracia, studenci teologii i młodzi klerycy musieli opuścić domy misyjne, by pełnić głównie służbę sanitarną. Dotyczyło to przede wszystkim Francji, Belgii i Włoch, gdzie nie istniały żadne odstępstwa od obowiązku służby wojskowej. Wskutek mobilizacji francuskie dzieło misyjne zostało pozbawione wielu misjonarzy. Niektórych z nich zmobilizowano na miejscu, np. w Indochinach czy na Madagaskarze; większość jednak musiała wrócić do ojczyzny.

Oblicza się, że podczas I wojny światowej zostało powołanych do wojska 5 tys. misjonarzy francuskich. W innej sytuacji znaleźli się misjonarze niemieccy. Nie wcielono ich do armii; zmobilizowani zostali jedynie członkowie zgromadzeń misyjnych pracujący w kraju. Razem z Austrią było to ponad 6 tys. osób. Jednak los misjonarzy z Niemiec, pracujących szczególnie w niemieckich koloniach, nie był dużo lepszy. Po zajęciu tych krajów przez wojska Ententy byli zwykle wydalani i to często w sposób dość brutalny. Spotkało to m.in. werbistów w Togo i palotynów w Kamerunie. Niemiecki minister do spraw kolonii, Dr Solf, dał wyraz swemu oburzeniu w płomiennym piśmie skierowanym do prowincjała palotynów:

„Można by uważać za wręcz niemożliwe to, jak Francuzi zachowali się w Edea... Przemocą wtargnęli do domu Bożego, rozrzucili poświęcone przedmioty kościelne, rabując i niszcząc... Na długo zachwiali wiarę tubylców w białą rasę, jako mediatora kultury chrześcijańskiej.”



Sytuacja misjonarzy w krajach Afryki nie należących do Niemiec zależna była od stanowiska miejscowych władz. Dobrego traktowania misjonarze niemieccy doświadczyli w Ugandzie, Sudanie i Brytyjskiej Afryce Zachodniej. Gorzej było w afrykańskich koloniach francuskich, belgijskich i portugalskich. Z kolei w Azji i w Indiach Brytyjskich potraktowano Niemców bardzo surowo. Wszyscy misjonarze będący w wieku nie objętym obowiązkiem służby wojskowej mieli być repatriowani, pozostali zaś internowani. Wojna wstrząsnęła także zgromadzeniami misyjnymi innych narodowości działającymi w różnych krajach.

Placówki misyjne rozsiane po całym świecie potrzebowały nie tylko wystarczającej liczby personelu, lecz również środków materialnych. Do zadań misji należała przecież odpowiedzialność za stacje, kościoły, kaplice, szkoły i instytucje charytatywne. Misje, szczególnie na terenach objętych wojną, znacznie ucierpiały gospodarczo. Kontakt między ojczyzną a misjami był w wielu wypadkach odcięty lub ograniczony. Przesyłki pieniężne zostały wstrzymane, co okazało się brzemienne w skutkach. Wikariusz apostolski z Niasy Północnej, Monsignore Streicher, pisał, że już od roku nic z Francji nie otrzymał:
„Co stanie się z naszymi dziełami, z naszymi dwoma seminariami, z naszymi tubylczymi nauczycielami, z setką katechumenów, z ponad siedmiuset szkołami podstawowymi? W drodze do Bengueli, na terenie objętym wojną, zatrzymano 300 paczek. Wrogowie zagarnęli dla siebie całoroczny transport odzieży. Co gorsza, zamknięto 55 szkół misyjnych w misji Mpangwe.”

W związku z tym, brak samowystarczalności Kościoła rodzimego przeniknął do świadomości Kościoła misjonującego jako apel. Znalazło to jednoznaczny wyraz w refleksji ks. Józefa Schmidlina - ojca misjologii katolickiej: „Mści się srodze teraz to, że większość misji nie usamodzielniła się ani materialnie, ani pod względem powołaniowym. Widać, że misjonarze nie starali się, względnie nie zdołali nowych chrześcijan z tubylczej ludności obarczyć w większym stopniu kosztami utrzymania misji i tubylczego kleru, że niemało z nich zdało się wyłącznie na wsparcie ze swojej ojczyzny.”

Wojna stała się także katalizatorem tworzenia się nowej świadomości wśród miejscowej ludności. W wielu miejscach Afryki działania wojenne, które toczyły się tam zupełnie niepotrzebnie, mocno zachwiały autorytetem białych. Przed tubylcami nie zdołał się ukryć fakt, że głoszona przez misjonarzy nauka Ewangelii i moralności stoi w jaskrawej sprzeczności z poczynaniami chrześcijan niszczących się nawzajem w Europie.

Friedrich Schwager w wykładzie wygłoszonym na kursie misjologicznym w Kolonii we wrześniu 1916 roku mówił: „I tak oto widzimy, jak na całym froncie wielkich niechrześcijańskich religii Azji wzrasta ich opór i agresywność, w znacznej części przy wykorzystaniu zachodnich metod i organizacji. Jedno jest pewne: Misjom chrześcijańskim pójdzie po wojnie znacznie trudniej niż dotąd, przynajmniej wśród ludów azjatyckich o wysokiej kulturze. Właśnie wiodące klasy ludności będą się im coraz silniej przeciwstawiały.”

Gorzkie doświadczenia I wojny światowej na terenach misyjnych pozwoliły wyprowadzić wartościowe wnioski. W podręczniku misyjnym napisanym w 1925 roku Peter Louis zwrócił uwagę na następujące wskazania:


Misji nie powinno się zanadto uzależniać od ziemskiej pomocy, co podczas wojny okazało się fatalne. Właściwym i koniecznym sposobem do osiągnięcia tego celu jest kształcenie rodzimego kleru i budzenie odpowiedzialności za Kościół lokalny wśród tubylców. W krajach misyjnych powinno się pozwolić pracować misjonarzom reprezentującym więcej narodowości, szczególnie z małych krajów neutralnych.

Przygotowanie: Andrzej Miotk SVD

 
Aktualności przez kanał RSS
Znajdź mnie na Facebook'u
Rozmaitości
Ciekawe strony
Galeria Zdjęć
Księga Gości
Audycje Radiowe
Zamów moje książki
Mapa Strony
Kontakt
Napisz do nas
Dzisiaj jest...
23 Września 2017
Sobota
Imieniny obchodzą:
Boguchwała,
Bogusław, Libert,
Minodora, Tekla
Do końca roku zostało 100 dni.